piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 5 


      - Astrid, wstawaj jest prawie południe!- Powiedziała jej mama, wchodząc do pokoju. Dziewczyna mruknęła tylko i  zasłoniła się kołdrą.- Spóźniłaś się do Akademii.
- Wiem.- Mruknęła dziewczyna sennym głosem.
- Coś się stało? Nigdy nie spałaś do tak późnej pory.- Kobieta rozejrzała się wokół, oceniając pokój nastolatki, który był w opłakanym stanie. Wszędzie leżały rzeczy, różne książki, rysunki.
- Ręka mnie boli…- Powiedziała i odkryła się. Wyciągnęła dłoń i pokazała ranę, którą zadał smok. Eira przyjrzała się szramie i granatowemu kolorowi, który ją otaczał. Astrid nie przejmowała się tym. Mrugała sennie, ciągle ziewając.
- Ale się załatwiłaś...- Blondwłosa kobieta pociągnęła na dół córkę i odwinęła bandaż z zaschniętą krwią.
- Trochę poboli i przestanie.- Machnęła na to ręką i po raz kolejny ziewnęła. Usłyszała lekkie warknięcie a po chwili ujrzała Wichurę, która wsunęła pysk przez okno i przyglądała się ciekawie swej pani. Dziewczyna uśmiechnęła się. Już chciała wstać, ale powstrzymała ją Eira.
- A ty dokąd? Jeszcze nie skończyłam - Astrid usiadła zrezygnowana. Musiała trochę polatać ze swoim pupilem, aby nie wypaść z formy. Po chwili mama blondynki skończyła opatrywać ranę.- Dziwnie to wygląda. Znowu przecięłaś się toporem?
- Nie. Mały wypadek przy smokach.- Uśmiechnęła się lekko.
- Córcia, wiem, że umiesz obchodzić się ze smokami, ale pamiętaj, że to jednak smoki.  Nigdy nie wiadomo co im do łba strzeli.- Eira lubiła smoki, ale nie tak bardzo jak Astrid czy inny jeździec. Wolała zajmować się domem i zielarstwem niż tresować smoki. Uważała, że to strata czasu.
- Już mi to mówiłaś, mamo.- Blondynka chwyciła kosz ryb dla Wichurki i wyszła na zewnątrz. Smoczyca zamerdała wesoło ogonem i polizała swoją właścicielkę po czym zajęła się dorszami i tuńczykami. W tym czasie Astrid zajęła się przygotowywaniem siodła. Kiedy je chwyciła, zauważyła, że strzemię jest oderwane od paska.
- No pięknie. Jak to się stało?- Spojrzała smoczycę, jakby chciała usłyszeć od niej odpowiedź, lecz ta zajęta była śniadaniem. Nastolatka wzruszyła ramionami.- No cóż, muszę coś z tym zrobić.- Gdy Wichura skończyła jeść, Astrid zaniosła pusty kosz to domu, a chwilę później szła wraz z rozwalonym siodłem do Pyskacza.
- O, kogo ja widzę!- Krzyknął kowal, gdy tylko zobaczył zbliżającą się dziewczynę.
- Cześć, Pyskacz.- Przywitała się i rzuciła siodło na blat.
-  Co cię sprowadza?- Wiking skończył wybijać miecz i włożył go do zimnej wody.
- Mała usterka.- wskazała na siodło. Pyskacz podeszedł i dokładniej przyjrzał się zerwanemu paskowi.
- Da się zrobić. A czemu nie poprosisz Czkawki?
- Myślałam, że będzie u ciebie.
- Miał przyjść mi pomóc ale, jak widzisz, nie ma go.- Wziął siedzisko i poszedł do pracowni Czkawki, kiedy to tam chłopak projektował różne maszyny i wynalazki. Po chwili  na niebie pojawiła się czarna plamka, a po chwili przed kuźnią wylądował Szczerbatek z jeźdźcem na grzbiecie.
- O, cześć, Astrid- zawoał uśmiechnięty.- Czemu nie przyszłaś na trening?
- Cześć. Przyszłabym, ale zaspałam.- odwzajemniła uśmiech. Z wnętrza kuźni dało się usłyszeć śpiew Pyskacza.
-Aha...-mruknął.- A jak twoja ręka?- Pogłaskał smoka i wszedł do środka.
- Dobrze- Skłamała. Nie potrzebowała kolejnej gadaniny, że to jest niebezpieczne. Wojownicy nigdy nie narzekają, szczególnie kiedy chodzi o ich osoby. To oznaka słabości, a dziewczyna nie chciała tego po sobie pokazać. Szczerbatek zamachał ogonem i przewrócił kilka skrzyń z narzędziami. Jeźdźcy od razu zaczęli zbierać  przedmioty.- A co wy robiliście?
- Byliśmy w lesie- Od razu przed jej oczami pojawił się smok, który zaatakował ją kilka dni temu. - Niczego nie znaleźliśmy...-odchrząknął. Chciał mówić dalej, ale Astrid mu przerwała.
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ja sobie tego nie ubzdurałam, Czkawka. Ten smok nadal jest na Berk.- Spakowała rzeczy do pudełka i położyła je na prawowite miejsce. Chłopak uśmiechnął się słabo. - Ahh...nie wierzysz mi?
- Nie, to nie tak. Po prostu nie mamy dowodów na to, że ten smok w ogóle istnieje.- Odłożył ostatnie śrubki do drewnianej skrzynki.
Astrid przewróciła oczami. Nie rozumiała, dlaczego Czkawka jej nie uwierzył. Kto jak kto, ale powinien bardziej się postarać. Przecież on i Śledzik najbardziej kochają nowe gatunki. No i jest jego dziewczyną. Czy to, w takim razie, coś zmienia?
- Jeżeli nie chcesz mi pomóc to sama się tym zajmę.
-  Astrid...
- No i proszę! Siodełko jak nowe!- krzyknął uradowany efektem końcowym Pyskacz i wyszedł z pracowni.
- Dzięki.- Astrid uśmiechnęła się serdecznie i wzięła siodło.
- A kogo my tu mamy? Czkawka! Jak dobrze, w nagrodę dostaniesz podwójną robotę- powiedział kowal i zarzucił chłopakowi ubrudzony fartuch.- No, do roboty, synek.
- To ja może nie przeszkadzam. Narazie.- Rzuciła suchym tonem i odeszła.
- No super.- Powiedział.- I co ja mam zrobić?- zapytał Szczerbatka. Smok zawarczał przyjacielsko i podniósł głowę.

Do drzwi rozległo się pukanie. Śledzik, zaczytany w nowej książce nabytej od Johana, wstał niechętnie i poszedł otworzyć.
- Cześć.- Powiedział zaskoczony widokiem blondwłosej przyjaciółki.
-Hej, Śledzik, mam do ciebie prośbę.- Chłopak zaprosił ją do środka i usiedli koło stołu zawalonego od sterty książek, notesów i licznych zapisków.
- O co chodzi?
- O pewnego smoka. Kilka dni temu coś zaatakowało mnie w lesie i rozcięło dłoń- Śledzik od razu spojrzał na bandaż.- Czkawka mówi, że to zmiennoskrzydły, no bo nazajutrz musieliśmy wypędzać je z Berk, ale jestem pewna, że to coś jest o wiele większe.
- A możesz go opisać?- Wziął czystą kartkę, węglowy ołówek i zaczął notować. Dziewczyna z ożywieniem opowiadała, co się wydarzyło. Dokładnie opisała gada, na tyle ile pamiętała. Miała nadzieję, że przynajmniej Śledzik jej pomoże- Nic dziwnego, że Czkawka ci nie wierzy.
- Dzięki.- Powiedziała z sarkazmem, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Nie o to chodzi. Z opisu wynika, że są bardzo podobne...- zamyślił się na chwilę. Sztukamięs pochrapywała przy zgaszonym kominku i wydawało się, że lata przez sen.
- To co, pomożesz?
- Oczywiście, że pomogę!- Krzyknął z uśmiechem. Wiadomość, że spotka, opisze i zbada nowego smoka dawała mu wiele radości.- To kiedy wyruszamy?
- Dziś wieczorem? Przyjdę po ciebie.- Nie czekając na odpowiedź wyszła z chaty i udała się do Wichury, aby nadgonić zaległy trening.

Czkawka nadal siedział w kuźni Pyskacza i pomagał mu naprawiać zepsutą broń. Myślał nad tym, czy nie wybrać się jeszcze raz do lasu i nie zbadać każdego skrawka jeszcze raz. Nagle przypomniało mu się, że zapomniał poinformować ojca o ataku zmiennoskrzydłych. Dokończył ostatni topór i poleciał poszukać wodza.
Szczerbatek zawył donośnie i wylądował obok domu Pleśniaka, gdzie ojciec Czkawki dyskutował ze starym Wikingiem. Nastolatek poczekał chwilę, aż Stoik skończy rozmowę.
- Tato, masz chwilę?
- A coś się stało?- pogłaskał Czaszkochrupa po łbie.
- W zasadzie tak. Widzisz, niedawno były  zmiennoskrzydłe w lesie. Udało się je nam przepędzić, ale...-podrapał się po głowie.
- Ale co?
- Chodzi oto, że Astrid widziała innego smoka. Jestem pewien, że jej się po prostu przewidziało. Mówi, że był o wiele większy i silniejszy...- Stoik zmarszczył czoło.
- I mówisz mi to dopiero teraz?
- Zapomniałem, przepraszam, ale od ataku zmiennoskrzydłych patrolujemy okolice Berk i nic nie zauważyliśmy.- Stoik wsiadł na swojego smoka.
- No dobrze, skoro tak mówisz.- Czkawkę zatkało. Spodziewał się, że ojciec będzie wściekły, ale tym razem okazało się co innego.
- I co? Nie jesteś zły?
- A czemu miałbym być? Skoro mówisz, że nic podejrzanego się nie dzieje...A co z tym drugim smokiem?
-  Sam nie wiem. Astrid musiało się przewidzieć, ale na wszelki wypadek polecę do lasu i przeszukam go jeszcze raz.- Wsiadł na Szczerbatka i poleciał do domu zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Miał mieszane uczucia. Nawet sam nie wiedział, czy ten super- smok, o którym często wspominała Astrid naprawdę istnieje. Leciał do lasu, tylko po to aby dowieść, że dziewczyna widziała zmiennoskrzydłego.
--------------------------------------------------------


Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Od tygodnia nic nie dodałam, a weny jak nie było tak nie ma. Cóż, przynajmniej akcja "posuwa" się dalej. :)

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 4

Żeby odreagować, Astrid poleciała do lasu, aby wyżyć się na drzewach. Rzuciła mocno w pień wielkiego dęba z trudem wyciągając go z powrotem. Nie miała za złe ojcu, który najwidoczniej nie chce pogodzić się z przeszłością, ale nie rozumiała dlaczego nie chce. Przecież odcięcie się od okrutnych wydarzeń sprzed lat to jedyne wyjście aby poczuć się wolnym i szczęśliwym.
Pot spływał po jej czerwonej od wysiłku twarzy. Topór wydawał się coraz cięższy ale nie przestawała. Kilka mniejszych drzew zostały zniszczone przez wściekłą wojowniczkę. Kiedyś robiła to częściej, ale z czasem gdy spotykała się z Czkawką zrozumiała, że złe emocje nigdy nie mogą zapanować nad nią. Ale nie tym razem. Mimo że szatyn odmienił ją ona nadal pozostanie nieustraszoną wojowniczką z rodziny Hoffersonów.
Nagle coś się poruszyło. Dziewczyna ukucnęła i dokładnie rozejrzała się wokół. Niczego nie dostrzegła, Wichura także. Zaciskając topór ruszyła naprzód. Obawiając się, że mógł być to wróg uniosła broń w gotowości do walki. Po kilkunastu krokach zrezygnowała. Tłumaczyła się, że to halucynacje słuchowe od nieprzespanej nocy. Wichura niespokojnie poderwała się i podeszła bliżej swej pani.
- Coś tu jest- Mruknęła, widząc reakcję smoczycy.- Wichurka, idziemy.- Poleciła przyjaciółce i we dwie ruszyły ku szelestowi. Usłyszała przeraźliwy ryk a po chwili coś się na nią rzuciło. Śmiertnik nie czekał długo, od razu rzucił się na pomoc. Dziewczyna trzymając się za skaleczoną dłoń, krzyknęła za swoim smokiem. Wichura chwyciła blondwłosą w pysk i odfrunęła. Czerwony smok ryknął donośnie, lecz nie ruszył w pogoń. Astrid jeszcze raz obejrzała się za siebie. Gad zniknął.
Czkawka siedział przy Smoczej Księdze i uzupełniał wpisy na temat koszmarów ponocników., gdy usłyszał mocne pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło i szybkim krokiem podszedł do drzwi.
- Na Thora, co się stało?!- Krzyknął przerażony, zauważywszy Astrid z krwawiącą dłonią. Chwycił ją za ramię i zaprowadził do środka. Szczerbatek poderwał się do nich i wielkimi oczymy przypatrywał się blondynce. Dziewczyna zignorował pytanie i za pomocą Czkawki usiadła na drewnianym  fotelu.
- Ał!-Syknęła gdy chłopak obmywał ranę wodą.
- Jak to się stało?
- Byłam w lesie…nagle coś na mnie skoczyło. To był smok, ale nie mam pojęcia jaki. To chyba nowy gatunek. Ał!- Krzyknęła głośniej.
-  Przepraszam-Popatrzył na głęboka ranę dłoni. Zdjął rękawiczkę blondynki, a widok jeszcze bardziej go przeraził. Wokół długiej szramy zaczął pojawiać się granatowy kolor.- Szczerbatek, podaj ręcznik.- Smok skocznym krokiem chwycił w pysk wiszący nad ogniskiem biały materiał. Szatyn owinął rękę Astrid i zawiązał sznurkiem aby opatrunek aby nie ześlizgiwał się.
- Strasznie piecze…- Powiedziała cicho.
- Jeżeli nie przejdzie, pójdziemy do Gothi. To wygląda okropnie.- Dziewczyna machnęła zdrową ręką jakby odganiała muchę.
- Miałam gorsze przypadki.- Uśmiechnęła się słabo.
- Wiesz, że mogło wdać się zakażenie?- Chłopak zaczynał się martwić ciemnym kolorem wokół rany.  Astrid przewróciła oczami, ale schlebiało jej to, że Czkawka martwi się o nią.
- To nic wielkiego, ale pójdę do Gothi z samego rana, obiecuję.- Chłopak podniósł brew. Myślał, że Astrid zacznie się z nim kłócić. Spojrzał na lekko zakrwawiony ręcznik, po czym odchrząknął.
- Możesz opisać tego smoka?- Dziewczyna spuściła głowę, jakby w ten sposób próbowała przypomnieć sobie o ataku wielkiego gada.
- Był czerwony, miał łuski jak zmiennoskrzydłe, ale on był inny. Podobny- Przerwała na chwilę i nadal szukała w pamięci więcej szczegółów.- Miał dziwne oczy, całe czarne  i takie puste…A jego ryk ogłuszał. Gdyby nie Wichurka byłoby gorzej.
- Nie przypominam sobie żadnego smoka  o takim wyglądzie. Dziwne…- Czkawka podszedł do stołu, gdzie jeszcze przed chwilą uzupełniał Księgę. Zaczął przeglądać ją na nowo, każdą kartkę dokładnie przejrzał, ale niczego nie znalazł. Zatrzymał się na stronie poświęconej zmiennoskrzydłym.  Astrid podeszła do chłopaka.
- Nie, to nie był zmiennoskrzydły. Był znacznie większy…i potężniejszy.- Choć pokochała smoki ten okaz wydawał się jej groźniejszy od szeptozgona, a nawet od krzykozgona. A co najważniejsze stwarzał niebezpieczeństwo dla mieszkańców.
- Czyli to nowy gatunek…- Zamyślił się i odłożył Księgę. Astrid tylko przytaknęła, patrząc przestraszonymi oczami na Czkawkę.- Zajmiemy się tym jutro. A teraz odprowadzę cię do domu. Oby ten potwór nie zaatakował wioski…
Akademia wyglądała coraz lepiej, mimo że był to pierwszy dzień odbudowy. Za pomocą smoków wszystko idzie sprawniej. Lekcje smoczych jeźdźców odbywały się w najbliższym lesie. Chcąc nie chcąc musieli słuchać się zastępczego wodza.
Późnym popołudniem cała szóstka poszła do lasu, aby odszukać tajemniczego smoka.  Astrid i Czkawka nie powiedzieli w jakim celu tam idą, wiedzieli jaka będzie reakcja, a każda pomoc się przyda. Chłopak spakował kilka najpotrzebniejszych rzeczy, nie zapominając o traczy.
Szli powoli bacznie obserwując każdy zakątek lasu. Jedynie bliźniaki nie przejmowali się niczym i tukli siebie nawzajem.
- Możecie w końcu przestać?- Powiedział zirytowany Czkawka.- Nie jesteśmy tu dla rozrywki.
- Wiesz, Czkawka, nie powiedziałeś nam dlaczego tu jesteśmy…-zaczął Śledzik. Chłopak podrapał się zakłopotany po karku.
- Szukamy…eee…nowych gniazd…-powiedział tak cicho jak było to możliwe. Przyjaciel zmarszczył czoło, przypominając sobie, że nigdy wcześniej nie szukali żadnych smoczych leży.
-Aha, no to wszystko jasne.-odparł i uśmiechnął się pod nosem.
Czkawka ukradkiem zerkał na Astrid. Była dziwnie spokojna, jakby nie obchodziło jej to, że na Berk pojawił się nowy, bardzo groźny i nieznany smok. Szła równo z Wichurą i ewidentnie o czymś rozmyślała. Chłopak spojrzał na jej rękę. Nadal krwawiła.
Zamyślił się tak bardzo, że nie zauważył korzenia drzewa. Potknął się i spadł prosto na stromą górę. Stoczył się kilkanaście metrów, a gdyby nie Szczerbatek uderzyłby głową o skałę. Trzymając się za głowę, wstał powoli, a po pewnym czasie dobiegli pozostali.
- Nic ci nie jest?-zapytała Astrid.
- W porządku.- Uśmiechnął się i pogłaskał w podziękowaniu swojego smoka.
- Ej, kolego, to chyba…- Zaczął Mieczyk, ale przerwał mu Sączysmark drząc się w niebogłosy.
- Zmiennoskrzydły! Ognia, Hakokieł!- nakazał smokowi a po chwili ukazał się kula ognia, która trafiła w drzewo. Nie czekając ani chwili dłużej, jeźdźcy wsiedli na smoki i poderwali siędo góry.
- Nie widzę ich!-krzyknął Mieczyk.
- Może dlatego, że to są niewidzialne?- rzucił z sarkazmem Szpadka.
- Być może dlatego.-odparł całkiem poważnie bliźniak.
Astrid rozglądała się nerwowo za smokiem. Serce zaczęło szybciej bić, a rana coraz bardziej szczypać, jednak nie zwracała na to uwagi.
- Spokojnie, zaraz się pojawi…- powiedział Czkawka. Chłopak się nie mylił. Gdy smoki zaczęły warczeć i przygotowywać się do ataku, z lasu wyłoniły się plujące kwasem smoki. Jak szalone rzuciły się na jeźdźców. Na szczęście było ich zaledwie trzech. Jeden z nich rzucił się na Jota i Wyma, plując kwasem w ogon. Smok zawył z bólu i wściekle zaatakował. Hakokieł ruszył na pomoc, strzelił ogniem, powalając zmiennoskrzydłego na ziemię.
- Śledzik, leć po smoczy korzeń!- Krzyknął Czkawka. Otyłemu chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Sztukamięs błyskawicznie zawróciła, a po kilku minutach wróciła z korzeniem w paszczy. Tymczasem reszta jeźdźców trzymała swoje pupile trzymała dystans, mieli już dość rozwścieczonych smoków.
- Już niedługo, Sztusia.- Gronkiel leciał szybciej niż kiedykolwiek, a Śledzik z przerażeniem obracał się do tyłu. Zmiennoskrzydłe były bardzo blisko. Po kilku minutach jednego z najgorzszych lotów w życiu, smoczyca puściła korzeń do ocenau tuż przy wyspie groźnych gadów.
- No to mamy ich z głowy.- Odparł chłopak i pogłaskał Księżnisię.
Gdy dotarli na miejsce budowy Akademii rozmawiali o dzisiejszym ataku. Musieli mieć się na baczności, ponieważ nie byli pewni czy inne smoki nie zaatakują Berk. Czkawka odetchnął z ulgą, gdy tylko przypomniał sobie, że jego ojciec już jutro będzie w domu. Po dziesięciu minutach rozmowy, nastolatkowie rozeszli się do domów.
- To nie był zmiennoskrzydły.- Powiedziała Astrid gdy wolnym krokiem szła z Czkawką do domu. Chłopak wzruszył ramionami.
- Może jednak ci się przewidziało. Sama powiedziałaś, że ten smok jest podobny, no i było ciemno.
- Nie-Odparła stanowczo.-Takiego okropnego smoka się nie zapomina.
- Cóż…będziemy szukać- Powiedział spokojnie. Nie zbyt wierzył Astrid. Przecież była noc, a na dodatek ten „nowy” smok jest identyczny to plujących kwasem. Był przekonany, że Astrid widziała zmiennoskrzydłego. Spojrzał na nią. Ona również się nad tym zastanawiała.- Dobrze się czujesz?- Dziewczyna była rozpalona i ciężko oddychała, jakby walczyła o tlen.

- Jestem zmęczona-odparła- to do zobaczenia jutro.- Pocałowała go w policzek i szybkim krokiem wślizgnęła się do domu.
-------------------------------------------------------------
I jak wyszło? Szczerze, to nie jestem zadowolona. Ten rozdział jest jakoś zagmatwany i dziwny, ale dodałam bo szkoda było usuwać, a  nuż widelec się spodoba :). Pozdrawiam czytelników :D

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 3


Latali jak za dawnych, dobrych czasów, aż nagle ni stąd ni  zowąd pojawił się Śledzik. Był przerażony i widać było, że cały się trząsł, a Sztukamięs leciała szybciej niż kiedykolwiek.
- Czkawka! Przepraszam, że przeszkadzam, ale jesteś potrzebny.- Otyły chłopak zachwiał się na smoczycy ale złapał równowagę. Czkawka zawrócił smoku ku przyjacielowi. Astrid, która prowadziła, także zawróciła.
- Co się stało?- zapytał szatyn.
- Akademia…ona jest cała rozwalona!- Wysapał Śledzik. Czkawka wpatrywał się w kolegę. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Już miał zadać pytanie, lecz uprzedziła go Astrid:
- Ale jak to rozwalona?
- No…rozwalona. I to doszczętnie.- Zanim Śledzik dodał coś jeszcze Czkawka ruszył ku arenie.
 *****
- Kto to zrobił? Bliźniaki?- Czkawka przyglądał się zniszczonej bramie. Od lat nienaruszona, mocna, wykonana z najlepszego metalu brama leżała rozwalona. Gdzieniegdzie widać było wypalony ślad.
-  To raczej nie oni, bo ich w ogóle nie ma na wyspie.- Odparł blondwłosy i przejechał delikatnie opuszkami palców bramę, jakby bał się  zepsuć ją jeszcze bardziej.- Wiesz, Czkawka, zdaję mi się, że to nie zrobił smok z Berk. I sądząc po zniszczeniach, nie był sam. Cała trójka dokładnie przyglądała się dawnej Akademii. Tak jak mówił Śledzik- wszystko zostało doszczętnie zniszczone.
- Sugerujesz, że w biały dzień smok przyleciał sobie na wyspę i ot tak rozwalił Akademię?- Zapytała Astrid.- Przecież to niedorzeczne. Cały czas ktoś tu się kręci i na pewno zauważyłby wielkiego, ziejącego ogniem gada, który właśnie niszczył to miejsce. I czemu nie zniszczył czegoś innego?
- Nic nigdy nie wiadomo. Musimy się rozejrzeć.- Czkawka nie wierzył własnym oczom. Arena wyglądała jak prawdziwe pobojowisko. Grunt, mimo że był wykonany z mocnej skały, został popękany i wypalony. Łańcuchy leżały rozdrobnione na ziemi. Ściany jeszcze się trzymały, lecz i one powoli rozsypywały się.
- Na szeptozgona to nie wygląda...-Przerwał i podszedł do jednej ze ścian, na której został wypalony dziwny znak.  Pozostała dwójka podeszła zaniepokojona nagłym milczeniem przyjaciela. Śledzik skrzywił się lekko wystraszony.
- Co to może być?- Zapytała blondwłosa, pocierając czarny proch.- Nowy gatunek?- Nie usłyszała odpowiedzi, ponieważ Czkawka tak bardzo był zajęty przypatrywaniu się ściany, że nie usłyszał pytania.
- Może to zmiennoskrzydłe?- Szturchnęła go, a chłopak natychmiastowo oprzytomniał.
- O, Thorze!-Krzyknął piskliwym głosem otyły chłopak.
- Być może.- Powiedział w końcu Czkawka.- Będziemy musieli mieć się na baczności. Z tymi smokami nie ma żartów. Wyszli przed Akademię, po czym  chłopak zwrócił się do przyjaciół.- Astrid, Śledzik zwołacie ludzi do twierdzy wieczorem.- Obydwoje przytaknęli.
 *****
Gdy nastał wieczór, a słońce na dobre schowało się za oceanem, w twierdzy zgromadzili się wszyscy mieszkańcy Berk. Wszyscy nie rozumieli, dlaczego zwołano naradę. Zaraz zaczęto plotkować, że niedługo na wyspie pojawi się wróg, a Stoika nadal nie ma.
Pyskacz, gdy tylko ujrzał Czkawkę, zaczął uspokajać wzburzony tłum. Chłopak niepewnie podszedł do wielkiego ogniska, otoczonego kamiennym kołem, a za nim poczłapał Szczerbatek. Nigdy nie wygłaszał mów, i choć byli to ludzie znajomi, trzęsły mu się ręce. Spojrzał na kowala, a ten tylko usunął się w bok, dając do zrozumienia, że ma zaczynać. Szatyn  odchrząknął, a sekundę po tym zaczął.
- Proszę o uwagę!- Krzyknął, aby uciszyć szepty.- Jak zapewne wiecie, Smocza Akademia została zniszczona. Jeszcze nie ustaliliśmy, kto mógłby to zrobić, ale jest pewna teoria…-Spojrzał na zainteresowane twarze wikingów, którzy stali najbliżej niego.-  Otóż…mogły zrobić to zmiennoskrzydłe.-  W sali natychmiast zaczęto mówić, a po chwili słychać przerażenie.
- Spokój! Dajcie mu mówić!- krzyknął zbulwersowany ciągłym uspokajaniem wikingów Pyskacz. Czkawka posłał mu pełne wdzięczności spojrzenie.
- To jest tylko przypuszczenie, ale byłoby rozsądnie, aby nikt nie wychodził nocami poza wioskę.- Jeszcze raz rozejrzał się po mieszkańcach i odetchnął z ulgą.- To na tyle…
Wikingowie zaczęli wychodzić z twierdzy. Zostali tylko jeźdźcy i Pyskacz.
- Naprawdę sądzicie, że to te smoki, a nie bliźniaki?- Kowal przejechał prawą dłonią wąsy i poprawił hełm
- Hola, hola! Być może nie jesteśmy najmądrzejsi, ale nigdy, przenigdy, nie zepsulibyśmy Akademii.-Zaprotestował Mieczyk i zeskoczył ze stołu. Rozprostował się i ruszył do ogniska, gdzie zgromadzeni byli pozostali.- Po za tym, nie było nas na wyspie.
- Ale przecież to nie muszą być zmiennoskrzydłe. Przecież jeszcze nic nie ustaliliśmy.- Wtrąciła się Astrid.- Lepiej byłoby poczekać na Stoika, teraz musimy być tylko ostrożni.
- Astrid ma rację, ale jakby co, broni nam nie zbraknie!- Pyskacz aż podskoczył. Najwyraźniej nie przejmował się niebezpiecznymi gadami. Gdyby były „te stare czasy” od razu chwycił by broń i powybijał wszystkie, zanim smoki zaczęły zionąć ogniem.
- Tata przylatuje jutro. Wtedy postanowimy co robić dalej.- Pyskacz wymknął się od razu, ale jeźdźcy pozostali, rozmawiając o ewentualnej obronie lub ataku, aż poczuli zmęczenie i rozeszli się do domów.

Astrid spoglądała na swoich rodziców znad talerza. Patrzała raz to na mamę, która chwilę później wyszła do Gothi, po czym  przeniosła wzrok na swojego ojca.
-  Dobra, córcia, o co chodzi?- Zapytał jasnowłosy mężczyzna, który zajęty był ostrzeniem noży kuchennych. Wyraźnie zauważył niecodzienne zachowanie dziewczyny. Astrid przejechała dłonią po warkoczu  i delikatnie odsunęła od siebie talerz z nietkniętym kurczakiem.
- Eee…chodzi o to…yyy…-zamotała się. Jednak po chwili wzięła głęboki oddech.- Dlaczego nie chcesz pojechać ze mną na ślub Zoey?- Mężczyzna odłożył narzędzia i spokojnie odłożył je na swoje prawowite miejsce.
- Już ci mówiłem.
- Wiem, że to co zrobił Hork jest nadal dla ciebie bolesne…Ale nie możesz już tak dalej żyć. Widzę, że cierpisz…
- Jak będziesz starsza, zrozumiesz.- Przerwał jej spokojnie Saw. Nie chciał mówić nic więcej. Już miał uciec do swojej niewielkiej pracowni, ale zatrzymała go ręka córki.
- Nie! Tato, proszę, musisz w końcu to zakończyć. - Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty rezygnować. Mimo że nigdy nie chciała na nikim wywierać presji, szczególnie na rodzicach, nie miała wyboru. Nie mogła się poddać. Tak bardzo chciała przekonać ojca ponieważ nie mogła patrzeć na zmartwionego tatę.
Mężczyzna był dobrze zbudowany, jak przystało na wikinga, lecz miał bardzo  spokojną naturę. Nigdy nie wdawał się w niepotrzebne dyskusje, lecz zawsze bronił swojego zdania. Nie lubił oszukiwać ludzi i starał się żyć w zgodzie z samym z sobą. I tego chciał nauczyć swoje jedyne dziecko. Lecz z marnym skutkiem.
- Astrid…-Westchnął ciężko. Spojrzał w błękitne oczy córki. Nie mógł dłużej wytrzymać. Usiadł powoli na ulubione krzesło. Masując obolałe ramię od noszenia ciężkich rzeczy.- Poleć sama, lub z mamą, jeśli chcesz. Ja na pewno nie zagoszczę na wyspie Białych Orchidei.- Siedział jeszcze przez chwilę, patrząc na smutną córkę. Serce krajało mu się na ten widok. Wstał czym prędzej i ruszył do pracowni.
- Tato…-Spróbowała jeszcze raz.
- Astrid, nie proś mnie więcej.- Wyszedł. Dziewczyna zakryła rękami twarz. Wiedziała, że szanse na pogodzenie się braci są zerowe.


---------------------------------------------------

Trochę czekaliście na rozdział trzeci, ale mam nadzieję, że wyszedł :)). Pisałam na szybkiego, choć miałam zapisany rodział w zeszycie. Chyba lepiej pisać na spontana XD.  Akcja sie rozkręci, bez obaw. :)))
Pozdrowionka. :D

sobota, 24 stycznia 2015

Liebster Adward

Co to jest? Jest to nominacja innego bloggera w ramach za "dobrze wykonaną robotę". Pomaga w rozpowszechnianiu bloga i zwróceniu uwagi czytelników na daną stronę. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie nominujesz 11 innych osób (jednak nie można nominować tej osoby, która nominowała Ciebie) oraz zadajesz im 11 pytań.



1. Czemu założyłaś bloga?
Bo fajnie jest pisać :P
2. Jaka jest Twoja ulubiona książka/manga/komiks?
"Zawsze przy mnie stój"!! <3
3. Co myślisz o zdradzie ukochanej osoby?
Że nie kochała prawdziwie.
4. Do jakiego książkowego świata przeniosłabyś się gdybyś miała taką możliwość?
Być może do Harrego Pottera
5. Kto jest dla ciebie ważniejszy: rodzina czy znajomi?
Rodzina
6. Wolisz aktywny wypoczynek czy lenistwo?
Oczywiście, że aktywny!
7. O jakiej karierze zawodowej marzysz?
Aktorstwo :P\
8. Jakie jest Twoje ulubione magiczne stworzenie?
SMOK!!
9. Planujesz wycieczkę na wakacje. Gdzie ona się odbędzie? W Polsce, za granicą, czy w jakimś innym równoległym świecie lub w książkowej rzeczywistości?
Raczej wolałabym wakacje za granicą.
10. Wolisz spokojne przedmieścia i wsie, czy duże, ruchliwe miasta jako miejsce zamieszkania?
Przedmieścia i wsie :))
11.Co jest Twoim największym, niemożliwym do spełnienia marzeniem?
Dużo tego,,...Chyba to, że na świecie nigdy nie zagości harmonia...


Moje pytania:

1. Wolisz książki czy filmy?
2. Ulubione zwierzę?
3. Czego boisz się najbardziej?
4. Gdybyś miała do wyboru: uratować życie osoby, czy spotkać miłość swojego życia?
5. Wolisz naukę czy imprezy?
6. Gdybyś była prezydentem, co uczyniłabyś dla kraju?
7. Chciałabyś być inną osobą, czy podoba ci się to kim jesteś?
8. Gdzie chcesz pojechać?
9. Wierzysz w duchy itp?
10. Ulubiony przedmiot w szkole?
11. Jaka była Twoja największa przygoda, którą chciałabyś przeżyć jeszcze raz?



Nominuję:





Ale się wysiliłam....:)

















czwartek, 22 stycznia 2015

Liebster Adward

 Co to jest Liebster Adward? Jest to  nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Dziękuję Sonia Miss Bloggerka ;)


oto otrzymane pytania:

1. Co Ci się najbardziej podoba w Twoim blogu?
To, że jest MÓJ i mogę pisać co zechcę XD.
2.. Jaki jest Twój ukochany serial/film?
"Na dobre i na złe", "Piraci z Karaibów" "Gwiezdne wojny"
3. Jeśli zostałoby Ci dwa dni życia co byś zrobił/a?
Naprawiłabym swoje błędy, spędziła czas z przyjaciółmi.
4. Jak według Ciebie wygląda idealny świat?
Bez wojny, głodu, niesprawiedliwości, wyższości innych nad słabszymi, bez chorób i nieszczęść
5. Dlaczego prowadzisz blog?
Bo kocham pisać:).
6. Gdybyś mogl/mogła zmienić jedną cechę charakteru co to by było i na co?
Hmmm....może zamieniłabym wybuchowość na łagodność :P
7.Kim chcesz być?
Mam kilka pomysłów na przyszłość: nauczycielka języka polskiego/ angielskiego, ale bardzo ciągnie mnie do aktorstwa i do dubbingu <3 kocham to :P
8. Dokąd chcesz zajść?
Tam, gdzie kończą się moje marzenia....
9. Jak myślisz co sądzi o Tobie płeć przeciwna?
Myślę, że chłopcy uznają mnie za spoko przyjaciółkę, że jestem miła i mam fajny charakter. Zdarzyły się komplementy w stylu "ładna jesteś", ale ja w to nie wierze. XD
10. Jaką moc byś wybrał/a gdybyś mógł/mogła wybrać sobie jakąkolwiek chcesz?
Moc? Hmm....oj dużo tego. Chciałabym mieć taką moc, która pozwoli mi na to, aby na świecie panował pokój :)
11. O czym marzysz?
Dla mnie: nauczyć się w końcu pięknie rysować, dla innych: pokój, sprawiedliwość :)


Nominuję:



Moje pytania:

1.  Twój ulubiony kolor i dlaczego?
2. Kim chcesz być w przyszłości?
3. Co lubisz robić?
4. Czy uważasz, że masz jakieś predyspozycje, talent? (Jakie).
5. Jesteś dumna/y z tego, że jesteś taka a nie inna?
6. Co Cię najbardziej wkurza?
7. Największe marzenie?
8. Gdybyś była prezydentem, co zrobiłabyś dla kraju?
9. Jesteś szczęśliwa/y?
10. Ulubiony zespół, artysta?
11. Ulubiona książka?


























piątek, 16 stycznia 2015


Rozdział 2

 
Mimo wczesnej pory, Czkawka siedział zamyślony przy biurku. Myślał o wszystkim, ale najbardziej dręczyło go pytanie „co będzie, jeśli zabraknie Stoika?”. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, nawet więcej- nie chciał odpowiadać na to pytanie. Prędzej, czy później i tak będzie wodzem. Ale nie miał zamiaru zostawać nim w wieku 17 lat! Miał swoje życie, obowiązki, zmartwienia. Chciał się wyszaleć młodzieńczym czasem. Spędzanie czasu ze Szczerbatkiem, jeźdźcami…to JEGO życie. Czuł, że jest stworzony do tego, nie do wodzowania. Ale co zrobić… Musi się pogodzić.
Następnego ranka do portu zacumował Johan Kupczy. Było wcześnie rano, więc handlarz postanowił uciąć drzemkę.
Słońce swoimi promieniami budziło mieszkańców Berk. Wikingowie, choć niewyspani, z uśmiechem na twarzy wstawali do codziennych zajęć.
Pyskacz nie narzekał na brak rozrywki, jaką sprawiała mu praca w kuźni, ponieważ Berk miała wielu nabywców, którzy cenili staranną pracę kowala.
Jeźdźcy nie oszczędzali się. Każdego dnia trenowali siebie jak i smoki. Wiedzieli (no przynajmniej niektórzy), że to oni są najlepiej wyszkoleni.
Wyspa rozwijała się. Co prawda małymi krokami, ale jednak.
Czkawka przemył twarz, podczas gdy jego smok jeszcze spał. Chłopak jednak nie pozwalał na długie wylegiwanie się i wylał na Szczerbatka wiadro wody.  Wyrwany ze snu, gad był zdezorientowany. Jednak szybko spostrzegł, że to jego jeździec  zrobił mu psikusa. Niezadowolony przewrócił Czkawkę i zaczął go  lizać. Szatyn śmiał się , jednocześnie próbując obronić się przed atakiem wielkiego jęzora smoka.
- No już, Szczerbatku!- zaśmiał się,- Starczy!
Gad na zawołanie przestał i przewrócił się na plecy. Czkawka jeszcze raz przemył twarz po czym wyszedł ze smokiem. Patrolem zajmują się bliźniacy i Sączysmark. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszedł do Astrid.
- Hej, piękna…-powiedział melodyjnym głosem, próbując zbudzić blondynkę. Dziewczyna powoli otworzyła zaspane oczy i leniwie przeciągnęła się.
- Hej, Czkawka…-uśmiechnęła się.- Co tu robisz?
- Przyszedłem cię obudzić.- Uśmiechnął się. Astrid usiadła na brzeg łóżka i poprawiła lekko rozwalony warkocz. – I tak ślicznie wyglądasz.- Powiedział, przytulają ukochaną, gdy ta stała przy lustrze.
- Dziękuję.- Zaśmiała się, pokazując śnieżnobiałe zęby.- Takie poranki chciałabym mieć codziennie.
- Oj, nie tylko ty.- Pocałował ją krótko, ale namiętnie.
- A co to było?
- Moja miłość do ciebie.- Astrid zapatrzyła się w niego. Wyglądał cudownie: poczochrane włosy ułożone w „artystycznym” nieładzie; zielone oczy wręcz połyskiwały z radością i miłością do niej, no i ten szczery uśmiech. Na Thora, każda straciłaby głowę.
Przytuliła się do niego, a on podniósł ją i oboje zakręcili się.
- Cieszę się, że tu jesteś…
- Ja także.- pocałował ją w czoło i wziął za rękę.- Dziś przypłynął Johan. Przejdziemy się do niego?
- Pewnie.
Ruszyli ku zatoce, kiedy dopadł ich Szczerbatek. Przywitał się z Astrid, wesoło machając ogonem. Dziewczyna pogłaskała smoka po jego ogromnej głowie. Szczerbatek cieszył się, że jego jeździec jest z nią szczęśliwy.
Para szła powoli do portu. Po kilku minutach dotarli na miejsce. Johana oblegało kilku wikingów, ponieważ pozostali zostali obsłużeni już wcześniej.
- O, Czkawka, witaj!- krzyknął, gdy tylko zobaczył zbliżającego się chłopaka.- Jak miło cię znów widzeć.
- Ciebie również. Masz może fiolkę atramentu?
- Pewnie, że mam.  Dla mojego ulubionego kupca zawsze.- Podszedł do rufy, gdzie trzymał delikatniejsze towary, które były dodatkowo wzmocnione linami. Podał szatynowi dwie, średniej wielkości buteleczki z ciemno- fioletowym atramentem.
- Dzięki wielkie.- Już mieli się zbierać, gdy Johan powiedział:
- Zapomniałbym. Mam coś dla ciebie, Astrid.
- Dla mnie?- zdziwiła się.- Co takiego?
- List. Będąc na wyspie Białych Orchidei, zostałem poproszony, aby ci go przekazać.- Wyjął z małej, spróchniałej skrzyni rulon.
- Od kogo?
- Od córki wodza, zdaje się.- odpowiedział i oparł się o maszt. Nie czekając ani chwili dłużej, Astrid rozwinęła papier i przeczytała w myślach.
- Coś się stało?- zapytał Czkawka.
- Nic wielkiego.-Odparła.- Moja kuzynka wychodzi za mąż, zostałam zaproszona na ślub.
- Ale, Astrid, dlaczego?- dopytywał się chłopak, gdy zostali sami.- Powinnaś lecieć, przecież to twoja rodzina.
- Nie.- Powiedziała twardo.
- Jest jakiś konkretny powód?
- Za daleko. W jedną stronę płynie się tydzień.- Wrzuciła list do pieca, kiedy dotarli do kuźni.
- Na smoku zajmie ci to najwyżej dwa dni.- Dziewczyna spojrzała na niego lekko zaskoczona.- Astrid?
- Nie chcę tam być…Po za ty muszę zająć się akademią.-
- Akademia poradzi sobie. Taka okazja nie pojawia się  codziennie.- Chłopak próbował wszystkich chwytów.
- Czkawka, proszę… Ja nie chcę o tym mówić.- Szatyn zdziwił się. Jego dziewczyna podpierała się rękoma o blat i drżała. Wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć.
- Dobrze się czujesz?
- Tak…- Skłamała.- Choć polatać. Ktoś musi patrolować…- pociągnęła Czkawkę ku smokom. Miała mętlik w głowie, ale chciała o tym zapomnieć.
Chłopak wsiadł na smoka zmieszany. Co się dzieje Astrid? Nie widział nigdy jej w takim stanie. Wyglądała blado Nie rozumiał nietypowego zachowania blondynki. Zwykle wybuchnęłaby złością… Coś musiało być na rzeczy. Nie chciał jej o to teraz pytać, więc rozmowę zostawił na później i rozkoszował się wspólną zabawą z ukochaną i najlepszym przyjacielem.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 No, wreszcie jest 2 rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał. Chciałam, żeby Was zaciekawiło, dlatego pominęłam wiele wątków. Wiem, że  było mało Astrid, ale tylko dlaetgo, że niedługo będzie dużo akcji i Astrid będzie miała wiele do powiedzenia :P. Także ten... Do zobaczenia :) 

środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 1 


Stoik musiał wyjechać na tydzień, ponieważ zwołano naradę wysp sojuszniczych, więc kierownictwo nad Berk powierzył Czkawce. Miał nadzieję, że sobie poradzi, lecz chłopak nie był zadowolony z tego pomysłu.
Siedział w swoim pokoju i po raz kolejny rysował Szczerbatka. Uwielbiał to robić. Dzięki temu mógł się trochę odprężyć. Smok drzemał w najlepsze. Czkawka powiesił skończony rysunek i poszedł spać, ponieważ jutro czekał go pierwszy dzień wodzowania.
          Gdy nastał świt Szczerbatek zbudził jeźdźca i razem z nim zszedł na dół. Stoik skończył się pakować.
- Wyspany?- zapytał wesołym głosem, gdy zobaczył syna.
- Pewnie.- odpowiedział i spojrzał na niewielką torbę.- Mam nadzieję, że szybko wrócisz, tato.
- Zanim się obejrzysz. To tylko tydzień, Czkawka, dasz radę, a w razie kłopotów Pyskacz ci pomoże.
- Nie ma sprawy.-nie dał po sobie poznać, że się boi. Nie mógł tego pokazać przed ojcem.
- No cóż, ja muszę już lecieć. Pilnujcie porządku.- otworzył drzwi i spojrzał na syna rzucając- a bliźniaków bardziej.
Czkawka przytaknął i uśmiechnął się, życząc dobrej podróży. Gdy tylko Stoik wyszedł odetchnął ulgą.
- Mam nadzieję, że to nie będzie najgorszy tydzień w moim życiu.-Mruknął do Szczerbatka i wrócił na górę.
          Było już popołudnie, kiedy wszyscy jeźdźcy spotkali się koło zagrody Svena, które uległo całkowitemu zniszczeniu przez smoki.
Drewno było już zgromadzone przez właściciela, więc zaoszczędzili nieco czasu. Od razu zabrali się do pracy. Dzięki pomocy smoków wszystko szło sprawniej, pozostało jeszcze wyłapać zagubione owce.
Astrid i Sączysmark zajęli się zwierzętami, podczas gdy reszta kończyła budować wzmocnioną zagrodę. Zagonili stado do środka i polecieli do Pyskacza, który także miał dla nich zadanie.
- Pyskacz!- zawołał Czkawka.
- Tu jestem!- usłyszał nawoływania chłopaka, a po chwili wyszedł z piwnicy.
- Masz plan wyspy? Musimy wykopać studnie.- zapytał chłopak patrząc na ubrudzonego kowala.
- Pewnie, że mam.- Podszedł do jednej ze skrzyń i wyjął niewielką kartkę.
- Dzięki.- odparł, po czym wyszedł przed kuźnię.
- To gdzie mamy kopać?- zapytał Śledzik, który głaskał Sztukamięs.
- Może w zad Mieczyka!?- krzyknęła Szpadka. Już miała uderzyć brata, lecz zatrzymał ją Czkawka.
- Nie! Nie będziemy nikogo kopać.- zmierzył bliźniaków surowym wzrokiem i spojrzał na Śledzika.- Zaczniemy od północnej strony wyspy.
Wszyscy wsiedli na smoki. Całą drogę nikt nie odzywał się...aż do czasu.
- Ej, Czkawka, czy mi się zdaje, czy my lecimy w stronę domu Pleśniaka?-
zapytał całkiem poważnie Mieczyk.
- Nie zdaje ci się.-Kiedy to powiedział usłyszał za sobą głos rozpaczy Sączysmarka, Szpadki i Mieczyka. Czkawka westchnął.- Pleśniak należy do mieszkańców Berk tak jak i wy, więc musimy mu pomóc.
Cała trójka patrzała na niego z lekką odrazą.
- Ej, brat. A gdyby tak zrobić, żeby już nie należał do Berk?- zaproponowała Szpadka. Na nieszczęście rodzeństwa, Czkawka usłyszał to.
- Wy już nic nie kombinujcie!-strzegł ich chłopak.
- To twoja wina! Nie trzeba było tak głośno gadać!- krzyknął Mieczyk i rzucił się na siostrę. Bójka nie trwała długo, bo do akcji wkroczyła Astrid z Wichurą.
- Dobra. Śledzik, myślisz, że to będzie dobre miejsce?- Czkawka wskazał miejsce na mapie, gdy wylądowali.
- Myślę, że Pleśniak byłby bardziej zadowolony, gdyby studnia znajdowała się bardziej na prawo od jego domu. Będzie miał bliżej.
- No to uzgodnione. Do roboty!- Na początku wykopali dziurę o niewielkiej średnicy, aby sprawdzić, czy pod ziemią znajduję się woda.  Śledzik wziął długi kij i nakazał Sztukamięs, aby wbija go łapą w dziurę. Po chwili wyciągnęli mokry kij.
- Jest woda.- oznajmił otyły chłopak. Jeźdźcy zaczęli kopać studnię, oprócz Śledzika, który wolał stać z boku. Po godzinie dość ciężkiej pracy skończyli, a w ich stronę szedł Pleśniak ze swoją owcą.
- Oho, grzyb wraca.-powiedział Mieczyk, siedząc na smoku.
- I jego owca.- dodała Szpadka. Stary Wiking podszedł do młodych.
-Proszę, proszę, zamówienie z dostawą do domu.- powiedział z ironią.
- Tak, dokładnie. Studnia powinna wytrzymać kilka lat.- Odparł spokojnie Czkawka. Pleśniak zmierzył go wzrokiem.
- Dobrze wiedzieć, dzięki.
- Zawsze do usług.- zawołał chłopak, odlatując z resztą.
- Nie cierpię tego starucha.- wycedził Smark.
Dzień zbliżał się ku końcowi. Czkawka postanowił przelecieć  się nad wyspą. Szczerbatek był z tego bardzo zadowolony, w końcu mogli razem spędzić czas.
Gad wraz ze swym jeźdźcem robili „beczki” w powietrzu. Sczerbatek to uwielbiał. Uwielbiał latać razem z Czkawką.
Dosłownie ścigali się z wiatrem i ostatnimi promieniami Słońca, aż nastała noc. Lekko zmęczeni wrócili do domu.
----------------------------------
Pierwszy rozdział? Jest!. Wreszcie. :). Wiem, że jest krótki i nudny, ale to taki "przedsmak". Mam kilka pomysłów na dalsze przygody i mogę obiecać, że nudne nie będą :).