piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7 " Wszystko od nowa"


        Był mroźny poranek na Berk. Wikingowie chronili się przed chłodem, zamykając się w ciepłych domach. Zima w tym roku nie pozwalała o sobie zapomnieć. Śnieg padał cały czas i utrudniał wszelakie prace. Dnie wydawały się krótkie, a pogoda, która towarzyszyła opadom śniegu sprawiała, że większość Wikingów miała zły humor. Słońce  całkowicie schowało się za burzowymi chmurami. Domy mieszkańców pokrywał biały puch, a mgła, która unosiła się wokół wyspy, powstrzymywała nawet smoki, które uziemione były od wielu dni.
             Jedynie Pyskacz nie tracił zapału i dobrego humoru. Srogą zimę przesiadywał u Stoika lub w kuźni.
Czkawce nie udzielał się tak dobry humor. Nie mógł latać na Szczerbatku, nie mógł także rysować, bo skończył mu się węgiel, a na dodatek Astrid jest na niego wściekła. To wszystko potęgowało jego podły nastrój. Krążył po pokoju, próbując się uspokoić, ale nie wielu mu to pomogło. Usiadł na łóżku i położył łokcie na kolanach, usiłując poukładać w głowie ostatnie dni.  Śledzik i Astrid znaleźli smoka, ale szaty nie miał tyle szczęścia, choć pobojowisko i reakcja Szczerbatka wskazywało, że gad jest  w pobliżu. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego przestał szukać. Mimo złej pogody chciał iść do lasu i znaleźć przeklętego smoka. Ale Stoik zakazał wszystkim opuszczania wioski. Nie chciał ryzykować. Śledzik dokładnie opisał mu wygląd gada, który zgadzał się z opisem Astrid.
              Westchnął ciężko i wściekle uderzył w zagłówek łóżka. Był zły na siebie, że nie uwierzył blondynce. Od dłuższego czasu nie spędzali ze sobą czasu, nie licząc godzin w Akademii i na treningach. Kiedyś tak bardzo zależało mu na jej przytuleniu, spędzaniu z nią choć trochę czasu „sam na sam”, brakowało mu nawet zwykłej rozmowy na luzie. Zakochał się w niej,, ale to nic nie znaczyło, jeżeli nie mógł zdobyć się na szczere „przepraszam”. Nawet rzadko okazywał jej uczucia. Nienawidził, gdy ktokolwiek krzywdzi jego rodzinę czy przyjaciół, a tymczasem zranił osobę, na której cholernie mu zależało.
          Podniósł się gwałtownie z łózka i zszedł na dół, budząc swojego smoka. Czkawka narzucił na siebie kożuch i rzucił do ojca, który w najlepsze rozmawiał z Pyskaczem:
- Zaraz będę. Idę do Astrid- powiedział zdenerwowany. Kowal spojrzał na Stoika zdziwiony zachowaniem czeladnika. Ten tylko machnął ręką, pociągając kolejny łyk jaczego mleka.- Nie, Szczerbatek, zostajesz- smok prychnął i wrócił na górę, aby dokończyć przerwaną drzemkę.
Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, uderzyła go fala mroźnego powietrza, a śnieg od razu zaczął do niego przylegać. Chłopak zarzucił kaptur i rozejrzawszy się wokół, ruszył w kierunku domu swojej dziewczyny.
         Czkawka po kilku minutach marszu dotarł na miejsce. Zapukał głośno, ponieważ bał się, że zamieć zagłuszy wszystko. Drzwi otworzyła Eira, mama Astrid. Uśmiechnęła się przyjaźnie i zaprosiła do środka. W domu unosił się słodki zapach lawendy wymieszany z zapachem ziołowej herbaty. W kominku ogień tańczył dziko, dając ciepło. Chłopak zdjął kożuch i odłożył go na półkę stojącą przy drzwiach.
- Astrid, masz gościa!- Krzyknęła mama dziewczyny, ale blondynka nie pojawiła się- może idź do jej pokoju. Przez ten wiatr nic nie słychać!- Kobieta zaśmiała się i usiadła przy kominku, biorąc do ręki haft przedstawiający Wichurę.
         Czkawka wszedł powoli na górę, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Zapukał, po czym wszedł do środka. Astrid siedziała przy biurku i pochłonięta pracą nie słyszała nawet stukania metalowej nogi szatyna. Dopiero gdy chrząknął znacząco, odwróciła się lekko przestraszona.
- O, Czkawka, hej- powiedziała, odwracając się do niego- przyszedłeś się kłócić?
- Nie bądź taka, Astrid. Przyszedłem przeprosić…nie tylko za tego smoka- zrobił kilka niepewnych kroków do przodku, aż w końcu usiadł na brzegu łóżka. Rozejrzał się po pokoju. Wszędzie leżały papiery, ubrania, miecz i ulubiony topór blondynki. Nad łóżkiem i biurkiem wisiały rysunki siodeł, wszelakich ulepszeń, ale nie zabrakło portretów jej rodziny, Wichury, Berk. Czkawka przykuł uwagę na jeden z nich. Przedstawiał jego i Astrid, trzymających się za ręce. Jego oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawił się uśmiech.
- Wiem, że ostatnio nam nie szło najlepiej- zaczął niepewnie- szczerze mówiąc, w ogóle nam nie szło. I wina leży po mojej stronie…
- Czkawka…- powiedziała zaskoczona dziewczyna, ale szatyn przerwał jej.
- Poczekaj. Nie uwierzyłem ci, że widziałaś tego smoka…Sam nie wiem dlaczego ci nie uwierzyłem. Może dlatego, że ostatnio dużo się działo… Musiałem zastąpić ojca, Akademia została zniszczona i jeszcze ten atak zmiennoskrzydłych- westchnął i spojrzał na Astrid, która wpatrywała się w niego z zaskoczeniem- No i jestem wściekły, że nie spędzamy ze sobą czasu. Cały czas zajmuję się smokami, Akademią, a nawet kuźnią. Chyba zapomniałem kim dla mnie jesteś. A jesteś dla mnie… naprawdę ważna. I nie chcę, aby to się zmieniło. Przepraszam, Astrid.
Blondynka była zaskoczona. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Mimo że była na niego wściekła, nie potrafił dłużej się gniewać, choć zasłużył sobie. Patrzył na nią, licząc na jakąkolwiek reakcję. Nawet ulżyło by mu, gdyby rzuciła się na niego z pięściami. Dziewczyna wstała powoli. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- No... masz rację. Źle zrobiłeś. I naprawdę dziwię się, że nie próbowałeś mi pomóc- założyła ręce na klatkę piersiową- ale widzę, że zrozumiałeś.- Podeszła do niego w ramię.
- Co nie znaczy, że całkowicie mi przeszło- Astrid dłużej nie wytrzymała i pocałowała go w usta. Młodzi bardzo się za tym stęsknili, ponieważ nie oderwali się od siebie przez kilka minut.
- To co? Zaczniemy od nowa?- Uśmiechnął się, gdy dziewczyna pokiwała głową, śmiejąc się. Zbliżył się do niej i jeszcze raz pocałował. Gdy tylko usłyszeli kroki, przestali i cali czerwoni spojrzeli na drzwi od pokoju dziewczyny. Do środka wszedł mały straszliwiec. Czkawka uśmiechnął się i spojrzał na blondynkę, która głaskała małego smoka.
- Znalazłam go kilka dni temu w lesie. Był zaplątany w sieć- wzięła go na ręce i zaczęła głaskać. Maluch oblizał jej dłoń i zaczął układać się do drzemki.- jak tylko pogoda się uspokoi, przeszukamy Berk jeszcze raz i usuniemy pułapki.
Czkawka skinął głową. Wziął do ręki ołówek oraz kartkę i zaczął rysować Astrid trzymającą smoczka. 

-------------------------------------------------
Wiem, że rozdział jest zagmatwany i tak dalej, ale nie wiedziałam o czym dalej napisać. Na dodatek pisałam to opowiadanie na niemieckim i matmie, więc nie dziwię się, że jest dziwny. Chciałam zacząć pisać "od nowa", opisując właśnie relację między Czkawką a Astrid. Trzymajcie kciuki, aby następne nn były lepsze :)

środa, 11 marca 2015

Rozdział 6 "Wszystko zaczyna się psuć"


Szli już drugą godzinę w zupełnej ciszy a smoki wiernie dreptały za nimi. Nie mogli znaleźć żadnego śladu po tajemniczym smoku, co bardzo irytowało Astrid. Zaczęła się denerwować, że uznają ja za wariatkę, a przecież na własne oczy widziała tego smoka! Dlaczego nikt nie chce jej uwierzyć? Nawet Śledzik zaczynał tracić nadzieję. Miała szczerą nadzieję, że pomoże jej.
Zatrzymali się przy niewielkim urwisku, ponieważ ich uwagę przyciągnęły połamane drzewa i zadrapania na skałach. Śledzik podszedł i przejechał wierchem dłoni kamień.
- Pazury gada- szepnął. Astrid podeszła bliżej a wraz z nią Sztukamięs i Wichura. Przypatrywała się zadrapaniom po czym przeniosła wzrok na urwisko. Skrawek lasu wyglądał jak pobojowisko. Odetchnęła z ulgą i zeszła niżej, wzdłuż stromego zbocza. Na dole także leżały drzewa, porozrzucane kamienie, a trawa była wypalona. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wzięła głęboki wdech. Czuła, że tym razem uda się znaleźć smoka.
- Idziemy dalej. Może znajdziemy coś więcej- powiedziała stanowczym tonem i ruszyła naprzód.
- Wiesz, Astrid, robi się już ciemno. Jeżeli mamy znaleźć tego smoka, lepiej wróćmy jutro. Teraz nic nie zobaczymy- przyjaciel miał rację. Była już późna godzina, a oświetlenie, które mogły zapewnić Sztukamięs i Wichura nie wystarczyło aby zobaczyć cokolwiek w ciemnym lesie. Blondwłosa zatrzymała się i spojrzała zrezygnowana za siebie, gdzie stał chłopak i smoczyce. Westchnęła cicho. Wolnym krokiem szła w kierunku przyjaciół, gdy nagle znalazła się w powietrzu. Przestraszona zaczęła krzyczeć.  Poczuła jak silne łapy gada zaciskają pazury na jej wątłych ramionach. Uświadomiła sobie, że to ten sam smok, który zaatakował ją kilka dni temu.
- Śledzik, zrób coś!- Krzyknęła, szarpiąc się. Wichura nie czekała ani chwili dłużej i ruszyła na pomoc przyjaciółce a za nią otyły chłopak ze Sztukamięs. Astrid zdołała wyrwać jedną rękę po czym próbowała wyrwać drugą, lecz smok zacisnął pazury jeszcze mocniej, sprawiając ogromy ból. Wichura potraktowała nieprzyjaciela kolcami a Sztukamięs lawą. Smok zaczął oddalać się szybko wraz z przerażoną dziewczyną.
- Śledzik!- krzyknęła po raz kolejny. Wichura zawyła i ruszyła w pościg. Zaatakowała ogniem, na co wróg wypuścił blondwłosą. Astrid zaczęła spadać, a za nią ruszyła przyjaciółka. Złapała dziewczynę w swoje łapy i postawiła na ziemię. Wojowniczka nadal była w szoku. Nigdy wcześniej tak się nie bała. Siedziała na ziemi i ciężko oddychała. Po chwili dołączyli do nich Śledzik i Sztukamięs.
- Wszystko gra?- Zapytał chłopak i zszedł ze smoczycy. Podszedł do Astrid i pomógł jej wstać. Dziewczyna nadal była w szoku, ale uśmiechnęła się, teraz miała świadka, że tajemniczego smoka wcale nie wymyśliła.
- Tak, dzięki. Wracajmy do wioski- zrobiła kilka kółek ramionami i przetarła zaczerwienione miejsca.


Czkawka rozłożył mapę i zaznaczył kolejny krzyżyk. Szukali smoka od kilku godzin i z każdą minutą chłopak był bardziej zirytowany. Spojrzał przed siebie, gdzie rozpościerał się las. Pokręcił głową i wstał z ziemi , strzepując błoto ze spodni. Szczerbatek nie odstępował jeźdźca na krok. Było już ciemno, ale dzięki plazmie smoka było nieco jaśniej. Czkawka zwinął mapę i włożył do torby, która była przymocowana do Szczerbatka.
- To co, stary, wracamy?- zapytał i pogłaskał przyjaciela po głowie. Smok chicho zawarczał i szturchnął chłopaka do przodu.- Ej, co ty robisz?-Czkawka zrobił kilka kroków do przodu. Szczerbatek nadal go popychał. Doszli do niewielkiej skarpy, gdzie były ślady walki. Czkawka zmarszczył brwi i zsunął się ostrożnie na dół. Wokół rosło pełno drzew i różnego rodzaju krzewów, które były zniszczone. Wielkie skały wydawały się twarde, lecz one były pęknięte na pół.
- Co tu się stało?- Zapytał cicho. Szczerbatek warknął i obrócił się nerwowo. Widząc to Czkawka także się obrócił w stronę ciemności.- Chyba powinniśmy wracać. Jutro to zbadamy- wsiadł na smoka i wzbił się w powietrze.

Śledzik wyszedł z twierdzy, nadal czytając zapiski Borka. Wciągnięty w różne ciekawostki nie mógł się oderwać, gdy nagle potknął się i wpadł na nieznajomego. Po chwili okazało się, że tym nieznajomym był Czkawka.
- O cześć- przywitał się Śledzik.- Myślałem, że wszyscy śpią.
- Jak widać nie wszyscy- szatyn uśmiechnął się i przy pomocy przyjaciela wstał. Zauważył w rękach Śledzika księgę smoków i kilka kartek.- Co czytasz?
- Aa…takie różne…- Odparł , chowając rzeczy za plecy. Nastała chwila ciszy, którą przerywały oddechy jeźdźców. Śledzik lekko zaczerwienił się i powiedział:
- Wiesz, Czkawka, myślę, że powinieneś przeprosić Astrid- szatyn uniósł brew i spojrzał pytająco na Śledzika.
- Wydaje mi się, że nie mam za co ją przepraszać- powiedział łagodnie- ona myśli, że widziała jakiegoś nowego smoka, ale to niemożliwe. To był zmiennoskrzydły, po prostu przewidziało jej się, a po drugie byłem dzisiaj w lesie i niczego, oprócz małego pobojowiska, nie widziałem.
- Aha… No to się mylisz, bo ja i Astrid także byliśmy w lesie. I widzieliśmy go- odparł Śledzik i podszedł bliżej. Czkawka zamrugał kilkakrotnie i założył ręce na klatkę piersiową.
- Że tego smoka?
- Tak.
- Ale na pewno, przeci…-nie dokończył, ponieważ przerwał mu zirytowany kolega.
- Czkawka, nie utrudniaj. Sam kochasz okrywać nowe smoki, a nie wierzysz nam, że widzieliśmy potwora. Gdybyś chciał go zobaczyć przyjdź do mnie lub do Astrid, chociaż lepiej do mnie- powiedział oddalając się.
- Czemu?
- Powiedzmy, że jest wkurzona…
Leciała wysoko w chmurach delikatnie wyciągając rękę i muskając jedną  z nich. Chciała trochę odpocząć. Miała dosyć wszystkiego. Nie była już zła na Czkawkę, że jej nie uwierzył, była smutna. Tak dawno nie spędzali razem czasu, mimo że byli parą od ponad miesiąca. Uśmiechnęła się pod nosem, przypominając jak do tego doszło. Był Snoggletog. Czkawka od rana był zestresowany. Cały czas kręcił się wokół kuźni Pyskacza. W końcu nadszedł wieczór, a wszyscy Wikingowie byli już w twierdzy. Wspólnie śpiewali, tańczyli pili i jedli. Atmosfera była cudowna; dzieci biegały za smokami, aby móc nacieszyć się nimi, ponieważ nazajutrz gady odlatywały. Sala był przystrojona od kolorowych wstążek po udekorowany stół. W kilku miejscach porozwieszana była jemioła, a jej zapach otulił całe  pomieszczenie. Astrid szła powoli do środka, ubrana w ciepły kożuch i cieplejsze rękawiczki. Pod pachą niosła kilka prezentów. Jeden z nich upadł, a gdy schyliła się ktoś wpadł na nią z prędkością. Gdy wstała ujrzała rozbawionego Szczerbatka, za którym gonił Czkawka.
- Szczerbatek, oddawaj!- Krzyknął równie rozbawiony.- To nie dla ciebie, to dla…o cześć Astrid.- Chłopak po kilku chwilach zorientował się, że stoi koło nich blondynka.
- Cześć- uśmiechnęła się ciepło- wesołego Snoggletog’a!- chciała go przytulić, ale sterta prezentów nie pozwalała na to. Chłopak schylił się i podał paczkę, która wypadła Astrid-Dzięki.
Pobiegła w stronę okrągłego stołu i tam zostawiła prezenty. Nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy minę Czkawki, dla którego przygotowała coś specjalnego.
Nastała godzina świętowania. Stoik wygłosił krótkie przemówienie, po czym Wikingowie przekazywali sobie życzenia i prezenty. Blondwłosa dziewczyna rozglądała się, szukając przyjaciela. W ręku trzymała podłużną, starannie opakowaną paczkę.
Wyszła na zewnątrz i tam go zastała. Siedział ze Szczerbakiem i trząsł się. Mówił coś do niego. Astrid podeszła bliżej, by lepiej przysłuchać się rozmowie.
- A jeśli jej się nie spodoba?- zapytał zestresowany.- Może lepiej nie dawać jej tego?- Smok zawarczał cicho i położył głowę obok boku jeźdźca, chcąc dodać mu odwagi.- Jest najodważniejszą dziewczyną, pokonała tyle wrogów, a ja nie mam odwagi nawet dać jej prezentu…
Astrid z uśmiechem przysłuchiwała się monologu Czkawki i zaśmiała się cicho.
- Wiesz, zakochałem się w niej, kiedy skończyłem czternaście lat Astrid zamurowało. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- O kim mowa?- Czkawka podskoczył jak poparzony i z przerażeniem obejrzał się do tyłu.
- No pięknie…-mruknął cicho, patrząc na blondynkę.- A tak…gadamy sobie ze Szczerbatkiem…
- Wszystko słyszałam-powiedziała, śmiejąc się. Czkawka pocierał ręce ze zdenerwowania i zakaszlał.- Powiesz mi o kogo chodzi?- Usiadła obok niego i pogłaskała wielką głowę nocnej furii.
- Wiesz, może choć do środka?- Próbował zmienić temat i od razu poderwał się na nogi, ale Astrid powstrzymała go, łapiąc za koszulę i przyciągając  z powrotem na dół.
- Znam ją?- Spojrzał na przyjaciółkę i pokiwał głową. Brała pod uwagę to, że chodzi o nią. Zresztą domyślała się od pewnego czasu. Czkawka często się na nią patrzył i uśmiechał.
- Szpadka..?- Wymamrotała. Chłopak zaśmiał się nerwowo, ale zaprzeczył.- No to kto?- Szatyn przestał pocierać rękami i włożył je do głębokich kieszeni. Po chwili wziął głęboki oddech i cicho powiedział:
- Ty.

Astrid dobrze pamiętała ten dzień. Oboje byli nieco zaskoczeni, ale szczęśliwi. Dziewczyna nie rozumiała, dlaczego wszystko zaczyna się psuć. Może dlatego, że nie wiedzą, jak powinni się zaangażować? Zadawała sobie to pytanie, ale jedno było pewne: zakochała się w nim na zabój. Nie w pogromcy Smoków, synu wodza czy Wielkim Treserem Smoków. Zakochała się w nim, w CZKAWCE.
-----------------------
Wybaczcie, że od miesiąca nie dodałam żadnego rozdziału, ale miałam niewiele czasu i do tego brak dostępu do kompa. Mam nadzieję, że dam radę pisać jedną notkę tygodniowo. Jak zauważyliście, od dziś będę tytułować rozdziały :)

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 5 


      - Astrid, wstawaj jest prawie południe!- Powiedziała jej mama, wchodząc do pokoju. Dziewczyna mruknęła tylko i  zasłoniła się kołdrą.- Spóźniłaś się do Akademii.
- Wiem.- Mruknęła dziewczyna sennym głosem.
- Coś się stało? Nigdy nie spałaś do tak późnej pory.- Kobieta rozejrzała się wokół, oceniając pokój nastolatki, który był w opłakanym stanie. Wszędzie leżały rzeczy, różne książki, rysunki.
- Ręka mnie boli…- Powiedziała i odkryła się. Wyciągnęła dłoń i pokazała ranę, którą zadał smok. Eira przyjrzała się szramie i granatowemu kolorowi, który ją otaczał. Astrid nie przejmowała się tym. Mrugała sennie, ciągle ziewając.
- Ale się załatwiłaś...- Blondwłosa kobieta pociągnęła na dół córkę i odwinęła bandaż z zaschniętą krwią.
- Trochę poboli i przestanie.- Machnęła na to ręką i po raz kolejny ziewnęła. Usłyszała lekkie warknięcie a po chwili ujrzała Wichurę, która wsunęła pysk przez okno i przyglądała się ciekawie swej pani. Dziewczyna uśmiechnęła się. Już chciała wstać, ale powstrzymała ją Eira.
- A ty dokąd? Jeszcze nie skończyłam - Astrid usiadła zrezygnowana. Musiała trochę polatać ze swoim pupilem, aby nie wypaść z formy. Po chwili mama blondynki skończyła opatrywać ranę.- Dziwnie to wygląda. Znowu przecięłaś się toporem?
- Nie. Mały wypadek przy smokach.- Uśmiechnęła się lekko.
- Córcia, wiem, że umiesz obchodzić się ze smokami, ale pamiętaj, że to jednak smoki.  Nigdy nie wiadomo co im do łba strzeli.- Eira lubiła smoki, ale nie tak bardzo jak Astrid czy inny jeździec. Wolała zajmować się domem i zielarstwem niż tresować smoki. Uważała, że to strata czasu.
- Już mi to mówiłaś, mamo.- Blondynka chwyciła kosz ryb dla Wichurki i wyszła na zewnątrz. Smoczyca zamerdała wesoło ogonem i polizała swoją właścicielkę po czym zajęła się dorszami i tuńczykami. W tym czasie Astrid zajęła się przygotowywaniem siodła. Kiedy je chwyciła, zauważyła, że strzemię jest oderwane od paska.
- No pięknie. Jak to się stało?- Spojrzała smoczycę, jakby chciała usłyszeć od niej odpowiedź, lecz ta zajęta była śniadaniem. Nastolatka wzruszyła ramionami.- No cóż, muszę coś z tym zrobić.- Gdy Wichura skończyła jeść, Astrid zaniosła pusty kosz to domu, a chwilę później szła wraz z rozwalonym siodłem do Pyskacza.
- O, kogo ja widzę!- Krzyknął kowal, gdy tylko zobaczył zbliżającą się dziewczynę.
- Cześć, Pyskacz.- Przywitała się i rzuciła siodło na blat.
-  Co cię sprowadza?- Wiking skończył wybijać miecz i włożył go do zimnej wody.
- Mała usterka.- wskazała na siodło. Pyskacz podeszedł i dokładniej przyjrzał się zerwanemu paskowi.
- Da się zrobić. A czemu nie poprosisz Czkawki?
- Myślałam, że będzie u ciebie.
- Miał przyjść mi pomóc ale, jak widzisz, nie ma go.- Wziął siedzisko i poszedł do pracowni Czkawki, kiedy to tam chłopak projektował różne maszyny i wynalazki. Po chwili  na niebie pojawiła się czarna plamka, a po chwili przed kuźnią wylądował Szczerbatek z jeźdźcem na grzbiecie.
- O, cześć, Astrid- zawoał uśmiechnięty.- Czemu nie przyszłaś na trening?
- Cześć. Przyszłabym, ale zaspałam.- odwzajemniła uśmiech. Z wnętrza kuźni dało się usłyszeć śpiew Pyskacza.
-Aha...-mruknął.- A jak twoja ręka?- Pogłaskał smoka i wszedł do środka.
- Dobrze- Skłamała. Nie potrzebowała kolejnej gadaniny, że to jest niebezpieczne. Wojownicy nigdy nie narzekają, szczególnie kiedy chodzi o ich osoby. To oznaka słabości, a dziewczyna nie chciała tego po sobie pokazać. Szczerbatek zamachał ogonem i przewrócił kilka skrzyń z narzędziami. Jeźdźcy od razu zaczęli zbierać  przedmioty.- A co wy robiliście?
- Byliśmy w lesie- Od razu przed jej oczami pojawił się smok, który zaatakował ją kilka dni temu. - Niczego nie znaleźliśmy...-odchrząknął. Chciał mówić dalej, ale Astrid mu przerwała.
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ja sobie tego nie ubzdurałam, Czkawka. Ten smok nadal jest na Berk.- Spakowała rzeczy do pudełka i położyła je na prawowite miejsce. Chłopak uśmiechnął się słabo. - Ahh...nie wierzysz mi?
- Nie, to nie tak. Po prostu nie mamy dowodów na to, że ten smok w ogóle istnieje.- Odłożył ostatnie śrubki do drewnianej skrzynki.
Astrid przewróciła oczami. Nie rozumiała, dlaczego Czkawka jej nie uwierzył. Kto jak kto, ale powinien bardziej się postarać. Przecież on i Śledzik najbardziej kochają nowe gatunki. No i jest jego dziewczyną. Czy to, w takim razie, coś zmienia?
- Jeżeli nie chcesz mi pomóc to sama się tym zajmę.
-  Astrid...
- No i proszę! Siodełko jak nowe!- krzyknął uradowany efektem końcowym Pyskacz i wyszedł z pracowni.
- Dzięki.- Astrid uśmiechnęła się serdecznie i wzięła siodło.
- A kogo my tu mamy? Czkawka! Jak dobrze, w nagrodę dostaniesz podwójną robotę- powiedział kowal i zarzucił chłopakowi ubrudzony fartuch.- No, do roboty, synek.
- To ja może nie przeszkadzam. Narazie.- Rzuciła suchym tonem i odeszła.
- No super.- Powiedział.- I co ja mam zrobić?- zapytał Szczerbatka. Smok zawarczał przyjacielsko i podniósł głowę.

Do drzwi rozległo się pukanie. Śledzik, zaczytany w nowej książce nabytej od Johana, wstał niechętnie i poszedł otworzyć.
- Cześć.- Powiedział zaskoczony widokiem blondwłosej przyjaciółki.
-Hej, Śledzik, mam do ciebie prośbę.- Chłopak zaprosił ją do środka i usiedli koło stołu zawalonego od sterty książek, notesów i licznych zapisków.
- O co chodzi?
- O pewnego smoka. Kilka dni temu coś zaatakowało mnie w lesie i rozcięło dłoń- Śledzik od razu spojrzał na bandaż.- Czkawka mówi, że to zmiennoskrzydły, no bo nazajutrz musieliśmy wypędzać je z Berk, ale jestem pewna, że to coś jest o wiele większe.
- A możesz go opisać?- Wziął czystą kartkę, węglowy ołówek i zaczął notować. Dziewczyna z ożywieniem opowiadała, co się wydarzyło. Dokładnie opisała gada, na tyle ile pamiętała. Miała nadzieję, że przynajmniej Śledzik jej pomoże- Nic dziwnego, że Czkawka ci nie wierzy.
- Dzięki.- Powiedziała z sarkazmem, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Nie o to chodzi. Z opisu wynika, że są bardzo podobne...- zamyślił się na chwilę. Sztukamięs pochrapywała przy zgaszonym kominku i wydawało się, że lata przez sen.
- To co, pomożesz?
- Oczywiście, że pomogę!- Krzyknął z uśmiechem. Wiadomość, że spotka, opisze i zbada nowego smoka dawała mu wiele radości.- To kiedy wyruszamy?
- Dziś wieczorem? Przyjdę po ciebie.- Nie czekając na odpowiedź wyszła z chaty i udała się do Wichury, aby nadgonić zaległy trening.

Czkawka nadal siedział w kuźni Pyskacza i pomagał mu naprawiać zepsutą broń. Myślał nad tym, czy nie wybrać się jeszcze raz do lasu i nie zbadać każdego skrawka jeszcze raz. Nagle przypomniało mu się, że zapomniał poinformować ojca o ataku zmiennoskrzydłych. Dokończył ostatni topór i poleciał poszukać wodza.
Szczerbatek zawył donośnie i wylądował obok domu Pleśniaka, gdzie ojciec Czkawki dyskutował ze starym Wikingiem. Nastolatek poczekał chwilę, aż Stoik skończy rozmowę.
- Tato, masz chwilę?
- A coś się stało?- pogłaskał Czaszkochrupa po łbie.
- W zasadzie tak. Widzisz, niedawno były  zmiennoskrzydłe w lesie. Udało się je nam przepędzić, ale...-podrapał się po głowie.
- Ale co?
- Chodzi oto, że Astrid widziała innego smoka. Jestem pewien, że jej się po prostu przewidziało. Mówi, że był o wiele większy i silniejszy...- Stoik zmarszczył czoło.
- I mówisz mi to dopiero teraz?
- Zapomniałem, przepraszam, ale od ataku zmiennoskrzydłych patrolujemy okolice Berk i nic nie zauważyliśmy.- Stoik wsiadł na swojego smoka.
- No dobrze, skoro tak mówisz.- Czkawkę zatkało. Spodziewał się, że ojciec będzie wściekły, ale tym razem okazało się co innego.
- I co? Nie jesteś zły?
- A czemu miałbym być? Skoro mówisz, że nic podejrzanego się nie dzieje...A co z tym drugim smokiem?
-  Sam nie wiem. Astrid musiało się przewidzieć, ale na wszelki wypadek polecę do lasu i przeszukam go jeszcze raz.- Wsiadł na Szczerbatka i poleciał do domu zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Miał mieszane uczucia. Nawet sam nie wiedział, czy ten super- smok, o którym często wspominała Astrid naprawdę istnieje. Leciał do lasu, tylko po to aby dowieść, że dziewczyna widziała zmiennoskrzydłego.
--------------------------------------------------------


Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Od tygodnia nic nie dodałam, a weny jak nie było tak nie ma. Cóż, przynajmniej akcja "posuwa" się dalej. :)

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 4

Żeby odreagować, Astrid poleciała do lasu, aby wyżyć się na drzewach. Rzuciła mocno w pień wielkiego dęba z trudem wyciągając go z powrotem. Nie miała za złe ojcu, który najwidoczniej nie chce pogodzić się z przeszłością, ale nie rozumiała dlaczego nie chce. Przecież odcięcie się od okrutnych wydarzeń sprzed lat to jedyne wyjście aby poczuć się wolnym i szczęśliwym.
Pot spływał po jej czerwonej od wysiłku twarzy. Topór wydawał się coraz cięższy ale nie przestawała. Kilka mniejszych drzew zostały zniszczone przez wściekłą wojowniczkę. Kiedyś robiła to częściej, ale z czasem gdy spotykała się z Czkawką zrozumiała, że złe emocje nigdy nie mogą zapanować nad nią. Ale nie tym razem. Mimo że szatyn odmienił ją ona nadal pozostanie nieustraszoną wojowniczką z rodziny Hoffersonów.
Nagle coś się poruszyło. Dziewczyna ukucnęła i dokładnie rozejrzała się wokół. Niczego nie dostrzegła, Wichura także. Zaciskając topór ruszyła naprzód. Obawiając się, że mógł być to wróg uniosła broń w gotowości do walki. Po kilkunastu krokach zrezygnowała. Tłumaczyła się, że to halucynacje słuchowe od nieprzespanej nocy. Wichura niespokojnie poderwała się i podeszła bliżej swej pani.
- Coś tu jest- Mruknęła, widząc reakcję smoczycy.- Wichurka, idziemy.- Poleciła przyjaciółce i we dwie ruszyły ku szelestowi. Usłyszała przeraźliwy ryk a po chwili coś się na nią rzuciło. Śmiertnik nie czekał długo, od razu rzucił się na pomoc. Dziewczyna trzymając się za skaleczoną dłoń, krzyknęła za swoim smokiem. Wichura chwyciła blondwłosą w pysk i odfrunęła. Czerwony smok ryknął donośnie, lecz nie ruszył w pogoń. Astrid jeszcze raz obejrzała się za siebie. Gad zniknął.
Czkawka siedział przy Smoczej Księdze i uzupełniał wpisy na temat koszmarów ponocników., gdy usłyszał mocne pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło i szybkim krokiem podszedł do drzwi.
- Na Thora, co się stało?!- Krzyknął przerażony, zauważywszy Astrid z krwawiącą dłonią. Chwycił ją za ramię i zaprowadził do środka. Szczerbatek poderwał się do nich i wielkimi oczymy przypatrywał się blondynce. Dziewczyna zignorował pytanie i za pomocą Czkawki usiadła na drewnianym  fotelu.
- Ał!-Syknęła gdy chłopak obmywał ranę wodą.
- Jak to się stało?
- Byłam w lesie…nagle coś na mnie skoczyło. To był smok, ale nie mam pojęcia jaki. To chyba nowy gatunek. Ał!- Krzyknęła głośniej.
-  Przepraszam-Popatrzył na głęboka ranę dłoni. Zdjął rękawiczkę blondynki, a widok jeszcze bardziej go przeraził. Wokół długiej szramy zaczął pojawiać się granatowy kolor.- Szczerbatek, podaj ręcznik.- Smok skocznym krokiem chwycił w pysk wiszący nad ogniskiem biały materiał. Szatyn owinął rękę Astrid i zawiązał sznurkiem aby opatrunek aby nie ześlizgiwał się.
- Strasznie piecze…- Powiedziała cicho.
- Jeżeli nie przejdzie, pójdziemy do Gothi. To wygląda okropnie.- Dziewczyna machnęła zdrową ręką jakby odganiała muchę.
- Miałam gorsze przypadki.- Uśmiechnęła się słabo.
- Wiesz, że mogło wdać się zakażenie?- Chłopak zaczynał się martwić ciemnym kolorem wokół rany.  Astrid przewróciła oczami, ale schlebiało jej to, że Czkawka martwi się o nią.
- To nic wielkiego, ale pójdę do Gothi z samego rana, obiecuję.- Chłopak podniósł brew. Myślał, że Astrid zacznie się z nim kłócić. Spojrzał na lekko zakrwawiony ręcznik, po czym odchrząknął.
- Możesz opisać tego smoka?- Dziewczyna spuściła głowę, jakby w ten sposób próbowała przypomnieć sobie o ataku wielkiego gada.
- Był czerwony, miał łuski jak zmiennoskrzydłe, ale on był inny. Podobny- Przerwała na chwilę i nadal szukała w pamięci więcej szczegółów.- Miał dziwne oczy, całe czarne  i takie puste…A jego ryk ogłuszał. Gdyby nie Wichurka byłoby gorzej.
- Nie przypominam sobie żadnego smoka  o takim wyglądzie. Dziwne…- Czkawka podszedł do stołu, gdzie jeszcze przed chwilą uzupełniał Księgę. Zaczął przeglądać ją na nowo, każdą kartkę dokładnie przejrzał, ale niczego nie znalazł. Zatrzymał się na stronie poświęconej zmiennoskrzydłym.  Astrid podeszła do chłopaka.
- Nie, to nie był zmiennoskrzydły. Był znacznie większy…i potężniejszy.- Choć pokochała smoki ten okaz wydawał się jej groźniejszy od szeptozgona, a nawet od krzykozgona. A co najważniejsze stwarzał niebezpieczeństwo dla mieszkańców.
- Czyli to nowy gatunek…- Zamyślił się i odłożył Księgę. Astrid tylko przytaknęła, patrząc przestraszonymi oczami na Czkawkę.- Zajmiemy się tym jutro. A teraz odprowadzę cię do domu. Oby ten potwór nie zaatakował wioski…
Akademia wyglądała coraz lepiej, mimo że był to pierwszy dzień odbudowy. Za pomocą smoków wszystko idzie sprawniej. Lekcje smoczych jeźdźców odbywały się w najbliższym lesie. Chcąc nie chcąc musieli słuchać się zastępczego wodza.
Późnym popołudniem cała szóstka poszła do lasu, aby odszukać tajemniczego smoka.  Astrid i Czkawka nie powiedzieli w jakim celu tam idą, wiedzieli jaka będzie reakcja, a każda pomoc się przyda. Chłopak spakował kilka najpotrzebniejszych rzeczy, nie zapominając o traczy.
Szli powoli bacznie obserwując każdy zakątek lasu. Jedynie bliźniaki nie przejmowali się niczym i tukli siebie nawzajem.
- Możecie w końcu przestać?- Powiedział zirytowany Czkawka.- Nie jesteśmy tu dla rozrywki.
- Wiesz, Czkawka, nie powiedziałeś nam dlaczego tu jesteśmy…-zaczął Śledzik. Chłopak podrapał się zakłopotany po karku.
- Szukamy…eee…nowych gniazd…-powiedział tak cicho jak było to możliwe. Przyjaciel zmarszczył czoło, przypominając sobie, że nigdy wcześniej nie szukali żadnych smoczych leży.
-Aha, no to wszystko jasne.-odparł i uśmiechnął się pod nosem.
Czkawka ukradkiem zerkał na Astrid. Była dziwnie spokojna, jakby nie obchodziło jej to, że na Berk pojawił się nowy, bardzo groźny i nieznany smok. Szła równo z Wichurą i ewidentnie o czymś rozmyślała. Chłopak spojrzał na jej rękę. Nadal krwawiła.
Zamyślił się tak bardzo, że nie zauważył korzenia drzewa. Potknął się i spadł prosto na stromą górę. Stoczył się kilkanaście metrów, a gdyby nie Szczerbatek uderzyłby głową o skałę. Trzymając się za głowę, wstał powoli, a po pewnym czasie dobiegli pozostali.
- Nic ci nie jest?-zapytała Astrid.
- W porządku.- Uśmiechnął się i pogłaskał w podziękowaniu swojego smoka.
- Ej, kolego, to chyba…- Zaczął Mieczyk, ale przerwał mu Sączysmark drząc się w niebogłosy.
- Zmiennoskrzydły! Ognia, Hakokieł!- nakazał smokowi a po chwili ukazał się kula ognia, która trafiła w drzewo. Nie czekając ani chwili dłużej, jeźdźcy wsiedli na smoki i poderwali siędo góry.
- Nie widzę ich!-krzyknął Mieczyk.
- Może dlatego, że to są niewidzialne?- rzucił z sarkazmem Szpadka.
- Być może dlatego.-odparł całkiem poważnie bliźniak.
Astrid rozglądała się nerwowo za smokiem. Serce zaczęło szybciej bić, a rana coraz bardziej szczypać, jednak nie zwracała na to uwagi.
- Spokojnie, zaraz się pojawi…- powiedział Czkawka. Chłopak się nie mylił. Gdy smoki zaczęły warczeć i przygotowywać się do ataku, z lasu wyłoniły się plujące kwasem smoki. Jak szalone rzuciły się na jeźdźców. Na szczęście było ich zaledwie trzech. Jeden z nich rzucił się na Jota i Wyma, plując kwasem w ogon. Smok zawył z bólu i wściekle zaatakował. Hakokieł ruszył na pomoc, strzelił ogniem, powalając zmiennoskrzydłego na ziemię.
- Śledzik, leć po smoczy korzeń!- Krzyknął Czkawka. Otyłemu chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Sztukamięs błyskawicznie zawróciła, a po kilku minutach wróciła z korzeniem w paszczy. Tymczasem reszta jeźdźców trzymała swoje pupile trzymała dystans, mieli już dość rozwścieczonych smoków.
- Już niedługo, Sztusia.- Gronkiel leciał szybciej niż kiedykolwiek, a Śledzik z przerażeniem obracał się do tyłu. Zmiennoskrzydłe były bardzo blisko. Po kilku minutach jednego z najgorzszych lotów w życiu, smoczyca puściła korzeń do ocenau tuż przy wyspie groźnych gadów.
- No to mamy ich z głowy.- Odparł chłopak i pogłaskał Księżnisię.
Gdy dotarli na miejsce budowy Akademii rozmawiali o dzisiejszym ataku. Musieli mieć się na baczności, ponieważ nie byli pewni czy inne smoki nie zaatakują Berk. Czkawka odetchnął z ulgą, gdy tylko przypomniał sobie, że jego ojciec już jutro będzie w domu. Po dziesięciu minutach rozmowy, nastolatkowie rozeszli się do domów.
- To nie był zmiennoskrzydły.- Powiedziała Astrid gdy wolnym krokiem szła z Czkawką do domu. Chłopak wzruszył ramionami.
- Może jednak ci się przewidziało. Sama powiedziałaś, że ten smok jest podobny, no i było ciemno.
- Nie-Odparła stanowczo.-Takiego okropnego smoka się nie zapomina.
- Cóż…będziemy szukać- Powiedział spokojnie. Nie zbyt wierzył Astrid. Przecież była noc, a na dodatek ten „nowy” smok jest identyczny to plujących kwasem. Był przekonany, że Astrid widziała zmiennoskrzydłego. Spojrzał na nią. Ona również się nad tym zastanawiała.- Dobrze się czujesz?- Dziewczyna była rozpalona i ciężko oddychała, jakby walczyła o tlen.

- Jestem zmęczona-odparła- to do zobaczenia jutro.- Pocałowała go w policzek i szybkim krokiem wślizgnęła się do domu.
-------------------------------------------------------------
I jak wyszło? Szczerze, to nie jestem zadowolona. Ten rozdział jest jakoś zagmatwany i dziwny, ale dodałam bo szkoda było usuwać, a  nuż widelec się spodoba :). Pozdrawiam czytelników :D

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 3


Latali jak za dawnych, dobrych czasów, aż nagle ni stąd ni  zowąd pojawił się Śledzik. Był przerażony i widać było, że cały się trząsł, a Sztukamięs leciała szybciej niż kiedykolwiek.
- Czkawka! Przepraszam, że przeszkadzam, ale jesteś potrzebny.- Otyły chłopak zachwiał się na smoczycy ale złapał równowagę. Czkawka zawrócił smoku ku przyjacielowi. Astrid, która prowadziła, także zawróciła.
- Co się stało?- zapytał szatyn.
- Akademia…ona jest cała rozwalona!- Wysapał Śledzik. Czkawka wpatrywał się w kolegę. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Już miał zadać pytanie, lecz uprzedziła go Astrid:
- Ale jak to rozwalona?
- No…rozwalona. I to doszczętnie.- Zanim Śledzik dodał coś jeszcze Czkawka ruszył ku arenie.
 *****
- Kto to zrobił? Bliźniaki?- Czkawka przyglądał się zniszczonej bramie. Od lat nienaruszona, mocna, wykonana z najlepszego metalu brama leżała rozwalona. Gdzieniegdzie widać było wypalony ślad.
-  To raczej nie oni, bo ich w ogóle nie ma na wyspie.- Odparł blondwłosy i przejechał delikatnie opuszkami palców bramę, jakby bał się  zepsuć ją jeszcze bardziej.- Wiesz, Czkawka, zdaję mi się, że to nie zrobił smok z Berk. I sądząc po zniszczeniach, nie był sam. Cała trójka dokładnie przyglądała się dawnej Akademii. Tak jak mówił Śledzik- wszystko zostało doszczętnie zniszczone.
- Sugerujesz, że w biały dzień smok przyleciał sobie na wyspę i ot tak rozwalił Akademię?- Zapytała Astrid.- Przecież to niedorzeczne. Cały czas ktoś tu się kręci i na pewno zauważyłby wielkiego, ziejącego ogniem gada, który właśnie niszczył to miejsce. I czemu nie zniszczył czegoś innego?
- Nic nigdy nie wiadomo. Musimy się rozejrzeć.- Czkawka nie wierzył własnym oczom. Arena wyglądała jak prawdziwe pobojowisko. Grunt, mimo że był wykonany z mocnej skały, został popękany i wypalony. Łańcuchy leżały rozdrobnione na ziemi. Ściany jeszcze się trzymały, lecz i one powoli rozsypywały się.
- Na szeptozgona to nie wygląda...-Przerwał i podszedł do jednej ze ścian, na której został wypalony dziwny znak.  Pozostała dwójka podeszła zaniepokojona nagłym milczeniem przyjaciela. Śledzik skrzywił się lekko wystraszony.
- Co to może być?- Zapytała blondwłosa, pocierając czarny proch.- Nowy gatunek?- Nie usłyszała odpowiedzi, ponieważ Czkawka tak bardzo był zajęty przypatrywaniu się ściany, że nie usłyszał pytania.
- Może to zmiennoskrzydłe?- Szturchnęła go, a chłopak natychmiastowo oprzytomniał.
- O, Thorze!-Krzyknął piskliwym głosem otyły chłopak.
- Być może.- Powiedział w końcu Czkawka.- Będziemy musieli mieć się na baczności. Z tymi smokami nie ma żartów. Wyszli przed Akademię, po czym  chłopak zwrócił się do przyjaciół.- Astrid, Śledzik zwołacie ludzi do twierdzy wieczorem.- Obydwoje przytaknęli.
 *****
Gdy nastał wieczór, a słońce na dobre schowało się za oceanem, w twierdzy zgromadzili się wszyscy mieszkańcy Berk. Wszyscy nie rozumieli, dlaczego zwołano naradę. Zaraz zaczęto plotkować, że niedługo na wyspie pojawi się wróg, a Stoika nadal nie ma.
Pyskacz, gdy tylko ujrzał Czkawkę, zaczął uspokajać wzburzony tłum. Chłopak niepewnie podszedł do wielkiego ogniska, otoczonego kamiennym kołem, a za nim poczłapał Szczerbatek. Nigdy nie wygłaszał mów, i choć byli to ludzie znajomi, trzęsły mu się ręce. Spojrzał na kowala, a ten tylko usunął się w bok, dając do zrozumienia, że ma zaczynać. Szatyn  odchrząknął, a sekundę po tym zaczął.
- Proszę o uwagę!- Krzyknął, aby uciszyć szepty.- Jak zapewne wiecie, Smocza Akademia została zniszczona. Jeszcze nie ustaliliśmy, kto mógłby to zrobić, ale jest pewna teoria…-Spojrzał na zainteresowane twarze wikingów, którzy stali najbliżej niego.-  Otóż…mogły zrobić to zmiennoskrzydłe.-  W sali natychmiast zaczęto mówić, a po chwili słychać przerażenie.
- Spokój! Dajcie mu mówić!- krzyknął zbulwersowany ciągłym uspokajaniem wikingów Pyskacz. Czkawka posłał mu pełne wdzięczności spojrzenie.
- To jest tylko przypuszczenie, ale byłoby rozsądnie, aby nikt nie wychodził nocami poza wioskę.- Jeszcze raz rozejrzał się po mieszkańcach i odetchnął z ulgą.- To na tyle…
Wikingowie zaczęli wychodzić z twierdzy. Zostali tylko jeźdźcy i Pyskacz.
- Naprawdę sądzicie, że to te smoki, a nie bliźniaki?- Kowal przejechał prawą dłonią wąsy i poprawił hełm
- Hola, hola! Być może nie jesteśmy najmądrzejsi, ale nigdy, przenigdy, nie zepsulibyśmy Akademii.-Zaprotestował Mieczyk i zeskoczył ze stołu. Rozprostował się i ruszył do ogniska, gdzie zgromadzeni byli pozostali.- Po za tym, nie było nas na wyspie.
- Ale przecież to nie muszą być zmiennoskrzydłe. Przecież jeszcze nic nie ustaliliśmy.- Wtrąciła się Astrid.- Lepiej byłoby poczekać na Stoika, teraz musimy być tylko ostrożni.
- Astrid ma rację, ale jakby co, broni nam nie zbraknie!- Pyskacz aż podskoczył. Najwyraźniej nie przejmował się niebezpiecznymi gadami. Gdyby były „te stare czasy” od razu chwycił by broń i powybijał wszystkie, zanim smoki zaczęły zionąć ogniem.
- Tata przylatuje jutro. Wtedy postanowimy co robić dalej.- Pyskacz wymknął się od razu, ale jeźdźcy pozostali, rozmawiając o ewentualnej obronie lub ataku, aż poczuli zmęczenie i rozeszli się do domów.

Astrid spoglądała na swoich rodziców znad talerza. Patrzała raz to na mamę, która chwilę później wyszła do Gothi, po czym  przeniosła wzrok na swojego ojca.
-  Dobra, córcia, o co chodzi?- Zapytał jasnowłosy mężczyzna, który zajęty był ostrzeniem noży kuchennych. Wyraźnie zauważył niecodzienne zachowanie dziewczyny. Astrid przejechała dłonią po warkoczu  i delikatnie odsunęła od siebie talerz z nietkniętym kurczakiem.
- Eee…chodzi o to…yyy…-zamotała się. Jednak po chwili wzięła głęboki oddech.- Dlaczego nie chcesz pojechać ze mną na ślub Zoey?- Mężczyzna odłożył narzędzia i spokojnie odłożył je na swoje prawowite miejsce.
- Już ci mówiłem.
- Wiem, że to co zrobił Hork jest nadal dla ciebie bolesne…Ale nie możesz już tak dalej żyć. Widzę, że cierpisz…
- Jak będziesz starsza, zrozumiesz.- Przerwał jej spokojnie Saw. Nie chciał mówić nic więcej. Już miał uciec do swojej niewielkiej pracowni, ale zatrzymała go ręka córki.
- Nie! Tato, proszę, musisz w końcu to zakończyć. - Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty rezygnować. Mimo że nigdy nie chciała na nikim wywierać presji, szczególnie na rodzicach, nie miała wyboru. Nie mogła się poddać. Tak bardzo chciała przekonać ojca ponieważ nie mogła patrzeć na zmartwionego tatę.
Mężczyzna był dobrze zbudowany, jak przystało na wikinga, lecz miał bardzo  spokojną naturę. Nigdy nie wdawał się w niepotrzebne dyskusje, lecz zawsze bronił swojego zdania. Nie lubił oszukiwać ludzi i starał się żyć w zgodzie z samym z sobą. I tego chciał nauczyć swoje jedyne dziecko. Lecz z marnym skutkiem.
- Astrid…-Westchnął ciężko. Spojrzał w błękitne oczy córki. Nie mógł dłużej wytrzymać. Usiadł powoli na ulubione krzesło. Masując obolałe ramię od noszenia ciężkich rzeczy.- Poleć sama, lub z mamą, jeśli chcesz. Ja na pewno nie zagoszczę na wyspie Białych Orchidei.- Siedział jeszcze przez chwilę, patrząc na smutną córkę. Serce krajało mu się na ten widok. Wstał czym prędzej i ruszył do pracowni.
- Tato…-Spróbowała jeszcze raz.
- Astrid, nie proś mnie więcej.- Wyszedł. Dziewczyna zakryła rękami twarz. Wiedziała, że szanse na pogodzenie się braci są zerowe.


---------------------------------------------------

Trochę czekaliście na rozdział trzeci, ale mam nadzieję, że wyszedł :)). Pisałam na szybkiego, choć miałam zapisany rodział w zeszycie. Chyba lepiej pisać na spontana XD.  Akcja sie rozkręci, bez obaw. :)))
Pozdrowionka. :D

sobota, 24 stycznia 2015

Liebster Adward

Co to jest? Jest to nominacja innego bloggera w ramach za "dobrze wykonaną robotę". Pomaga w rozpowszechnianiu bloga i zwróceniu uwagi czytelników na daną stronę. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie nominujesz 11 innych osób (jednak nie można nominować tej osoby, która nominowała Ciebie) oraz zadajesz im 11 pytań.



1. Czemu założyłaś bloga?
Bo fajnie jest pisać :P
2. Jaka jest Twoja ulubiona książka/manga/komiks?
"Zawsze przy mnie stój"!! <3
3. Co myślisz o zdradzie ukochanej osoby?
Że nie kochała prawdziwie.
4. Do jakiego książkowego świata przeniosłabyś się gdybyś miała taką możliwość?
Być może do Harrego Pottera
5. Kto jest dla ciebie ważniejszy: rodzina czy znajomi?
Rodzina
6. Wolisz aktywny wypoczynek czy lenistwo?
Oczywiście, że aktywny!
7. O jakiej karierze zawodowej marzysz?
Aktorstwo :P\
8. Jakie jest Twoje ulubione magiczne stworzenie?
SMOK!!
9. Planujesz wycieczkę na wakacje. Gdzie ona się odbędzie? W Polsce, za granicą, czy w jakimś innym równoległym świecie lub w książkowej rzeczywistości?
Raczej wolałabym wakacje za granicą.
10. Wolisz spokojne przedmieścia i wsie, czy duże, ruchliwe miasta jako miejsce zamieszkania?
Przedmieścia i wsie :))
11.Co jest Twoim największym, niemożliwym do spełnienia marzeniem?
Dużo tego,,...Chyba to, że na świecie nigdy nie zagości harmonia...


Moje pytania:

1. Wolisz książki czy filmy?
2. Ulubione zwierzę?
3. Czego boisz się najbardziej?
4. Gdybyś miała do wyboru: uratować życie osoby, czy spotkać miłość swojego życia?
5. Wolisz naukę czy imprezy?
6. Gdybyś była prezydentem, co uczyniłabyś dla kraju?
7. Chciałabyś być inną osobą, czy podoba ci się to kim jesteś?
8. Gdzie chcesz pojechać?
9. Wierzysz w duchy itp?
10. Ulubiony przedmiot w szkole?
11. Jaka była Twoja największa przygoda, którą chciałabyś przeżyć jeszcze raz?



Nominuję:





Ale się wysiliłam....:)

















czwartek, 22 stycznia 2015

Liebster Adward

 Co to jest Liebster Adward? Jest to  nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Dziękuję Sonia Miss Bloggerka ;)


oto otrzymane pytania:

1. Co Ci się najbardziej podoba w Twoim blogu?
To, że jest MÓJ i mogę pisać co zechcę XD.
2.. Jaki jest Twój ukochany serial/film?
"Na dobre i na złe", "Piraci z Karaibów" "Gwiezdne wojny"
3. Jeśli zostałoby Ci dwa dni życia co byś zrobił/a?
Naprawiłabym swoje błędy, spędziła czas z przyjaciółmi.
4. Jak według Ciebie wygląda idealny świat?
Bez wojny, głodu, niesprawiedliwości, wyższości innych nad słabszymi, bez chorób i nieszczęść
5. Dlaczego prowadzisz blog?
Bo kocham pisać:).
6. Gdybyś mogl/mogła zmienić jedną cechę charakteru co to by było i na co?
Hmmm....może zamieniłabym wybuchowość na łagodność :P
7.Kim chcesz być?
Mam kilka pomysłów na przyszłość: nauczycielka języka polskiego/ angielskiego, ale bardzo ciągnie mnie do aktorstwa i do dubbingu <3 kocham to :P
8. Dokąd chcesz zajść?
Tam, gdzie kończą się moje marzenia....
9. Jak myślisz co sądzi o Tobie płeć przeciwna?
Myślę, że chłopcy uznają mnie za spoko przyjaciółkę, że jestem miła i mam fajny charakter. Zdarzyły się komplementy w stylu "ładna jesteś", ale ja w to nie wierze. XD
10. Jaką moc byś wybrał/a gdybyś mógł/mogła wybrać sobie jakąkolwiek chcesz?
Moc? Hmm....oj dużo tego. Chciałabym mieć taką moc, która pozwoli mi na to, aby na świecie panował pokój :)
11. O czym marzysz?
Dla mnie: nauczyć się w końcu pięknie rysować, dla innych: pokój, sprawiedliwość :)


Nominuję:



Moje pytania:

1.  Twój ulubiony kolor i dlaczego?
2. Kim chcesz być w przyszłości?
3. Co lubisz robić?
4. Czy uważasz, że masz jakieś predyspozycje, talent? (Jakie).
5. Jesteś dumna/y z tego, że jesteś taka a nie inna?
6. Co Cię najbardziej wkurza?
7. Największe marzenie?
8. Gdybyś była prezydentem, co zrobiłabyś dla kraju?
9. Jesteś szczęśliwa/y?
10. Ulubiony zespół, artysta?
11. Ulubiona książka?