środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 13

Uczucia wojowniczki


           Stoik nadzorował połów ryb, rozglądając się za swoim synem. Westchnął ciężko, kiedy zauważył ciemną plamę daleko przed siebie. Ich relacje znacznie się poprawiły, odkąd wikingowie zaprzyjaźnili się ze smokami, a jednak nadal nie mieli wspólnego języka. Chłopak od rana do wieczora jest poza domem. W głowie mu tylko smoki i Akademia. Pomyślał wódz. Od pewnego czasu chciał porozmawiać ze swoim synem, aby powoli wprowadzać go w temat wodzowania. Jednak nie był zbytnio skory do tej rozmowy, zwłaszcza, że Czkawka ma tylko osiemnaście lat. Stoik pokręcił głową i skierował oczy ku górze. Val, gdybyś tu była. Powiedział w myślach. Od tylu lat tęsknił  za ukochaną. A jego piękna żona była by najszczęśliwsza na świecie, widząc, że Berk zakończyło wojnę ze smokami. Ale najbardziej ucieszyła by się na widok swego syna. Małe, wątłe dziecko wyrosło na wielkiego jeźdźca i wspaniałego człowieka. Czkawka tak bardzo przypominał Valkę. Te same oczy, piękny uśmiech i złote serce i dla smoka i dla człowieka… Z zamyślań wyrwał go głos Wiadra, pozdrawiając wodza. Stoik uśmiechnął się do przechodzącego obok wikinga, a gdy uznał, że połów idzie dobrze, zajął się dalszymi oględzinami.

          Astrid wstała chwiejnym krokiem. Wczorajszy dzień był, krótko mówiąc, tragiczny. Bieganie po zioła, szukanie Wichury, siedzenie na zimnej posadzce w jaskini i na deser niezbyt przyjemna rozmowa z Czkawką. Dziewczyna zrobiła kilka kółek ramionami, aby rozruszać obolałe mięśnie i kości. Rozejrzała się po pokoju. Jak zawsze panował bałagan: porozrzucane ubrania, kilka kamieni do ostrzenia broni, brudna podłoga i ściany, a biurko było zawalone od papieru, na których leżała Smocza Księga. Blondynka całą noc szukała smoka, którego opatrywała. Był taki piękny. Rozłożysta błona, która wyrastała zza głowy, a na niej kolorowe wzory. Smok wyglądał w niej jakby miał koronę, skradzioną najpiękniejszej królowej. Złote łuski, mieniące się z zielenią i odrobiną turkusowego. Łapy duże z ostrymi jak brzytwa pazurami, ogon długi z wyglądu przypominał ogon Koszmara Ponocnika. Astrid usiadła w wygodny fotel i przysunęła się do biurka. Odgarnęła papier i szkice, zrzucając je na ziemię i  dokończyła przeglądanie Księgi. Westchnęła ciężko, przeglądając następne strony, a gdy skończyła zamknęła książkę i zeszła na dół, gdzie jej ojciec smażył właśnie jajecznicę.
Dziewczyna usiadła do stołu, czekając na śniadanie, które zawsze przyrządzał jej tata.
- Hej, i jak tam?- Zagadnął kiedy ujrzał córkę.
- W miarę- odparła, ziewając. Opatuliła się mocniej zielonym kocem, który miała na sobie. Nie chciała patrzeć nawet w lustro. Rozwalone włosy, nawet nie rozczesane po wczorajszej kąpieli i na dodatek worki pod oczami. Tak właśnie wygląda najpiękniejsza dziewczyna na Berk o poranku.
- Oho, ktoś się nie wyspał- rzucił rozbawiony wiking. Postawił parującą jajecznicę ze szczypiorem i pomidorami przed Astrid oraz zimną herbatę z trawą cytrynową. Po chwili wziął swoją porcję i postawił przed sobą.
- Taa- mruknęła.
- Gdzie byłaś do tak późna? Trochę się martwiliśmy-zapytał, biorąc do ust żółtą papkę. Astrid uśmiechnęła się słabo. No tak, dziewczyna zawsze była córeczką tatusia.
- Przepraszam. Przez ten pożar miałam mnóstwo pracy..i tak jakoś wyszło- jeźdźczyni wstała od stołu i nalała sobie kolejną porcję ulubionej herbaty.
-Aha- odparł, jakby odpowiedź Astrid go zadowalała- Wiesz, słyszałem, że to smok spowodował ten pożar- Saw zjadł śniadanie i włożył naczynia do misy z wodą. Zaskoczona blondynka podniosła brwi, i trzymając kubek tuż przy ustach, zapytała:
- Tak? A jaki?- Saw wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Ale wiesz jak to jest na Berk. Sensacja budzi plotki- uśmiechnął się do córki. Po chwili drzwi od domu otworzyły się i stanęła w nich Eira- mama Astrid.
- Hej, skarbie!- Powiedział Saw i pocałował żonę w policzek. Kobieta uśmiechnęła się.
- Cześć, mamo Astrid również przywitała się. Eira ucałowała córkę w złotą głowę.
- Ta Lauren to skarb!- Zawołała ciemnowłosa kobieta i zdjęła naramienniki. Nalała sobie wody i oparła się o blat.- Wiecie, że ona uczy się medycyny? Byłam dziś u niej z małym Tolem, bo dzieciak znowu bawił się siekierą. Byłam w środku, gdy opatrywała Horka. Dziewczyna dokładnie wiedziała, co robić!- Eira była bardzo zafascynowana nowym medykiem na Berk. Żywo opowiadała swojej rodzinie o Lauren.- A ma tylko siedemnaście lat!
- Ta Luren od Starego Kapitana?- Zapytał  Saw. Odwrócił się do żony, mając w ręku namoczoną gąbkę do naczyń.
- Tak. A jej ojciec mógłby w końcu zmienić ten przydomek. Od lat nie pływa, a nazywa siebie Kapitanem- Eira zaśmiała się. Jeźdźczyni przyglądała się swoim rodzicom. Zawsze uwielbiała na nich patrzeć. Oboje wyglądali na szczęśliwych. Nie  rozumiała jak można tak kogoś kochać. Nawet ona miała niejasne uczucia do Czkawki. Jednakże, nie chciała o nim teraz myśleć, choć się nie pokłócili. Ogarnęła swój pokój oraz doprowadziła siebie do porządku i żegnając się z mamą i tatą. wyszła na zewnątrz. Nakarmiła Wichurę po czym poszła do groty.


- Jak się czujesz?- Zapytała troskliwie smoczycy. Perła oddychała z dużą łatwością, jej skóra przybrała jeszcze intensywniejszej barwy, ale zagrożenie jeszcze nie minęło. Astrid wiedziała, że w ranne skrzydło wdało się zakażenie. Nie miała pojęcia, że Nate o tym nie wie. Chłopak również wyglądał lepiej. ściągnął kaptur, dzięki czemu Astrid jeszcze lepiej mogła mu się przyjrzeć, jego oczy już nie wyglądały na zmęczone i zalane strachem o smoka. Perła prychnęła lekko i przeturlała się na bok, odkrywając brzuch. Tak jak większość smoków, Perła miała biały brzuch. Kolor ubarwienia brzucha ma chronić przed niebezpieczeństwem, przypomniała sobie blondynka. Astrid pogłaskała Perłę i usiadła na swoje miejsce.
- Co to za gatunek?-zapytała, patrząc na Nate'a. Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Znalazłem ją kiedy miała kilka tygodni. Matka ją musiała porzucić. Była słaba, nie chciała jeść...myśleliśmy, że nie przeżyje...ale udało się- odparł chłopak. Uśmiechnął się do dziewczyny. Jeźdźczyni była lekko zdziwiona, że Nate jej zaufał. Może był tak zdesperowany, żeby uratować smoka, że się zgodził. Przemknęło przez głowę dziewczyny.
- Stamtąd, skąd pochodzisz, tresujecie smoki?
- Tak, ale na naszej wyspie nie ma wielu smoków...klimat nie jest odpowiedni...- Astrid skinęła głową na znak, że rozumie.
- Wiesz..nie rozumiem jednego. Czemu nie poprosiłeś od razu o pomoc? Jak widzisz, my również tresujemy smoki i bardzo dużo o nich wiemy. A wódz na pewno nie miał by nic przeciwko- odparła beznamiętnie i oparła się o zimną ścianę. Nate spiorunował ją wzrokiem.
- Ech...powiem tyle, że gdy Stoik dowie się skąd pochodzę, będę martwy- wrzucił do ogniska drewno i spojrzał na słodko śpiącego smoka.
- Dlaczego?- dopytywała się wojowniczka, jak zawsze ciekawska.
- Nie chce o tym gadać- warknął. Astrid obrzuciła go lodowatym spojrzeniem, jakby chciała go schłodzić. Chłopak poderwał się na nogi i rozprostował plecy.
- Po prostu jestem ciekawa- odparła po chwili milczenia.
- A wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?- zapytał nieco już uspokojony. Do ubrania doczepił pelerynę i ponownie usiadł, opierając się o ścianę, tak jak Astrid.
- Do czego?- Zaśmiała się Astrid.
- No do piekła. Miejsce potępienia- odparł.
-  Aha..my, wikingowie, mówimy nieco inaczej....
Resztę dnia spędzili na wspólnej rozmowie. Nate opowiadał o swoim zainteresowaniu smokami, jak i również anatomią człowieka. Omijał jednak temat swojej rodziny. Opowiadał o florze, faunie swojej wyspy. Astrid także się nie ociągała. Mówiła o zwyczajach w Berk, Wichurze, trochę o sobie. Nie wspomniała jednak o sposobie oswajania smoków i o Smoczej Księdze. Nie ufała do końca Nate'owi, a w głowie miała Heatherę i jej oszustwa. Gdy dzień chylił się ku końcowi, dziewczyna wyszła z jaskini, obiecując, że zajrzy ponownie.  Jako że wszyscy jeźdźcy byli zajęci, lekcje w Smoczej Akademii nie odbywały się już trzeci dzień. Astrid wpadła jeszcze do Gothi po herbatę ziołową i maść z jadu żmii na ból pleców Sawa.

          Wracając do domu widziała Czkawkę, który wybijał coś w kuźni. Obok niego drzemał w stałym miejscu Szczerbatek. Uśmiechnęła się na ten widok. Po chwili przeniosła wzrok na Czkawkę, który ocierał brudnym rękawem spocone czoło.  Przyglądała mu się jeszcze kilka minut. Chłopak mówił jej ostatnio o jakimś kasku do latania, więc pewnie nad nim pracował- domyśliła się blondynka. Pokręciła głową. Czkawka, kiedy on zejdzie na ziemię? Zapytała siebie w duchu. Chciała pójść do niego, do kuźni, ale jednak powstrzymała się. Ich związek powoli się rozpadał, z czego dziewczyna zdawała sobie sprawę, ale Czkawka nie. Widocznie są za młodzi, aby mieszać się w coś takiego. Miała wrażenie, że ich związek jest bardziej oparty na "coś więcej niż przyjaźń" ale "mniej niż zakochanie". Było jej z tym ciężko, a nie miała zbytnio z kim o tym porozmawiać. Niby była Szpadka, ale jednak...to Szpadka. Została jeszcze jej mama, Eira, ale wstydziła się iść z problemem uczucia. Zniechęcona do dalszego myślenia, wróciła domu. Zauważyła, że Wichura już śpi, więc któreś z jej rodziców musiało dać smoczycy kolację. Weszła do domu, gdzie od razu do jej uszu dobiegł śmiech Eiry i Sawa. Kochała ten widok. Mimo bardzo trudnego charakteru wojowniczki, Astrid bardzo ceniła swoją rodzinę jak i uczucia. Jej rodzice grali właśnie w kości wraz ze Starym Kapitanem, jego żoną i córką- Lauren. Astrid znała ich, choć rzadko przesiadywała w towarzystwie przyjaciół rodziców. Ale tym razem postanowiła rozerwać się trochę i przyłączyć do zabawy. Chciała odpocząć od dręczących ją myśli i skupić na miłej atmosferze, która panowała w jej domu.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś nie poszłam do szkoły, bo i tak nic nie robimy, więc postanowiłam napisać kolejny rozdział :). A jak u Was? Już planujecie wakacje?


Dziś trochę o Sączysmarku! ;)

Sączysmark w książce nazywa się Smark Swiński Ryj, jego ojciec nazywa się Zad Piwożłop i jest kuzynem Czkawki. Jego smok to Koszmar Ponocnik o imieniu Ognista Glista.
I  jego portret:


Ciekawostka pochodzi ze strony Jak wytresować smoka wiki.

czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 12

Czerwona farba do włosów


    Astrid wpadła do chaty Gothi jak burza. Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu szamanki, która opatrywała Mieczyka. Gdy tylko chłopak zobaczył przyjaciółkę, ożywił się i uśmiechnął.
- Cześć, Astrid!- zawołał machając lewą ręką. Dziewczyna wpatrywała się w niego nieco oszołomiona.
- Hej, Mieczyk- mruknęła i chwyciła pierwszą lepszą torbę.- Wezmę nowe zioła- powiedziała do starszej kobiety. Ta tylko skinęła głową. Astrid  zaczęła grzebać po półkach w poszukiwaniu odpowiednich lekarstw i okładów. W chacie Gothi unosił się słodki zapach ważonych roślin, który tak bardzo Astrid uwielbiała. Spojrzała kątem oka na przyjaciela, który bacznie się jej przyglądał. Zielarka smarowała mu lekko poharataną rękę. Pewnie bawił się ogniem- pomyślała blondynka. Nie zwracając uwagi na szamankę ani Mieczyka, skończyła się pakować. Już miała wybiec, lecz zatrzymał ją bliźniak.
- A, blondi, czekaj!- krzyknął. Jeźdźczyni odwróciła się do niego i uniosła pytająca brew.- Czkawka i Śledzik cię szukali. Od rana- dodał z uśmiechem.
-Aha, yy…dzięki. Jak ich spotkasz, powiedz, że jestem zajęta…yyy…rannymi.-Astrid zaczęła się miotać, chociaż wiedziała, że Mieczyk nie jest na tyle bystry, żeby wyczuć, że kłamie. Dziewczyna wyszła z rumieńcami na twarzy, ale chwile potem Mieczyk także wyszedł.
- Nie no spoko- mruknął beznamiętnie- ej, ale masz fajne włosy!- krzyknął, gdy zobaczył czerwony kolor na potylicy przyjaciółki.
- O czym ty gadasz?- Astrid była poirytowana i zdenerwowana. Musiała być ostrożna, żeby nie natknąć się na Śledzika albo Czkawkę, który  na pewno spostrzeże, że coś jest nie tak.
- No o tej farbie, którą masz na włosach- wskazał palcem na włosy. Dziewczyna od razu dotknęła opuszkami palców miejsca, w które oberwała. Mieczyk nie mówił o farbie tylko o krwi.- Mówię ci, super ta czerwień- zaczął się nad czymś zastanawiać.- Ej,  a gdyby tak przefarbować się na całość?
Astrid pokręciła głową z niedowierzaniem. Nie tylko musiała słuchać paplaniny przyjaciela na temat koloru włosów, ale także musiała się uspokoić, ponieważ krew był dość widoczna. Nie miała czasu na umycie włosów, więc musiała szybko i dyskretnie wrócić do groty.
- Wiesz… ja muszę już iść…na razie- rzuciła krótko i szybko zeszła po stromych schodach. Musiała dostać się do rannego smoka, to jak najszybciej, więc nie ociągając się, ruszyła.

- To tak, kolor włosów zobowiązuje- mruknął zmęczony Sączysmark, kiedy doleciał do niego Czkawka. Szatyn spojrzał na niego niezbyt przychylnie. Szukali Astrid od rana i ciągle nie było po niej śladu.
- Sączysmark, lepiej uważaj na słowa- upomniał go szef Smoczej Akademii. Westchnął ciężko i  poklepał Szczerbatka po głowie i zawrócił do kuźni.
- Hej, Pyskacz, nie widziałeś może Astrid?- Czkawka zerknął na Hakokła, który podrzucał swojego jeźdźca. Sączysmark krzyczał, próbując uspokoić smoka. Kowal spojrzał na swojego czeladnika nieco zaskoczony.
- To ty nie wiesz, gdzie jest twoja dziewczyna?- Chłopak zaczerwienił się. Zazwyczaj ludzie z wioski nie zwracali uwagi na ich związek.
- Tak się składa, że nie spędzamy ze sobą każdej wolnej chwili- rzekł po namyśle- To co, widziałeś ją czy nie?- Pyskacz westchnął ciężko i rozłożył ręce.
- Dziś rano, jak leciała z ziołami- odparł i zmienił kikut z młota na zwykły, drewniany.
- Dobra, dzięki- Czkawka ruszył  w stronę Szczerbatka i już miał startować, kiedy zobaczył Mieczyka idącego spokojnie przez wioskę.- Mieczyk! Zaczekaj!
Bliźniak obejrzał się do przyjaciela i pomachał mu.
- Cześć, Czkawka, coś się stało?
- Szukam Astrid, wiesz może gdzie jest?- zapytał, drapiąc się w głowę.
- Jasne, chwilę temu. Mówiła, że idzie do rannych- odparł Mieczyk.
- Super, dzięki- Czkawka uśmiechnął się do przyjaciela i wzleciał w górę. Zdziwiło go trochę, że Astrid idzie pomagać rannym. Przecież tym zajmowała się jej mama i Gothi. Może sytuacja była gorsza niż przypuszczał- pomyślał i skierował się do Twierdzy.

Astrid siedziała podparta plecami o zimną ścianę jaskini i obserwowała jak chłopak robi opatrunek swojemu smokowi. Widziała jak jeździec cierpi. Jeszcze nigdy  w życiu nie widziała takiej zażyłości. Nawet pomiędzy Czkawką a Szczerbatkiem.
Jaskinia była ciemna i mimo że ognisko dawało światło i ciepło, Astrid miała wrażenie, że siedzi pod śniegiem. Co chwilę dokładała do ogniska drewna, lecz to i tak niewiele dawało. Była już lekko zmęczona i wiedziała, że niedługo musi wracać, a Czkawka będzie miał pretensje. Chociaż dziewczyna miała nadzieję, że kupi bajkę o pomocy. Smok zaskomlał cicho, co zwróciło uwagę blondynki. Nadal nie mogła wyjść z podziwu, że gad ma tak piękne i oryginalne ubarwienie.
- Jeszcze raz przepraszam za…głowę- powiedział cicho chłopak i usadowił się po drugiej stronie jaskini. Pomiędzy nimi było ognisko, które rzucało poświatę na ich twarze.
- Nie szkodzi- odparła- Zdradzisz mi swoje imię?- zapytała po chwili ciszy. Chłopak wydawał się być zaskoczony tym pytaniem, ponieważ patrzał na Astrid nieco przestraszony.
- Nate- odparł i wziął do ręki długi patyk, którym zaczął bawić się w ognisku. Chłopak był przybity. Nie chciał rozmawiać i ostrożnie podchodził do swojego przyjaciela. Nate spojrzał na dziewczynę oczami pełnymi łez.
- Wyjdzie z tego- zapewniła go blondwłosa, chociaż sama miała wątpliwości co do tego. Rana była zbyt głęboka- Powiesz mi jak się tu znaleźliście?
Czarnowłosy wzruszył ramionami. Grzebał w ognisku, jakby szukał czegoś cennego.
- Nie powinno cię to interesować, a po za tym, to długa historia.  Dziewczyna uśmiechnęła się słabo.
- Jednak mam prawo wiedzieć. W końcu jestem mieszkańcem Berk- odparła chłodno. Zerknęła w stronę wyjścia, gdzie spostrzegła, że słońce powoli chowało się za horyzontem.
- Szukałem kogoś.- Nate w cale nie był skory do rozmowy, ale widząc surową twarz wojowniczki ciągnął dalej.- Szukam pewnej osoby, od dwóch lat. Wraz z Perłą, moim smokiem. Potem natknęliśmy się na jakiegoś smoka, był dziki…i gdyby nie Perła, zginąłbym.
Astrid słuchała uważnie. Interesowała ją opowieść Nate’a. Jednak ciągle spoglądała w bok, patrząć jak na niebie pojawia się coraz więcej gwiazd.
- Czy ten smok zaatakował was na Berk?
- Tak, Perła nie dałaby rady polecieć dalej- odarł, patrząc na smoka, który spał.
- Był czerwony?- dopytywała się Astrid. Miała pewne domysły, które musiała sprawdzić. Nate spojrzał na nią zaskoczony.
- Tak, ale skąd to wiesz?- zapytał i wrzucił badyl do ogniska, które od razu go pochłonęło.
- Prawdopodobnie to ten sam smok, który  i mnie zaatakował, gdyby nie moja smoczyca, też bym zginęła- odparła i podrapała się w rękę, gdzie miała brzydką bliznę, która była pozostałością feralnego dnia. Oboje patrzeli na siebie. Nate z niedowierzaniem, a Astrid ze smutnym wzrokiem. Schyliła głowę, żeby nie patrzeć na jeźdźca. – Wrócę tu jutro, muszę iść, bo będą mnie szukać- Blondynka wstała i podeszła do Perły.
- Trzymaj się, mała- pogłaskała ją delikatnie, a po jej ciele przeszedł dreszcz.
- A ty jak masz na imię?- spytał czarnowłosy, gdy już wychodziła. NAte nawet nie spojrzał w jej stronę. Nadal wpatrywał się tępo w skaczący ogień.
- Astrid- uśmiechnęła się do smoczycy, która na chwilę podniosła powiekę i chwilę później udała się do domu.

Czkawka martwił się o swoją dziewczynę. Nie widział jej od rana, tak jak większość mieszkańców. Jednak wiedział, że jest wojowniczką i że sobie poradzi. Lecz jak Czkawka miał w zwyczaju, martwił się. Po skończonym patrolu wracał do domu, gdy zobaczył Wichurę lecącą w nieznanym kierunku. Szybko dogonili smoczą przyjaciółkę, lecz nie zobaczyli jeźdźca na jej grzbiecie. Zdziwiony chłopak ustawił ogon Szczerbatka na automatyczny i wskoczył na Wichurę, która gwałtownie poruszyła się, wyraźnie zdenerwowana.
- Hej, spokojnie…-powiedział szatyn i sprowadził smoka na ziemię. Pogłaskał jej pysk, przyglądając się uważnie.- Zbłądziłaś?- Smoczyca skrzyknęła niczym kruk. Czkawka westchnął i zaczął prowadzić smoka do domu. Gdy tylko pojawi się Astrid, będzie musiał z nią pogadać. Po kilku minutach marszu dotarł do domu Hoffersonów. Wichura wbiegła do swojego kojca i od razu zasnęła.
- No to co, stary, wracamy do domu- mruknął Czkawka, ale gdy się obrócił zobaczył, że jego przyjaciel pieści się z Astrid. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo do szatyna, który przybrał surową minę i założył ręce na klatkę piersiową. Najwyraźniej oczekiwał wyjaśnień.
- Gdzie byłaś? Wszyscy cię szukali- zaczął.
- Przepraszam, byłam zajęta…rannymi- skłamała, lecz Czkawka nie dał się zbyć.
- Tak? To dlaczego nie widziałem cię w twierdzy?- Szczerbatek przysiadł na ziemi, wyraźnie zaciekawiony..
- Być może dlatego, że byłam akurat po zioła- Astrid była poirytowana. Kłótnia z Czkawką to ostatni, co chciała w tej chwili robić. W oddali usłyszeli śpiew Pyskacza.
- Byłem tam kilka razy, Śledzik też. Dziwne, że akurat wtedy cię nie było- warknął. Astrid zmarszczyła czoło i przewróciła oczami
- Nie chce mi się teraz gadać- odparła. Miała już wejść po schodach do domu, ale sztyn stanął jej na drodze.- Czkawka,  o co ci chodzi?!
- Chce tylko wiedzieć, gdzie byłaś. Wszyscy jeźdźcy cię szukali, w całej wiosce, od rana. Więc?
- Mówiłam. Krzątałam się po wiosce. Byłam w różnych miejscach. Nic dziwnego, że mnie nie znaleźliście- Astrid zaczynała się bać, że Czkawka przyciśnie ją do ściany, a wtedy musiałaby powiedzieć prawdę. Jednak Nate prosił ją o zachowanie tajemnicy. Syn wodza westchnął ciężko. Nagle coś z tyłu spadło, zwracając uwagę całej trójki. Astrid musiała się odwrócić. Jak się okazało, to tylko grupa straszliwców, które szperały w rybach. Czkawka dostrzegł plamę z tyłu głowy swojej dziewczyny. Odwrócił ją i przyjrzał się.
- Co ci się  stało?- w jego głosie Astrid usłyszała zmartwienie, co nieco ją uspokiło.
- Ah, to…spadłam ze schodów i uderzyłam się beczkę- skłamała i odwróciła się do szatyna. Czkawka nadal mierzył ją zaniepokojonym wzrokiem. Westchnął ciężko. Dał spokój dziewczynie, wiedział, że i tak się od niej niczego więcej nie dowie.
- Ukrywasz coś przede mną?- Zapytał  po chwili ciszy. Astrid przewróciła oczami i wzięła jego twarz w soje zimne dłonie.
- Nic, po prostu…cały dzień byłam zajęta i jestem zmęczona…
- Okej, niech ci będzie- uśmiechnął się i przytulił ją i po chwili pocałował na dobranoc.
- Dobranoc, Czkawka- rzuciła blondynka i weszła do środka, zanim chłopak jej odpowiedział.
-------------------------------------------------------------------------------------------------

W książce "jak wytresować sobie smoka" Czkawka nie miał żadnych problemów z dziewczynami. Jego najbliższą przyjaciółką była Camicazi, która jest odpowiednikiem filmowej Astrid. Lecz nie mieszkała na Berk. Należała do klanu Włamywaczek i tak jak Czkawka była następcą tronu. A to jej portret :))

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 11 

Gdzie jest Astrid?


          Na Berk powoli zapadał spokój, choć mieszkańcy mieli sporo pracy, ponieważ pożar wyrządził wiele szkód. Domy wyglądały jakby były pomalowane na czarno, a gdy się je dotknęło, drewno zaczynało się rozpadać. Dzięki tajemniczemu człowiekowi, ogień nie rozprzestrzenił się do lasu, co dawało ulgę każdemu, ponieważ bór dawał pożywienie.

          Pogoda także dopisywała. Mimo że był to początek marca, było ciepło. Wielu wikingów chodziło bez futer, ponieważ praca fizyczna  dodatkowo ogrzewała ich organizmy. Mężczyźni nosili nowe belki do odbudowy czy łatali dziury. Kobiety także nie próżnowały. Na polecenie wodza, łowiły ryby, polowały na zwierzęta czy chociażby zbierały ostałe owoce znajdujące się w spichlerzu, a że i on zajął się ogniem, nie było wiele do uratowania. Smoczy jeźdźcy także się nie oszczędzali. Za pomocą smoków pomagali wikingom chociażby w przynoszeniu narzędzi. Wikingowie byli bardzo pracowitym ludem. Zawsze musieli czymś zająć ręce, a odpoczywali dopiero po pracy, choć nie zawsze się wysypiali. Na Berk krążyło powiedzenie „Wiking odpoczywa dopiero w godzinę śmierci swojej”, co sprawdzało się bardzo często.

          Sączysmark zirytowany pomagał swojemu ojcu łatać dach spichlerzu.  Jako jeden z nielicznych nie przepadał za pomaganiem i ciężką pracą, jednak zawsze miał na celu ochronę wioski, jak przystało na wojownika. Hakokieł siedział u podnóża domu, oglądając co się wokół niego wyrabia. Sączyślin upuścił młotek, który spadł koło lewej łapy Koszmara Ponocnika.
- Ej, jaszczurze, podaj to!- Krzyknął , śmiejąc się. Odkąd jego syn „przygarnął”  Hakokła, wymyślił mu takie przezwisko. Smok nie miał nic przeciwko takiej ksywce, choć na początku prychał z urazą, gdy Sączyślin tak go nazywał. Gad chwycił w pysk narzędzie i jednym ruchem skrzydeł uniósł się do i rzucił młotek wikingowi.- Dzięki – odparł starszy Jorgenson. Sączysmark skinął głową i uśmiechnął się do swojego wierzchowca.

          Śledzik kręcił się po wiosce w poszukiwaniu Astrid. Nie widział dziewczyny od wczorajszego wieczoru, a miała przynieść okłady na poparzenia. Otyły chłopak zajrzał nawet do kuźni, gdzie blondynka rzadko przebywała. Westchnął ciężko, gdy i tam jej nie znalazł. Wskoczył na Sztukamięs i próbował wysondować przyjaciółkę, co nie było trudne, zważywszy, że dziewczyna miała bardzo jasne włosy.
- I co, Księżnisia, widzisz ją?- Zapytał Śledzik swojego smoka, klepiąc do dużej głowie. Smoczyca, z wywalonym językiem na wierzch, rozglądała się wokół.- No super…- prychnął jeździec. Po chwili koło niego zatrzymał się Czkawka.
- Hej, Śledzik, masz chwilę?- Zapytał wesoło.
- Yy…nie, znaczy tak, ale szukam Astrid- odparł. Szatyn zmarszczył czoło.
- Ah…pewnie lata gdzieś wokół wioski- powiedział Czkawka i obejrzał się do tyłu jakby właśnie tam znajdywała się blondynka.- Albo jest w twierdzy.
- Na Odyna, czy ona nie może usiedzieć w jednym miejscu?!- Krzyknął Śledzik. Nieczęsto coś doprowadzało go do szału, ale szukanie przyjaciółki od dwóch godzin daje się we znaki.  Czkawka zaśmiał się na widok gestykulującego jeźdźca. Chyba jako jedyny miał wspaniały  humor.
- Pomogę ci jej poszukać- powiedział szatyn- Ja  południową część wioski, ty północną- rozkazał.  Szczerbatek machnął skrzydłami mocniej i polecieli.- Tylko nie zapomnij o twierdzy!- Krzyknął na odchodnym, choć Śledzik pewnie tego nie usłyszał.

          Astrid zacisnęła zęby i powoli otworzyła oczy. Rozejrzała się i ujrzała pięknego smoka, który oddychał coraz ciężej. Próbowała się podnieść, ale związane ręce i nogi na to nie pozwalały. Przestraszyła się gdy poczuła pulsujący ból w potylicy. Dotknęła rany i poczuła lepką substancję, a gdy wyciągnęła zobaczyła krew. Skrzywiła się na ten widok i wytarła dłoń o bluzkę. Próbowała zmienić pozycję, ale zatrzymał ją suchy i ostry ton głosu.
- Nawet nie próbuj – nakazał. Astrid wysiliła się żeby dostrzec młodego mężczyznę siedzącego w kącie, kilka metrów od ogniska.
- Kim jesteś?-zapytała, starając się, aby jej głos nie drżał.  Tajemniczy jeździec wstał powoli i zbliżył się do blondynki, wyraźnie zaciekawiony. Dziewczyna przełknęła ślinę i  szarpnęła linę z nadzieją, że uda się ją rozerwać.
- Nikim ważnym- mruknął ze spokojem.- Dlaczego mnie śledzisz?- Astrid zatkało. Mrugnęła kilka razy i przyjrzała się chłopakowi, lecz nie mogła nic więcej dostrzec niż ciemnoniebieskich oczu i czarnych włosów wychodzących spod czegoś, co przypominało turban. Ubrany był cały na czarno, nie licząc brązowego pasa na którym wisiał woreczek i strzemię do podtrzymania broni.
- Ja? Ciebie?- zapytała z kpiną. Tajemniczy jeździec nie odpowiedział. Nadal przyglądał się dziewczynie.- Ej! Masz mnie wypuścić!- Astrid zaczęła krzyczeć, wierząc, że ktoś z wioski ją usłyszy. Chłopak zatkał dłonią jej usta. Smok, który dotychczas twardo spał, otworzył oczy i spojrzał równie zaciekawiony na dziewczynę. Wzrok jeźdźczyni spotkał się ze wzrokiem złoto- zielonego gada.
- Cicho bądź, kobieto!- warknął.
- Jeżeli mnie nie wypuścisz, zaczną mnie szukać, a wtedy będziesz miał kłopoty- odgrażała się.
- Kłopoty to ja już mam- odparł cicho i wstał. Dziewczyna spojrzała na smoka. Dopiero po chwili spostrzegła, że jest ciężko ranny. Westchnęła ciężko. Zrobiło jej się żal gada. Od trzech lat nauczyła się tak wiele o smokach i pokochała je.
- Przepraszam za…głowę…- dodał cicho.
- Ten smok…jest twój?- Zignorowała przeprosiny tajemniczego chłopaka. On skinął głową i podszedł do swojego przyjaciela. Astrid bacznie przyglądała się dwójce intruzów. Przestała się bać, widząc, że żadne z nich nie ma złych zamiarów. Nagle wpadł jej do głowy pomysł, aby się wydostać.
- Mam propozycję- powiedziała po długiej chwili ciszy. Chłopak spojrzał na nią smutnymi oczami. Smok zamknął oczy.- Wypuścisz mnie, a ja ci pomogę.- Jeździec spojrzał na nią zaskoczony, ale nic nie  odpowiedział. Dopiero po kilku sekundach odparł:
- Ja cię wypuszczę, a ty sprowadzisz mi na kark wikingów ze smokami. Nie, dzięki- Astrid przewróciła oczami.
- Twój smok…umiera. Jeżeli czegoś nie zrobisz, śmierć jest nieunikniona. Posłuchaj, znamy się na smokach jak nikt inny. Obiecuję, że nikomu nie powiem. Wyleczę twojego smoka, a ty zostawisz Berk w spokoju- jej słowa były mocne i pewne. Dziewczyna nie miała zamiaru korzyć się przed chłopakiem, ale w oczach smoka ujrzała błaganie  o pomoc. Nie mogła inaczej postąpić.
Chłopak zastanawiał się dłuższą chwilę. Nie miał zamiaru trzymać dziewczyny, bo do niczego mu się nie przyda. Chciał wyleczyć przyjaciela i uciec z tej przeklętej wyspy.
- Jaką mam mieć pewność, że nie sprowadzisz na nas kłopotu?
- Bo wikingowie dotrzymują słowa. A po za tym, ja też jestem jeźdźcem,  nie mogę pozwolić by jakikolwiek smok cierpiał- powiedziała dumnie. Czarnowłosy uwierzył jej, choć niechętnie przeciął liny. Był zmęczony ciągłymi walkami i ucieczką, dlatego miał gdzieś, czy blondynka mówi prawdę czy nie. Astrid wstała i jeszcze raz zerknęła na smoka.
- Nie zostało mu wiele czasu- rzekł cicho i ze smutkiem chłopak. Wojowniczka skinęła głową.

- Nigdzie się nie ruszajcie, niedługo przyjdę- wybiegła z jaskini czym prędzej  i udała się do Gothi. Serce biło jej  szybciej ze zdenerwowania. Wiedziała, że musi uratować tego smoka. Za wszelką cenę.Hahhhhasididiidsi



---------------------------------------------------------------
I jak? Proszę o SZCZERE komentarze, będę wdzięczna. Jakoś te rozdziały takie sobie są....postaram się pisać lepsze :)
A teraz chciałam podzielić się z Wami pewnym pomysłem. Czytałam wiele artykułów na temat JWS i pod jednym postem będę umieszczać jakąś ciekawostkę bądź podziele się z Wami moimi rysunkami i z JWS. Co Wy na to? :)

Może zacznę od pierwszego (być może wielu z Was wiedzą już to, ale jak ktoś lubi takie rzeczy i nie wiedziało danej rzeczy to się zjarzy, a mi poprawi humor :) )

Astrid w serialu oraz filmie miała niebieską bluzkę, co symbolizowało, że jest osobą zimną i bezuczuciową, zaś w drugiej części filmu  czerwoną bluzkę, która symbolizuje miłość i uczuciowość. Astrid nosi także o wiele więcej futra, co może wskazywać na to, że stała się spokojniejszą dziewczyną, choć zawsze ma przy sobie broń, pokazując, że nadal pozostała wojowniczką. Jednak używa jej do odstraszania niż zabijania. :))

To pierwsza ciekawostka ze świata "Jak wytresować smoka" :)

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 10 

Ciężki wieczór


          Na wschodzie wioski płomienie obejmowały coraz więcej domów. Wikingowie próbowali gasić swój dobytek i ratować domy. Na wyspie panował chaos; wszędzie biegający Wikingowie byli zdenerwowani i przestraszeni zarazem. Trawa stała się brązowa i jałowa od pożaru. Wydawać się mogło, że tylko smoki wiedziały co robić. Wszyscy smoczy jeźdźcy zajęli się gaszeniem oraz Lauren, miejscowa uczennica Gothi.
W oddali słychać było krzyki i lament wywołany  utraconym dobytkiem. Wikingowie byli przyzwyczajeni do tracenia swych ciepłych domów, ale to było trzy lata temu, kiedy smoki bez ustanku atakowały wioskę. Teraz było inaczej.
- Szybko, gasić pożar!- Krzyczał Stoik do ludu- Nie może dojść do lasów!- Pożar rozprzestrzeniał się szybciej niż kiedykolwiek, a było to winą suchego wiatru. Do wodza podszedł Pyskacz, którego przywołał chwilę temu.
- Pyskacz, wyślij kogoś na zwiady. Jeżeli to wróg, mamy poważne kłopoty- Stoik nie patrząc na przyjaciela, rozejrzał się wokół. Był bardziej zdenerwowany niż inni. Jako wódz musiał zapewnić bezpieczeństwo każdemu, a widząc kompletne zgubienie Berk, tracił pewność.
- Jasne, już się robi.- Pyskacz pobiegł tak szybko jak tylko mógł. Drewniana proteza nogi nie ułatwia cale życia.
- Tato!- Stoik usłyszał głos dobiegający zza jego pleców. Gdy się obejrzał ujrzał Wichurę, a niej Astrid i Czkawkę, który nie czekając aż smok wyląduje, zeskoczył.- Co się dzieje?
- To, co widzisz- powiedział ostro, ale natychmiast opanował się.- Zajmijcie się gaszeniem domów i dopilnujcie, żeby lasy nie zajęły się ogniem.- Czkawka skinął głową i wskoczył na Wichurę. Chłopak miał złe przeczucia. Ilekroć widział ojca w  takim stanie, wolał się nie narażać. Jednak martwił się o niego. Codziennie Stoik przychodził zmęczony i obolały, ale nie narzekał. Każdego dnia wstawał jak inni i pomagał swojemu ludowi. Dlatego Czkawka widział w ojcu autorytet godny naśladowania. Chciał być taki jak on, ale sądząc po jego charakterze, nie mógł.
          Czkawka musiał zostawić Szczerbatka pod opieką Gothi, ponieważ nie mógł latać, a proteza i siodło zostały w domu, który już dawno spalił się. Nie chciał zostawić najlepszego przyjaciela, ale nie miał wyboru. Smok nie chciał go puścić, za bardzo się bał o chłopaka, a w ostatnim czasie Nocna Furia zrobiła się bardziej nadopiekuńcza.

Wichura chwyciła balię  i wylała zawartość na pobliskie budynki.
- Nie damy rady ugasić tego ognia!- Krzyknęła Astrid do Czkawki. Chłopak popatrzył na nią a potem w dół. Rzeczywiście, pożar wydawał się dziwny i trudny do ugaszenia, a Wikingowie zawsze radzili sobie z ugaszaniem. Przecież mieli trzystuletnie doświadczenie.
- Trzeba więcej wody- ciągnęła blondynka. Szatyn skinął głową. Jeźdźczyni nakazała smokowi aby chwyciła balię i poleciała nad ocean.



          Jeździec okrył się czarnym płaszczem i z troską spojrzał na smoka, który cały czas spał. Stracił za dużo krwi i nie miał siły się podnieść. Chłopak wiedział co robić, lecz  w ciężkiej  sytuacji Berk nie mógł nikogo poprosić o pomoc. Pogłaskał przyjaciela po głowie i ruszył ku wyjściu. Musiał coś zrobić, zanim wyspa doszczętnie się spali. Gdy tylko wyszedł z groty ujrzał w oddali jarzące się domy, studnie oraz kawałek lasu Odyna. Wiedząc na co się naraża, ruszył do przodu. Założył chustę i pobiegł do wioski. Miał nadzieję, że poprzez chaos panujący wokół, nikt go nie rozpozna. Chwycił wiadro i rzucił wodą na pobliski ogródek, lecz ogień nie ustąpił. Jakby był żywy. Jeździec stał i przyglądał się płomieniom. Już raz coś takiego widział. I to nie raz. Chłopak upuścił wiadro i z przerażeniem pobiegł do pierwszego lepszego smoka. Był to Koszmar Ponocnik. Wsiadł na niego, prędzej chwytając balię, i ruszył w stronę plaży Thora. Po kilku sekundach lotu, nabrał piasku i  rzucił się do gaszenia pożaru. Uśmiechał się triumfalnie, widząc jak żwir poskramia ogień.
- Ludzie! Gasić piaskiem, nie wodą!- Krzyczał najgłośniej jak tylko mógł. Wikingowie spojrzeli po sobie.- No jazda! Woda nie pomoże!- Warknął na dwóch mieszkańców, którzy posłuchali i czym prędzej pobiegli na plażę.
Reszta Wikingów nadal ugaszała wodą, ale gdy zobaczyli cudowny piasek, zaprzestali i robili to co reszta.
Po godzinie wioska była bezpieczna. Co prawda wszystko wyglądało jak pogorzelisko, ale na szczęście nikt nie ucierpiał. Tajemniczy jeździec wybył, tak szybko jak przyszedł z pomocą. Podziękował Koszmarowi za lot i pobiegł do groty.
Noc była zimna, jakby  i ona chciała pomóc dogaszać pogorzelisko swą ujemną temperaturą. Wikingowie, których domy były całe, zorganizowali noclegi i ciepły posiłek. Stoik sprawdzał czy nikt już nie potrzebuje pomocy.
- Matko, padam z nóg!- Jęczał Sączysmark- Ja i Hakokieł cały wieczór lataliśmy po wodę!- Grupka nastolatków zebrała się w twierdzy, gdzie przesiadywali aby odpocząć.
- Biedactwo- rzucił z sarkazmem Mieczyk- jak by nie spojrzeć, każdy miał robotę, człowieku. Nie tylko ty uganiałeś się za ogniem.- Spojrzał na Szpadkę, która zasypiała oparta o słup. Po chwili dołączył również Czkawka z nadszarpniętym rękawem. Obok niego dreptał Szczerbatek, po którego przyszedł zaraz po pożarze. Usiadł na wolnym krześle i słuchał niezadowolenia przyjaciół. Spojrzał na zmęczone twarze przyjaciół.
- Ej, a gdzie Astrid?- Zapytał z chrypką.
- U Gothi, pomaga jej i Lauren parzyć zioła wzmacniające- odparł Śledzik, który cały czas leżał koło Sztukamięs.
- Aha…-mruknął Czkawka. Chciał pójść odpocząć, wyspać się, i najlepiej polatać ze Szczerbatkiem. Położył głowę na stole i nawet nie zorientował się, że zasypia.


- Hej, jak się czujesz?- Zapytał jeździec swojego smoka. Ten w odpowiedzi mruknął i leniwie otworzył oczy. Czaił się w nich strach, a jego przyjaciel wiedział, że to strach przed śmiercią.- Nie bój się, nie pozwolę, aby kolejna osoba przeze mnie zginęła.- Położył rękę na pysku stworzenia i głaskał czule.

          Astrid właśnie wracała z porcją ziół do Twierdzy, kiedy Wichura upuściła talerz, który potoczył się kilkanaście metrów dalej. Zmęczona wojowniczka odłożyła zioła na  ziemię i ruszyła tropem naczynia.
- Wichurka, leć do twierdzy- powiedziała do przyjaciółki. Smoczyca skrzyknęła niczym wrona i ruszyła. Astrid nauczyła tego Wichurę niedawno, kiedy w Smoczej Akademii odbywały się treningi. Było ciężko nauczyć tego Wichurę, ale o długich i ciężkich dniach, udało się. Jak widać nauka nie poszła w las.
Gdy blondwłosa dosięgnęła naczynia, zauważyła na grocie plamę. Gdy podeszła bliżej, spostrzegła, że to plama krwi, która ciągnęła się do środka. Zaciekawiona weszła do środka. Zauważyła malutki płomień, palący się kilkanaście metrów przed nią. Spojrzała na zimne i ciemnoszare ściany jaskini i od razu przeszły ją ciarki. Nagle zatrzymała się, widząc smoka, który spał. Oniemiała z wrażenia. Gad zrobił na niej wrażenie: piękne złoto- zielone łuski, potężne cztery łapy i długi ogon najeżony kolcami jak u Śmiertnika. Chciała się wycofać, ale było za późno. Ktoś uderzył ją w głowę i upadła nie przytomna. Jedyne, co zobaczyła, to zaciekawione oczy, które wbiły spojrzenie w nią.


------------------------------
Jest tu kto? Mało Was ;(. Jeżeli podoba Wam się ten blog, proszę chociaż o jedno słówko w komentarzu. Zastanawiam się nad zakończeniem działalności. No niestety, kiepskie  rozdziały= mało czytelników. :/

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 9

Atak

          Smok krył się w jaskini od wielu dni. Jego rana na skrzydle wciąż krwawiła, sprawiając ból. Gad nie jadł od wielu dni i był wycieńczony ciągłymi wrzaskami ludzi z pobliskiej wioski. Spinał wszystkie mięśnie aby na moment wyjść z ukrycia i przyjrzeć się swoim dalekim krewniakom. Nie widział innego smoka od kilku lat, więc tym bardziej ich widok go cieszył. Czerwony jaszczur, zmieniając ubarwienie, wtopił się wraz z krzakami i przyglądał nocnej furii oraz chłopcu, który na nim siedział. Oboje byli zabiegani i starali się uporządkować hałas i zabieganie Wikingów. Cała wioska już słyszała o dziwnej przepowiedni Gothi i zaczęła się denerwować. Nie mieli żadnego wroga od kilku miesięcy, ale broni i dobrze wyszkolonych ludzi nie zabrakło. Słysząc trzaśnięcie gałązek, smok szybkim ruchem pobiegł do jaskini, ale ktoś go dogonił.
- A co ja mówiłem na temat wychodzenia, kolego?- zapytał jego jeździec, wchodząc do groty. Położył kilkanaście ryb na ziemie i przyjrzał się ranie przyjaciela. Przetarł jego skrzydło, zbierając krew na opuszki palców. Smok prychnął niezadowolony, że dał się przyłapać, ale od razu zaczął zajadać się śniadaniem.- Nadal się nie goi…Jeżeli tak będzie dalej, pójdę po pomoc- na te słowa smok ożywił się i wyszczerzył ostre zęby. Chłopak założył ręce na klatkę piersiową.- Masz jakieś inne wyjście? Wiem, że nie chcesz mieć nic wspólnego z ludźmi, ale robię to dla twojego dobra.

          Ciemnowłosy chłopak podrapał przyjaciela po głowie, a następnie przysiadł obok ogniska. Chciał odlecieć z wyspy jak najszybciej, ale nie mógł, co strasznie go irytowało. Bał się, że ktoś mógł go zobaczyć. Westchnął ciężko, myśląc, co ma robić dalej. Wie, że smok nienawidzi ludzi i często dziwił się, że jemu udało się do siebie przekonać, choć był człowiekiem. Wyjrzał z groty, a gdy upewnił się, że jest bezpiecznie, wrócił.

          Czkawka padał ze zmęczenia, jak i Szczerbatek. Oboje zrobili kilkanaście kursów nad ocean, aby łowić ryby. Stoik nakazał wszystkim mieszkańcom przygotować się na niebezpieczeństwo, a że wierzy w przepowiednie Gothi, bardzo się tym przejął. Nie mógł pozostawić ojca bez pomocy, w końcu jest synem wodza, ale to nie zwalnia go z obowiązków. Wręcz przeciwnie, Stoik powierza mu najwięcej zadań. Chłopak przekręcił się na bok. Jego mięśnie niemiłosiernie paliły. Miał ochotę wskoczyć do zimnej wody i zostać tam kilka godzin w ciszy i spokoju, sam. Nawet nie przebrał się, tylko wtulony w poduszki zasnął.
Następnego dnia wszyscy Wikingowie byli  o wiele spokojniejsi. Jak co dzień pracowali i próbowali jakoś odepchnąć myśl o wojnie. A kobiety, jak to kobiety,  plotkowały i tworzyły historie, które były niedorzeczne i za bardzo surrealistyczne.

          Pogoda była ciepła jak na środek lutego, co było rzadkością jak na Berk, ale nikt  nie narzekał. Czkawka wstał późnym popołudniem i jedyne, na co miał ochotę, to porządnie zjeść. Gdy tylko zszedł na dół wziął kurczaka i kilka warzyw. Szczerbatkowi zaś przyniósł ulubione jesiotry i tuńczyki. Po kilku minutach skończyli jeść, a gdy Czkawka odkładał kosz, ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, wszedł.
- Cześć..-mruknęła Astrid, która była jeszcze w  gorszej kondycji niż szatyn. Podeszła do Czkawki i pocałowała go w policzek, a po chwili usiadła na miejscu chłopaka. Nocna furia nie czekała długo i również przywitała się z blondynką.
- Oho, widzę, że nie tylko ja jestem nie wyspany- Czkawka przetarł blat ręcznikiem, a potem rzucił go do koszyka na materiały. W domu było dość ciemno, więc jeździec otworzył okna.
- Daj spokój, nie czuję nóg…- dziewczyna oparła czoło o swoją rękę. Czkawka usiadł obok niej i oparł się na krześle.- A to jeszcze nie koniec… Słuchaj, o co chodzi z tą przepowiednią?
- Gothi przepowiedziała jakieś niebezpieczeństwo. Niby, że zaatakuje nas smok, najgroźniejszy jakiego nigdy nie widzieliśmy, ale czy to prawda, to nie wiem- odparł. Blondynka spojrzała na niego.- No co?
- Może warto byłoby przeczesać Berk, wiesz, tak dla pewności.- Czkawka pokręcił głową.
- Nie, to zły pomysł. Tata zakazał latania dalej niż poza wioskę. Wiesz jaki on jest, wszystko musi być idealne.- Astrid wyciągnęła nogi pod stół, a ręce skrzyżowała na klatce piersiowej. Mina i jej poza zdradzały, że będzie z tym polenizować, na co Czkawka nie miał ochoty.
- Przecież jesteśmy od tego, by bronić Berk, prawda?
- Oczywiście, ale zrozum, że to rozkaz mojego ojca. Gdybym ja był wodzem zrobiłbym inaczej-powiedział bez przekonania. Wpatrywał się w Szczerbatka i na jego siodło. Zupełnie zapomniał, żeby mu je zdjąć. Podszedł do przyjaciela i szybkim ruchem ściągnął siedzisko.
- Kiedyś nim będziesz- odparła cicho dziewczyna. Nie chciała nic więcej mówić, bo kiedyś rozmawiając z chłopakiem na ten temat, bardzo się zdenerwował. Mówił, że nie spieszno mu do przejęcia obowiązków wodza, a miał już prawie osiemnaście lat. Jednak i tak martwiła go myśl o tym, że jego ojciec pewnego dnia zacznie rozmowę na ten temat. Ale póki co, bawił się w bycie szefem Smoczej Akademii. Chciał mieć jak najwięcej czasu, ponieważ w głowie kłębiło mu się wiele pomysłów na przeróżne wynalazki, ulepszenia.
- Poczekam- uśmiechnął się do swojej dziewczyny i usiadł z powrotem na swoje miejsce. Astrid również uśmiechnęła się, choć przy jej wyglądzie żywego trupa niezbyt dobrze to wyglądało.- Masz jakiś pomysł na dziś?
- W  sumie, kiedyś wspominałeś o jakiś kostiumie, który chcesz skonstruować. Masz może jakieś plany?
- Pewnie, zaraz je przyniosę- chłopak poszedł po notes i po kilkunastu sekundach był już na dole. Pokazał dziewczynie szkic kostiumu, który chciał zbudować. Astrid przypatrzyła się dziwnemu rysunkowi, który przedstawiał szybującego Czkawkę w tym właśnie stroju.
- Pomysł bardzo…oryginalny- zaczęła niepewnie- ale czy to wypali? No bo wiesz…latający człowiek?- Czkawka zaśmiał się szczerze z miny swojej dziewczyny.
- Jeżeli nie spróbuję, nie dowiem się.
Nagle Szczerbatek podniósł się i nastawił uszy. Spojrzał w kierunku drzwi a następnie warknął.
- Hej, mordko, co się dzieje?- spytał przestraszony szatyn. Podszedł do smoka i położył rękę na głowie. Po chwili w dom strzeliła ogromna kula ognia, zapalając wszystko. A że dom był z drewna, płomienie szybko zajęły pomieszczenie. Astrid szybko wstała i ruszyła do drzwi, ale sypiące się kawałki drewna to nie umożliwiły.
- Na górę!- Krzyknął Czkawka i złapał Astrid za rękę. Smoka mocnym ruchem łapy otworzył drzwi. Popędził głową jeźdźców do okna. Szatyn pomógł wydostać się najpierw Astrid, a następnie sam wyszedł. Szczerbatek był zwinniejszy, więc jednym ruchem wyskoczył.
- W porządku?- Zapytała blondynka, strzepując popiół z ubrania. Czkawka oglądał jak dom wodza znika w objęciach płomieni.
- Tak- odparł krótko. Dopiero po chwili zauważyli, że Wikingowie biegają z bronią w rękach. Wzrokiem szukał ojca, ale nie mógł go znaleźć. Polecieć też nie mógł, bo Szczerbatek jest bez siodła i protezy.- Musimy znaleźć tatę.

Astrid kiwnęła głową i w trójkę ruszyli po Wichurę.

środa, 6 maja 2015

Rozdział 8

Poszukiwania 

          Grupa nastolatków włóczyła się w lesie już od kilku godzin. Coraz częściej słychać było pojękiwania Sączysmarka i bliźniaków. Szukali czerwonego smoka, który powinien przesiadywać na północnym- wschodzie Berk, ale i tam go nie ma, więc, chcąc nie chcąc, wikingowie musieli przeszukać całe lasy wyspy.
Czkawka zapisywał notatki w swoim notesie i co kilkanaście minut z westchnieniem przekreślał na mapie kolejną część. Przeszli się również do urwiska, gdzie Szczerbatek wyczuł zapach nieprzyjaciela, jednak było zbyt ciemno, aby cokolwiek zauważyć. Szatyn rozejrzał się wokół. Nic się nie zmieniło: połamane drzewa, wypalona trawa, pęknięte skały- wszystko było jak poprzednim razem.
          Jeźdźcy wskoczyli do urwiska za pomocą swych smoków i po raz kolejny przeczesywali teren. Sączysmark i dwójka rodzeństwa nie mieli zielonego pojęcia, co tak naprawdę robią, ponieważ nie znali przyczyny długiego spaceru po lasach. Mimo to, nie zapytali ani razu. Szpadka i Mieczyk obijali się kamieniami po drodze i szukali robaków, które następnie podłożyli Jorgensonowi w spodnie. Chłopak przestraszył się i krzyknął, dotykając swojej łydki.
- Nie macie nic lepszego do roboty?!- Warknął rozwścieczony. Rodzeństwo zachichotało i Mieczyk kopnął przyjaciela w hełm.- Czemu zawsze mnie musicie dręczyć!?
- Kogoś musimy, no nie brat?- Szturchnęła Mieczyka łokciem. Ten pokiwał twierdząco głową i przybił piątkę z bliźniaczką.
-  Ludzie, błagam, pobawicie się jak wrócimy!- Krzyknęła Astrid, która ni stąd ni zowąd pojawiła się przy trójce. Spojrzała na nich z politowaniem.- No ruszać się, nie  mamy czasu!
Na rozkaz blondwłosej ruszyli do przodu. Dogonili Śledzika i Czkawkę, którzy zajęci byli mapą. Gdy w końcu zakończyli rozmowę poszli na zachód. Po dwudziestu minutach marszu odezwała się Astrid, która wędrowała przy Czkawce.
- To nie ma sensu…Był smok, teraz go nie ma. Chyba nie wyparował!- Dziewczyna nie była w najlepszym nastroju. Ręka nadal ją piekła i na dodatek zostawiła okropną bliznę. Jednak Astrid została nie wzruszona. Przecież nie mogła się popłakać, że jej dłoń została oszpecona. Jest twardą wojowniczką. A wojownicy nie narzekają.
- Spokojnie, może po prostu przeniósł się w inne miejsce- Czkawka starał się ją uspokoić, chociaż i jemu poszukiwanie dawało się we znaki. Noga zaczęła go bolec, co często się działo, gdy za dużo chodził. Miał wrażenie, że proteza się kurczyła.
- Przeszukaliśmy prawie całe Berk, a po smoku ani śladu- powiedziała zrezygnowana. Zrobiła kilka kółek ramionami, aby trochę rozmasować bolące miejsce.
- A może on odleciał?- wtrącił się Śledzik. Dwójka jeźdźców popatrzyła na niego. Chłopak wydawał się być spięty i odrobinę przerażony. W końcu na własne oczy widział potwora.
- Być może, ale nie mamy pewności. Dobra w takim razie na dzisiaj koniec. Jutro będziemy szukać z powietrza- zarządził Czkawka. 
          Wszyscy z ulgą wsiedli na smoki i rozeszli się w swoje strony. Było już późne popołudnie, a syn wodza miał także inne obowiązki. Czym prędzej dotarł do kuźni Pyskacza. Kowal ucieszył się na jego widok.
- O, witam!- Krzyknął i podniósł maskę.
- Cześć, Pyskacz- odparł Czkawka mniej entuzjastycznie.- Co mam robić?
- Dziś tylko ostrzenie. Nie jest tego dużo, więc jak się sprężysz, to szybko wyjdziesz.- Stary wiking wskazał na wózek z bronią, po czym wrócił do swojego zajęcia.
Szatyn niechętnie wziął się za robotę. Wyjął pierwszy topór, a żeby praca nie dłużyła się jeszcze bardziej postanowił pogadać z Pyskaczem.
- Myślisz, że na Berk mógłby przylecieć jakiś nieznany smok i…wiesz, mógłby tak po prostu zamieszkać?- Kowal nadal kuł żelazo, ale bez najmniejszego problemu odpowiedział:
- To całkiem możliwe, a czemu pytasz?
- Z ciekawości. Prowadzimy różne książki na temat legowiska smoków…wiesz, takie tam rzeczy.- Włożył topór do skrzyni i wyjął następny. Zakręcił kilka razy kołem i przyłożył broń. Nagle sobie przypomniał, że chciał spytać Pyskacza o coś jeszcze.
- Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, żeby ludzie mogli latać?
- No tak,  na smoku- odparł. Wyłożył długi miecz ze złotą klingą i wyjął cienkie dłuto, aby zrobić ozdobny wzór.
- Nie o to chodzi, tylko żeby ludzie latali sami. Jak smoki czy ptaki.- Pyskacz roześmiał się. Nigdy nie pomyślał, że Czkawka będzie wygadywał takie bzdury.
- Oj, Czkawka, Czkawka…zamiast mieć głowę w chmurach, zejdź na ziemię i weź się do roboty. Jak niby sobie to wyobrażasz? Wyrosną ci skrzydła?- Czkawka wzruszył ramionami. Od pewnego czasu myślał nad budową skrzydeł, dzięki którym będzie mógł sam latać. Miał różne pomysły, ale ten nawet jemu wydał się dość szalony.
- Tak mi przez głowę przeszło- wrzucił topór do skrzyni i wyjął miecz. Reszta pracy minęła mozolnie, co tylko irytowało jeźdźca. Gdy skończył, pędem ruszył ku Szczerbatkowi, aby móc polatać.
          Smok wzbił się w powietrze, rycząc ze szczęścia, że może polatać. Smok, gdy nie może latać, to nie smok. Pomyślał Czkawka. Nastawił ogon tak, aby mogli szybciej lecieć. Jednak chłopak musiał zwolnić, gdyż opór powietrza rozrywał jego twarz. Czkawka musiał mrużyć oczy, ale i tak prędkość Nocnej Furii była za duża.  Zrobili kilka beczek i wlecieli w chmury. Jeździec zauważył, że jego smok zrobił się znacznie szybszy, choć latali tyle samo godzin, co trzy lata wcześniej. Pogłaskał swojego przyjaciela za uchem. Szczerbatek zaśmiał się i wystrzelił plazmą, tworząc kłębek ognia.
- No nie…-powiedział zmęczony chłopak. Wlecieli w dym, a gdy wyszli, Czkawka miał ubrudzoną koszulę oraz twarz.- No wielkie dzięki, stary. Przełączył ogon do kolejnej pozycji i zawrócili ku Berk.


          Stoik i Pyskacz szli do Gothi, aby wywróżyła pogodę na przyszły miesiąc. Ponieważ zbliżała się wiosna, niebezpieczeństwo pożaru wzrosło. Musieli wspiąć się na sama górę, gdyż żaden z nich nie miał smoka. Gdy tylko weszli na podest, sapali z wysiłku.
- Już nie te czasy…-westchnął Pyskacz i wyprostował się. Stoik zapukał do drzwi, które po kilku sekundach otworzyły się. Gothi, jak zwykle, miała przy sobie laskę. Kobieta wyszła na zewnątrz , kierując się do kopca żwiru. Jednak wcześniej wzięła kubek i kości kurczaka. Wsypała je do pojemnika,  zatrzęsła i wyrzuciła na skrzynie, która znajdowała się obok piasku.  Szamanka przyjrzała się uważnie, a po chwili pisała wiadomość dla wodza.
- Pyskacz, przetłumacz- nakazał Stoik. Kowal poczłapał do kobiet i mrużąc oczy, powiedział:
- Babka pisze, że będzie sucho, a deszcze pojawią się dopiero pod koniec miesiąca.- Wódz pokiwał głową.
- Nie dobrze. Będziemy musieli zbudować jakieś pojemniki z wodą, na wszelki wypadek. A znając Sączysmarka i bliźniaków, łatwe to nie będzie…
- No to co, zbieramy się. Muszę dokończyć  ozdabianie miecza-  już miał iść, gdy ztrzymała go laska szamanki, spoczywająca na jego ramieniu. Kowal podszedł jeszcze raz do piasku, gdzie Gothi coś pisała.
- Pyskacz, co ona tam pisze?
- Jest tu napisane, że…mamy strzec się czegoś- poczekał aż babka skończy ostatni wers zdania- Gothi pisze, że to coś jest już na Berk.
Stoik zmarszczył czoło. Założył ręce na klatkę piersiową i zapytał:
- Czy to Dagur?- Szamanka pokręciła przecząco głową- więc co  to jest?
Gothi zabazgrała coś na piasku.
- To jakiś gad, ja wiem, wygląda to na smoka- Pyskacz wzruszył ramionami.

- No nic, będziemy w gotowości. Pyskacz zwołaj ludzi to twierdzy, będę musiał wprowadzić kilka zmian…- Wódz ryszył do wyjścia wraz z Pyskaczem, który był zaintrygowany przepowiednią Gothi. Gdyby był to wróg, nie przestraszył by się, jednak zagrożeniem był smok. Krzykozgon zostawił archipelag w spokoju dawno temu, więc musiał być to zupełnie inny gad. Pomyślał kowal. Nim się obejrzał stał na ziemi. Pożegnał z przyjacielem i ruszył  zawiadomić osadę.




------------------------------------------

Taa, wiem, długo nie pisałam. Taki mały dołek miałam. Ok, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :). A i mam małą prośbę: czytasz= komentujesz= dajesz radochę i motywujesz :)

To tyle z mojej storny :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7 " Wszystko od nowa"


        Był mroźny poranek na Berk. Wikingowie chronili się przed chłodem, zamykając się w ciepłych domach. Zima w tym roku nie pozwalała o sobie zapomnieć. Śnieg padał cały czas i utrudniał wszelakie prace. Dnie wydawały się krótkie, a pogoda, która towarzyszyła opadom śniegu sprawiała, że większość Wikingów miała zły humor. Słońce  całkowicie schowało się za burzowymi chmurami. Domy mieszkańców pokrywał biały puch, a mgła, która unosiła się wokół wyspy, powstrzymywała nawet smoki, które uziemione były od wielu dni.
             Jedynie Pyskacz nie tracił zapału i dobrego humoru. Srogą zimę przesiadywał u Stoika lub w kuźni.
Czkawce nie udzielał się tak dobry humor. Nie mógł latać na Szczerbatku, nie mógł także rysować, bo skończył mu się węgiel, a na dodatek Astrid jest na niego wściekła. To wszystko potęgowało jego podły nastrój. Krążył po pokoju, próbując się uspokoić, ale nie wielu mu to pomogło. Usiadł na łóżku i położył łokcie na kolanach, usiłując poukładać w głowie ostatnie dni.  Śledzik i Astrid znaleźli smoka, ale szaty nie miał tyle szczęścia, choć pobojowisko i reakcja Szczerbatka wskazywało, że gad jest  w pobliżu. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego przestał szukać. Mimo złej pogody chciał iść do lasu i znaleźć przeklętego smoka. Ale Stoik zakazał wszystkim opuszczania wioski. Nie chciał ryzykować. Śledzik dokładnie opisał mu wygląd gada, który zgadzał się z opisem Astrid.
              Westchnął ciężko i wściekle uderzył w zagłówek łóżka. Był zły na siebie, że nie uwierzył blondynce. Od dłuższego czasu nie spędzali ze sobą czasu, nie licząc godzin w Akademii i na treningach. Kiedyś tak bardzo zależało mu na jej przytuleniu, spędzaniu z nią choć trochę czasu „sam na sam”, brakowało mu nawet zwykłej rozmowy na luzie. Zakochał się w niej,, ale to nic nie znaczyło, jeżeli nie mógł zdobyć się na szczere „przepraszam”. Nawet rzadko okazywał jej uczucia. Nienawidził, gdy ktokolwiek krzywdzi jego rodzinę czy przyjaciół, a tymczasem zranił osobę, na której cholernie mu zależało.
          Podniósł się gwałtownie z łózka i zszedł na dół, budząc swojego smoka. Czkawka narzucił na siebie kożuch i rzucił do ojca, który w najlepsze rozmawiał z Pyskaczem:
- Zaraz będę. Idę do Astrid- powiedział zdenerwowany. Kowal spojrzał na Stoika zdziwiony zachowaniem czeladnika. Ten tylko machnął ręką, pociągając kolejny łyk jaczego mleka.- Nie, Szczerbatek, zostajesz- smok prychnął i wrócił na górę, aby dokończyć przerwaną drzemkę.
Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, uderzyła go fala mroźnego powietrza, a śnieg od razu zaczął do niego przylegać. Chłopak zarzucił kaptur i rozejrzawszy się wokół, ruszył w kierunku domu swojej dziewczyny.
         Czkawka po kilku minutach marszu dotarł na miejsce. Zapukał głośno, ponieważ bał się, że zamieć zagłuszy wszystko. Drzwi otworzyła Eira, mama Astrid. Uśmiechnęła się przyjaźnie i zaprosiła do środka. W domu unosił się słodki zapach lawendy wymieszany z zapachem ziołowej herbaty. W kominku ogień tańczył dziko, dając ciepło. Chłopak zdjął kożuch i odłożył go na półkę stojącą przy drzwiach.
- Astrid, masz gościa!- Krzyknęła mama dziewczyny, ale blondynka nie pojawiła się- może idź do jej pokoju. Przez ten wiatr nic nie słychać!- Kobieta zaśmiała się i usiadła przy kominku, biorąc do ręki haft przedstawiający Wichurę.
         Czkawka wszedł powoli na górę, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Zapukał, po czym wszedł do środka. Astrid siedziała przy biurku i pochłonięta pracą nie słyszała nawet stukania metalowej nogi szatyna. Dopiero gdy chrząknął znacząco, odwróciła się lekko przestraszona.
- O, Czkawka, hej- powiedziała, odwracając się do niego- przyszedłeś się kłócić?
- Nie bądź taka, Astrid. Przyszedłem przeprosić…nie tylko za tego smoka- zrobił kilka niepewnych kroków do przodku, aż w końcu usiadł na brzegu łóżka. Rozejrzał się po pokoju. Wszędzie leżały papiery, ubrania, miecz i ulubiony topór blondynki. Nad łóżkiem i biurkiem wisiały rysunki siodeł, wszelakich ulepszeń, ale nie zabrakło portretów jej rodziny, Wichury, Berk. Czkawka przykuł uwagę na jeden z nich. Przedstawiał jego i Astrid, trzymających się za ręce. Jego oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawił się uśmiech.
- Wiem, że ostatnio nam nie szło najlepiej- zaczął niepewnie- szczerze mówiąc, w ogóle nam nie szło. I wina leży po mojej stronie…
- Czkawka…- powiedziała zaskoczona dziewczyna, ale szatyn przerwał jej.
- Poczekaj. Nie uwierzyłem ci, że widziałaś tego smoka…Sam nie wiem dlaczego ci nie uwierzyłem. Może dlatego, że ostatnio dużo się działo… Musiałem zastąpić ojca, Akademia została zniszczona i jeszcze ten atak zmiennoskrzydłych- westchnął i spojrzał na Astrid, która wpatrywała się w niego z zaskoczeniem- No i jestem wściekły, że nie spędzamy ze sobą czasu. Cały czas zajmuję się smokami, Akademią, a nawet kuźnią. Chyba zapomniałem kim dla mnie jesteś. A jesteś dla mnie… naprawdę ważna. I nie chcę, aby to się zmieniło. Przepraszam, Astrid.
Blondynka była zaskoczona. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Mimo że była na niego wściekła, nie potrafił dłużej się gniewać, choć zasłużył sobie. Patrzył na nią, licząc na jakąkolwiek reakcję. Nawet ulżyło by mu, gdyby rzuciła się na niego z pięściami. Dziewczyna wstała powoli. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- No... masz rację. Źle zrobiłeś. I naprawdę dziwię się, że nie próbowałeś mi pomóc- założyła ręce na klatkę piersiową- ale widzę, że zrozumiałeś.- Podeszła do niego w ramię.
- Co nie znaczy, że całkowicie mi przeszło- Astrid dłużej nie wytrzymała i pocałowała go w usta. Młodzi bardzo się za tym stęsknili, ponieważ nie oderwali się od siebie przez kilka minut.
- To co? Zaczniemy od nowa?- Uśmiechnął się, gdy dziewczyna pokiwała głową, śmiejąc się. Zbliżył się do niej i jeszcze raz pocałował. Gdy tylko usłyszeli kroki, przestali i cali czerwoni spojrzeli na drzwi od pokoju dziewczyny. Do środka wszedł mały straszliwiec. Czkawka uśmiechnął się i spojrzał na blondynkę, która głaskała małego smoka.
- Znalazłam go kilka dni temu w lesie. Był zaplątany w sieć- wzięła go na ręce i zaczęła głaskać. Maluch oblizał jej dłoń i zaczął układać się do drzemki.- jak tylko pogoda się uspokoi, przeszukamy Berk jeszcze raz i usuniemy pułapki.
Czkawka skinął głową. Wziął do ręki ołówek oraz kartkę i zaczął rysować Astrid trzymającą smoczka. 

-------------------------------------------------
Wiem, że rozdział jest zagmatwany i tak dalej, ale nie wiedziałam o czym dalej napisać. Na dodatek pisałam to opowiadanie na niemieckim i matmie, więc nie dziwię się, że jest dziwny. Chciałam zacząć pisać "od nowa", opisując właśnie relację między Czkawką a Astrid. Trzymajcie kciuki, aby następne nn były lepsze :)