wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 10 

Ciężki wieczór


          Na wschodzie wioski płomienie obejmowały coraz więcej domów. Wikingowie próbowali gasić swój dobytek i ratować domy. Na wyspie panował chaos; wszędzie biegający Wikingowie byli zdenerwowani i przestraszeni zarazem. Trawa stała się brązowa i jałowa od pożaru. Wydawać się mogło, że tylko smoki wiedziały co robić. Wszyscy smoczy jeźdźcy zajęli się gaszeniem oraz Lauren, miejscowa uczennica Gothi.
W oddali słychać było krzyki i lament wywołany  utraconym dobytkiem. Wikingowie byli przyzwyczajeni do tracenia swych ciepłych domów, ale to było trzy lata temu, kiedy smoki bez ustanku atakowały wioskę. Teraz było inaczej.
- Szybko, gasić pożar!- Krzyczał Stoik do ludu- Nie może dojść do lasów!- Pożar rozprzestrzeniał się szybciej niż kiedykolwiek, a było to winą suchego wiatru. Do wodza podszedł Pyskacz, którego przywołał chwilę temu.
- Pyskacz, wyślij kogoś na zwiady. Jeżeli to wróg, mamy poważne kłopoty- Stoik nie patrząc na przyjaciela, rozejrzał się wokół. Był bardziej zdenerwowany niż inni. Jako wódz musiał zapewnić bezpieczeństwo każdemu, a widząc kompletne zgubienie Berk, tracił pewność.
- Jasne, już się robi.- Pyskacz pobiegł tak szybko jak tylko mógł. Drewniana proteza nogi nie ułatwia cale życia.
- Tato!- Stoik usłyszał głos dobiegający zza jego pleców. Gdy się obejrzał ujrzał Wichurę, a niej Astrid i Czkawkę, który nie czekając aż smok wyląduje, zeskoczył.- Co się dzieje?
- To, co widzisz- powiedział ostro, ale natychmiast opanował się.- Zajmijcie się gaszeniem domów i dopilnujcie, żeby lasy nie zajęły się ogniem.- Czkawka skinął głową i wskoczył na Wichurę. Chłopak miał złe przeczucia. Ilekroć widział ojca w  takim stanie, wolał się nie narażać. Jednak martwił się o niego. Codziennie Stoik przychodził zmęczony i obolały, ale nie narzekał. Każdego dnia wstawał jak inni i pomagał swojemu ludowi. Dlatego Czkawka widział w ojcu autorytet godny naśladowania. Chciał być taki jak on, ale sądząc po jego charakterze, nie mógł.
          Czkawka musiał zostawić Szczerbatka pod opieką Gothi, ponieważ nie mógł latać, a proteza i siodło zostały w domu, który już dawno spalił się. Nie chciał zostawić najlepszego przyjaciela, ale nie miał wyboru. Smok nie chciał go puścić, za bardzo się bał o chłopaka, a w ostatnim czasie Nocna Furia zrobiła się bardziej nadopiekuńcza.

Wichura chwyciła balię  i wylała zawartość na pobliskie budynki.
- Nie damy rady ugasić tego ognia!- Krzyknęła Astrid do Czkawki. Chłopak popatrzył na nią a potem w dół. Rzeczywiście, pożar wydawał się dziwny i trudny do ugaszenia, a Wikingowie zawsze radzili sobie z ugaszaniem. Przecież mieli trzystuletnie doświadczenie.
- Trzeba więcej wody- ciągnęła blondynka. Szatyn skinął głową. Jeźdźczyni nakazała smokowi aby chwyciła balię i poleciała nad ocean.



          Jeździec okrył się czarnym płaszczem i z troską spojrzał na smoka, który cały czas spał. Stracił za dużo krwi i nie miał siły się podnieść. Chłopak wiedział co robić, lecz  w ciężkiej  sytuacji Berk nie mógł nikogo poprosić o pomoc. Pogłaskał przyjaciela po głowie i ruszył ku wyjściu. Musiał coś zrobić, zanim wyspa doszczętnie się spali. Gdy tylko wyszedł z groty ujrzał w oddali jarzące się domy, studnie oraz kawałek lasu Odyna. Wiedząc na co się naraża, ruszył do przodu. Założył chustę i pobiegł do wioski. Miał nadzieję, że poprzez chaos panujący wokół, nikt go nie rozpozna. Chwycił wiadro i rzucił wodą na pobliski ogródek, lecz ogień nie ustąpił. Jakby był żywy. Jeździec stał i przyglądał się płomieniom. Już raz coś takiego widział. I to nie raz. Chłopak upuścił wiadro i z przerażeniem pobiegł do pierwszego lepszego smoka. Był to Koszmar Ponocnik. Wsiadł na niego, prędzej chwytając balię, i ruszył w stronę plaży Thora. Po kilku sekundach lotu, nabrał piasku i  rzucił się do gaszenia pożaru. Uśmiechał się triumfalnie, widząc jak żwir poskramia ogień.
- Ludzie! Gasić piaskiem, nie wodą!- Krzyczał najgłośniej jak tylko mógł. Wikingowie spojrzeli po sobie.- No jazda! Woda nie pomoże!- Warknął na dwóch mieszkańców, którzy posłuchali i czym prędzej pobiegli na plażę.
Reszta Wikingów nadal ugaszała wodą, ale gdy zobaczyli cudowny piasek, zaprzestali i robili to co reszta.
Po godzinie wioska była bezpieczna. Co prawda wszystko wyglądało jak pogorzelisko, ale na szczęście nikt nie ucierpiał. Tajemniczy jeździec wybył, tak szybko jak przyszedł z pomocą. Podziękował Koszmarowi za lot i pobiegł do groty.
Noc była zimna, jakby  i ona chciała pomóc dogaszać pogorzelisko swą ujemną temperaturą. Wikingowie, których domy były całe, zorganizowali noclegi i ciepły posiłek. Stoik sprawdzał czy nikt już nie potrzebuje pomocy.
- Matko, padam z nóg!- Jęczał Sączysmark- Ja i Hakokieł cały wieczór lataliśmy po wodę!- Grupka nastolatków zebrała się w twierdzy, gdzie przesiadywali aby odpocząć.
- Biedactwo- rzucił z sarkazmem Mieczyk- jak by nie spojrzeć, każdy miał robotę, człowieku. Nie tylko ty uganiałeś się za ogniem.- Spojrzał na Szpadkę, która zasypiała oparta o słup. Po chwili dołączył również Czkawka z nadszarpniętym rękawem. Obok niego dreptał Szczerbatek, po którego przyszedł zaraz po pożarze. Usiadł na wolnym krześle i słuchał niezadowolenia przyjaciół. Spojrzał na zmęczone twarze przyjaciół.
- Ej, a gdzie Astrid?- Zapytał z chrypką.
- U Gothi, pomaga jej i Lauren parzyć zioła wzmacniające- odparł Śledzik, który cały czas leżał koło Sztukamięs.
- Aha…-mruknął Czkawka. Chciał pójść odpocząć, wyspać się, i najlepiej polatać ze Szczerbatkiem. Położył głowę na stole i nawet nie zorientował się, że zasypia.


- Hej, jak się czujesz?- Zapytał jeździec swojego smoka. Ten w odpowiedzi mruknął i leniwie otworzył oczy. Czaił się w nich strach, a jego przyjaciel wiedział, że to strach przed śmiercią.- Nie bój się, nie pozwolę, aby kolejna osoba przeze mnie zginęła.- Położył rękę na pysku stworzenia i głaskał czule.

          Astrid właśnie wracała z porcją ziół do Twierdzy, kiedy Wichura upuściła talerz, który potoczył się kilkanaście metrów dalej. Zmęczona wojowniczka odłożyła zioła na  ziemię i ruszyła tropem naczynia.
- Wichurka, leć do twierdzy- powiedziała do przyjaciółki. Smoczyca skrzyknęła niczym wrona i ruszyła. Astrid nauczyła tego Wichurę niedawno, kiedy w Smoczej Akademii odbywały się treningi. Było ciężko nauczyć tego Wichurę, ale o długich i ciężkich dniach, udało się. Jak widać nauka nie poszła w las.
Gdy blondwłosa dosięgnęła naczynia, zauważyła na grocie plamę. Gdy podeszła bliżej, spostrzegła, że to plama krwi, która ciągnęła się do środka. Zaciekawiona weszła do środka. Zauważyła malutki płomień, palący się kilkanaście metrów przed nią. Spojrzała na zimne i ciemnoszare ściany jaskini i od razu przeszły ją ciarki. Nagle zatrzymała się, widząc smoka, który spał. Oniemiała z wrażenia. Gad zrobił na niej wrażenie: piękne złoto- zielone łuski, potężne cztery łapy i długi ogon najeżony kolcami jak u Śmiertnika. Chciała się wycofać, ale było za późno. Ktoś uderzył ją w głowę i upadła nie przytomna. Jedyne, co zobaczyła, to zaciekawione oczy, które wbiły spojrzenie w nią.


------------------------------
Jest tu kto? Mało Was ;(. Jeżeli podoba Wam się ten blog, proszę chociaż o jedno słówko w komentarzu. Zastanawiam się nad zakończeniem działalności. No niestety, kiepskie  rozdziały= mało czytelników. :/

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 9

Atak

          Smok krył się w jaskini od wielu dni. Jego rana na skrzydle wciąż krwawiła, sprawiając ból. Gad nie jadł od wielu dni i był wycieńczony ciągłymi wrzaskami ludzi z pobliskiej wioski. Spinał wszystkie mięśnie aby na moment wyjść z ukrycia i przyjrzeć się swoim dalekim krewniakom. Nie widział innego smoka od kilku lat, więc tym bardziej ich widok go cieszył. Czerwony jaszczur, zmieniając ubarwienie, wtopił się wraz z krzakami i przyglądał nocnej furii oraz chłopcu, który na nim siedział. Oboje byli zabiegani i starali się uporządkować hałas i zabieganie Wikingów. Cała wioska już słyszała o dziwnej przepowiedni Gothi i zaczęła się denerwować. Nie mieli żadnego wroga od kilku miesięcy, ale broni i dobrze wyszkolonych ludzi nie zabrakło. Słysząc trzaśnięcie gałązek, smok szybkim ruchem pobiegł do jaskini, ale ktoś go dogonił.
- A co ja mówiłem na temat wychodzenia, kolego?- zapytał jego jeździec, wchodząc do groty. Położył kilkanaście ryb na ziemie i przyjrzał się ranie przyjaciela. Przetarł jego skrzydło, zbierając krew na opuszki palców. Smok prychnął niezadowolony, że dał się przyłapać, ale od razu zaczął zajadać się śniadaniem.- Nadal się nie goi…Jeżeli tak będzie dalej, pójdę po pomoc- na te słowa smok ożywił się i wyszczerzył ostre zęby. Chłopak założył ręce na klatkę piersiową.- Masz jakieś inne wyjście? Wiem, że nie chcesz mieć nic wspólnego z ludźmi, ale robię to dla twojego dobra.

          Ciemnowłosy chłopak podrapał przyjaciela po głowie, a następnie przysiadł obok ogniska. Chciał odlecieć z wyspy jak najszybciej, ale nie mógł, co strasznie go irytowało. Bał się, że ktoś mógł go zobaczyć. Westchnął ciężko, myśląc, co ma robić dalej. Wie, że smok nienawidzi ludzi i często dziwił się, że jemu udało się do siebie przekonać, choć był człowiekiem. Wyjrzał z groty, a gdy upewnił się, że jest bezpiecznie, wrócił.

          Czkawka padał ze zmęczenia, jak i Szczerbatek. Oboje zrobili kilkanaście kursów nad ocean, aby łowić ryby. Stoik nakazał wszystkim mieszkańcom przygotować się na niebezpieczeństwo, a że wierzy w przepowiednie Gothi, bardzo się tym przejął. Nie mógł pozostawić ojca bez pomocy, w końcu jest synem wodza, ale to nie zwalnia go z obowiązków. Wręcz przeciwnie, Stoik powierza mu najwięcej zadań. Chłopak przekręcił się na bok. Jego mięśnie niemiłosiernie paliły. Miał ochotę wskoczyć do zimnej wody i zostać tam kilka godzin w ciszy i spokoju, sam. Nawet nie przebrał się, tylko wtulony w poduszki zasnął.
Następnego dnia wszyscy Wikingowie byli  o wiele spokojniejsi. Jak co dzień pracowali i próbowali jakoś odepchnąć myśl o wojnie. A kobiety, jak to kobiety,  plotkowały i tworzyły historie, które były niedorzeczne i za bardzo surrealistyczne.

          Pogoda była ciepła jak na środek lutego, co było rzadkością jak na Berk, ale nikt  nie narzekał. Czkawka wstał późnym popołudniem i jedyne, na co miał ochotę, to porządnie zjeść. Gdy tylko zszedł na dół wziął kurczaka i kilka warzyw. Szczerbatkowi zaś przyniósł ulubione jesiotry i tuńczyki. Po kilku minutach skończyli jeść, a gdy Czkawka odkładał kosz, ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, wszedł.
- Cześć..-mruknęła Astrid, która była jeszcze w  gorszej kondycji niż szatyn. Podeszła do Czkawki i pocałowała go w policzek, a po chwili usiadła na miejscu chłopaka. Nocna furia nie czekała długo i również przywitała się z blondynką.
- Oho, widzę, że nie tylko ja jestem nie wyspany- Czkawka przetarł blat ręcznikiem, a potem rzucił go do koszyka na materiały. W domu było dość ciemno, więc jeździec otworzył okna.
- Daj spokój, nie czuję nóg…- dziewczyna oparła czoło o swoją rękę. Czkawka usiadł obok niej i oparł się na krześle.- A to jeszcze nie koniec… Słuchaj, o co chodzi z tą przepowiednią?
- Gothi przepowiedziała jakieś niebezpieczeństwo. Niby, że zaatakuje nas smok, najgroźniejszy jakiego nigdy nie widzieliśmy, ale czy to prawda, to nie wiem- odparł. Blondynka spojrzała na niego.- No co?
- Może warto byłoby przeczesać Berk, wiesz, tak dla pewności.- Czkawka pokręcił głową.
- Nie, to zły pomysł. Tata zakazał latania dalej niż poza wioskę. Wiesz jaki on jest, wszystko musi być idealne.- Astrid wyciągnęła nogi pod stół, a ręce skrzyżowała na klatce piersiowej. Mina i jej poza zdradzały, że będzie z tym polenizować, na co Czkawka nie miał ochoty.
- Przecież jesteśmy od tego, by bronić Berk, prawda?
- Oczywiście, ale zrozum, że to rozkaz mojego ojca. Gdybym ja był wodzem zrobiłbym inaczej-powiedział bez przekonania. Wpatrywał się w Szczerbatka i na jego siodło. Zupełnie zapomniał, żeby mu je zdjąć. Podszedł do przyjaciela i szybkim ruchem ściągnął siedzisko.
- Kiedyś nim będziesz- odparła cicho dziewczyna. Nie chciała nic więcej mówić, bo kiedyś rozmawiając z chłopakiem na ten temat, bardzo się zdenerwował. Mówił, że nie spieszno mu do przejęcia obowiązków wodza, a miał już prawie osiemnaście lat. Jednak i tak martwiła go myśl o tym, że jego ojciec pewnego dnia zacznie rozmowę na ten temat. Ale póki co, bawił się w bycie szefem Smoczej Akademii. Chciał mieć jak najwięcej czasu, ponieważ w głowie kłębiło mu się wiele pomysłów na przeróżne wynalazki, ulepszenia.
- Poczekam- uśmiechnął się do swojej dziewczyny i usiadł z powrotem na swoje miejsce. Astrid również uśmiechnęła się, choć przy jej wyglądzie żywego trupa niezbyt dobrze to wyglądało.- Masz jakiś pomysł na dziś?
- W  sumie, kiedyś wspominałeś o jakiś kostiumie, który chcesz skonstruować. Masz może jakieś plany?
- Pewnie, zaraz je przyniosę- chłopak poszedł po notes i po kilkunastu sekundach był już na dole. Pokazał dziewczynie szkic kostiumu, który chciał zbudować. Astrid przypatrzyła się dziwnemu rysunkowi, który przedstawiał szybującego Czkawkę w tym właśnie stroju.
- Pomysł bardzo…oryginalny- zaczęła niepewnie- ale czy to wypali? No bo wiesz…latający człowiek?- Czkawka zaśmiał się szczerze z miny swojej dziewczyny.
- Jeżeli nie spróbuję, nie dowiem się.
Nagle Szczerbatek podniósł się i nastawił uszy. Spojrzał w kierunku drzwi a następnie warknął.
- Hej, mordko, co się dzieje?- spytał przestraszony szatyn. Podszedł do smoka i położył rękę na głowie. Po chwili w dom strzeliła ogromna kula ognia, zapalając wszystko. A że dom był z drewna, płomienie szybko zajęły pomieszczenie. Astrid szybko wstała i ruszyła do drzwi, ale sypiące się kawałki drewna to nie umożliwiły.
- Na górę!- Krzyknął Czkawka i złapał Astrid za rękę. Smoka mocnym ruchem łapy otworzył drzwi. Popędził głową jeźdźców do okna. Szatyn pomógł wydostać się najpierw Astrid, a następnie sam wyszedł. Szczerbatek był zwinniejszy, więc jednym ruchem wyskoczył.
- W porządku?- Zapytała blondynka, strzepując popiół z ubrania. Czkawka oglądał jak dom wodza znika w objęciach płomieni.
- Tak- odparł krótko. Dopiero po chwili zauważyli, że Wikingowie biegają z bronią w rękach. Wzrokiem szukał ojca, ale nie mógł go znaleźć. Polecieć też nie mógł, bo Szczerbatek jest bez siodła i protezy.- Musimy znaleźć tatę.

Astrid kiwnęła głową i w trójkę ruszyli po Wichurę.

środa, 6 maja 2015

Rozdział 8

Poszukiwania 

          Grupa nastolatków włóczyła się w lesie już od kilku godzin. Coraz częściej słychać było pojękiwania Sączysmarka i bliźniaków. Szukali czerwonego smoka, który powinien przesiadywać na północnym- wschodzie Berk, ale i tam go nie ma, więc, chcąc nie chcąc, wikingowie musieli przeszukać całe lasy wyspy.
Czkawka zapisywał notatki w swoim notesie i co kilkanaście minut z westchnieniem przekreślał na mapie kolejną część. Przeszli się również do urwiska, gdzie Szczerbatek wyczuł zapach nieprzyjaciela, jednak było zbyt ciemno, aby cokolwiek zauważyć. Szatyn rozejrzał się wokół. Nic się nie zmieniło: połamane drzewa, wypalona trawa, pęknięte skały- wszystko było jak poprzednim razem.
          Jeźdźcy wskoczyli do urwiska za pomocą swych smoków i po raz kolejny przeczesywali teren. Sączysmark i dwójka rodzeństwa nie mieli zielonego pojęcia, co tak naprawdę robią, ponieważ nie znali przyczyny długiego spaceru po lasach. Mimo to, nie zapytali ani razu. Szpadka i Mieczyk obijali się kamieniami po drodze i szukali robaków, które następnie podłożyli Jorgensonowi w spodnie. Chłopak przestraszył się i krzyknął, dotykając swojej łydki.
- Nie macie nic lepszego do roboty?!- Warknął rozwścieczony. Rodzeństwo zachichotało i Mieczyk kopnął przyjaciela w hełm.- Czemu zawsze mnie musicie dręczyć!?
- Kogoś musimy, no nie brat?- Szturchnęła Mieczyka łokciem. Ten pokiwał twierdząco głową i przybił piątkę z bliźniaczką.
-  Ludzie, błagam, pobawicie się jak wrócimy!- Krzyknęła Astrid, która ni stąd ni zowąd pojawiła się przy trójce. Spojrzała na nich z politowaniem.- No ruszać się, nie  mamy czasu!
Na rozkaz blondwłosej ruszyli do przodu. Dogonili Śledzika i Czkawkę, którzy zajęci byli mapą. Gdy w końcu zakończyli rozmowę poszli na zachód. Po dwudziestu minutach marszu odezwała się Astrid, która wędrowała przy Czkawce.
- To nie ma sensu…Był smok, teraz go nie ma. Chyba nie wyparował!- Dziewczyna nie była w najlepszym nastroju. Ręka nadal ją piekła i na dodatek zostawiła okropną bliznę. Jednak Astrid została nie wzruszona. Przecież nie mogła się popłakać, że jej dłoń została oszpecona. Jest twardą wojowniczką. A wojownicy nie narzekają.
- Spokojnie, może po prostu przeniósł się w inne miejsce- Czkawka starał się ją uspokoić, chociaż i jemu poszukiwanie dawało się we znaki. Noga zaczęła go bolec, co często się działo, gdy za dużo chodził. Miał wrażenie, że proteza się kurczyła.
- Przeszukaliśmy prawie całe Berk, a po smoku ani śladu- powiedziała zrezygnowana. Zrobiła kilka kółek ramionami, aby trochę rozmasować bolące miejsce.
- A może on odleciał?- wtrącił się Śledzik. Dwójka jeźdźców popatrzyła na niego. Chłopak wydawał się być spięty i odrobinę przerażony. W końcu na własne oczy widział potwora.
- Być może, ale nie mamy pewności. Dobra w takim razie na dzisiaj koniec. Jutro będziemy szukać z powietrza- zarządził Czkawka. 
          Wszyscy z ulgą wsiedli na smoki i rozeszli się w swoje strony. Było już późne popołudnie, a syn wodza miał także inne obowiązki. Czym prędzej dotarł do kuźni Pyskacza. Kowal ucieszył się na jego widok.
- O, witam!- Krzyknął i podniósł maskę.
- Cześć, Pyskacz- odparł Czkawka mniej entuzjastycznie.- Co mam robić?
- Dziś tylko ostrzenie. Nie jest tego dużo, więc jak się sprężysz, to szybko wyjdziesz.- Stary wiking wskazał na wózek z bronią, po czym wrócił do swojego zajęcia.
Szatyn niechętnie wziął się za robotę. Wyjął pierwszy topór, a żeby praca nie dłużyła się jeszcze bardziej postanowił pogadać z Pyskaczem.
- Myślisz, że na Berk mógłby przylecieć jakiś nieznany smok i…wiesz, mógłby tak po prostu zamieszkać?- Kowal nadal kuł żelazo, ale bez najmniejszego problemu odpowiedział:
- To całkiem możliwe, a czemu pytasz?
- Z ciekawości. Prowadzimy różne książki na temat legowiska smoków…wiesz, takie tam rzeczy.- Włożył topór do skrzyni i wyjął następny. Zakręcił kilka razy kołem i przyłożył broń. Nagle sobie przypomniał, że chciał spytać Pyskacza o coś jeszcze.
- Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, żeby ludzie mogli latać?
- No tak,  na smoku- odparł. Wyłożył długi miecz ze złotą klingą i wyjął cienkie dłuto, aby zrobić ozdobny wzór.
- Nie o to chodzi, tylko żeby ludzie latali sami. Jak smoki czy ptaki.- Pyskacz roześmiał się. Nigdy nie pomyślał, że Czkawka będzie wygadywał takie bzdury.
- Oj, Czkawka, Czkawka…zamiast mieć głowę w chmurach, zejdź na ziemię i weź się do roboty. Jak niby sobie to wyobrażasz? Wyrosną ci skrzydła?- Czkawka wzruszył ramionami. Od pewnego czasu myślał nad budową skrzydeł, dzięki którym będzie mógł sam latać. Miał różne pomysły, ale ten nawet jemu wydał się dość szalony.
- Tak mi przez głowę przeszło- wrzucił topór do skrzyni i wyjął miecz. Reszta pracy minęła mozolnie, co tylko irytowało jeźdźca. Gdy skończył, pędem ruszył ku Szczerbatkowi, aby móc polatać.
          Smok wzbił się w powietrze, rycząc ze szczęścia, że może polatać. Smok, gdy nie może latać, to nie smok. Pomyślał Czkawka. Nastawił ogon tak, aby mogli szybciej lecieć. Jednak chłopak musiał zwolnić, gdyż opór powietrza rozrywał jego twarz. Czkawka musiał mrużyć oczy, ale i tak prędkość Nocnej Furii była za duża.  Zrobili kilka beczek i wlecieli w chmury. Jeździec zauważył, że jego smok zrobił się znacznie szybszy, choć latali tyle samo godzin, co trzy lata wcześniej. Pogłaskał swojego przyjaciela za uchem. Szczerbatek zaśmiał się i wystrzelił plazmą, tworząc kłębek ognia.
- No nie…-powiedział zmęczony chłopak. Wlecieli w dym, a gdy wyszli, Czkawka miał ubrudzoną koszulę oraz twarz.- No wielkie dzięki, stary. Przełączył ogon do kolejnej pozycji i zawrócili ku Berk.


          Stoik i Pyskacz szli do Gothi, aby wywróżyła pogodę na przyszły miesiąc. Ponieważ zbliżała się wiosna, niebezpieczeństwo pożaru wzrosło. Musieli wspiąć się na sama górę, gdyż żaden z nich nie miał smoka. Gdy tylko weszli na podest, sapali z wysiłku.
- Już nie te czasy…-westchnął Pyskacz i wyprostował się. Stoik zapukał do drzwi, które po kilku sekundach otworzyły się. Gothi, jak zwykle, miała przy sobie laskę. Kobieta wyszła na zewnątrz , kierując się do kopca żwiru. Jednak wcześniej wzięła kubek i kości kurczaka. Wsypała je do pojemnika,  zatrzęsła i wyrzuciła na skrzynie, która znajdowała się obok piasku.  Szamanka przyjrzała się uważnie, a po chwili pisała wiadomość dla wodza.
- Pyskacz, przetłumacz- nakazał Stoik. Kowal poczłapał do kobiet i mrużąc oczy, powiedział:
- Babka pisze, że będzie sucho, a deszcze pojawią się dopiero pod koniec miesiąca.- Wódz pokiwał głową.
- Nie dobrze. Będziemy musieli zbudować jakieś pojemniki z wodą, na wszelki wypadek. A znając Sączysmarka i bliźniaków, łatwe to nie będzie…
- No to co, zbieramy się. Muszę dokończyć  ozdabianie miecza-  już miał iść, gdy ztrzymała go laska szamanki, spoczywająca na jego ramieniu. Kowal podszedł jeszcze raz do piasku, gdzie Gothi coś pisała.
- Pyskacz, co ona tam pisze?
- Jest tu napisane, że…mamy strzec się czegoś- poczekał aż babka skończy ostatni wers zdania- Gothi pisze, że to coś jest już na Berk.
Stoik zmarszczył czoło. Założył ręce na klatkę piersiową i zapytał:
- Czy to Dagur?- Szamanka pokręciła przecząco głową- więc co  to jest?
Gothi zabazgrała coś na piasku.
- To jakiś gad, ja wiem, wygląda to na smoka- Pyskacz wzruszył ramionami.

- No nic, będziemy w gotowości. Pyskacz zwołaj ludzi to twierdzy, będę musiał wprowadzić kilka zmian…- Wódz ryszył do wyjścia wraz z Pyskaczem, który był zaintrygowany przepowiednią Gothi. Gdyby był to wróg, nie przestraszył by się, jednak zagrożeniem był smok. Krzykozgon zostawił archipelag w spokoju dawno temu, więc musiał być to zupełnie inny gad. Pomyślał kowal. Nim się obejrzał stał na ziemi. Pożegnał z przyjacielem i ruszył  zawiadomić osadę.




------------------------------------------

Taa, wiem, długo nie pisałam. Taki mały dołek miałam. Ok, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :). A i mam małą prośbę: czytasz= komentujesz= dajesz radochę i motywujesz :)

To tyle z mojej storny :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7 " Wszystko od nowa"


        Był mroźny poranek na Berk. Wikingowie chronili się przed chłodem, zamykając się w ciepłych domach. Zima w tym roku nie pozwalała o sobie zapomnieć. Śnieg padał cały czas i utrudniał wszelakie prace. Dnie wydawały się krótkie, a pogoda, która towarzyszyła opadom śniegu sprawiała, że większość Wikingów miała zły humor. Słońce  całkowicie schowało się za burzowymi chmurami. Domy mieszkańców pokrywał biały puch, a mgła, która unosiła się wokół wyspy, powstrzymywała nawet smoki, które uziemione były od wielu dni.
             Jedynie Pyskacz nie tracił zapału i dobrego humoru. Srogą zimę przesiadywał u Stoika lub w kuźni.
Czkawce nie udzielał się tak dobry humor. Nie mógł latać na Szczerbatku, nie mógł także rysować, bo skończył mu się węgiel, a na dodatek Astrid jest na niego wściekła. To wszystko potęgowało jego podły nastrój. Krążył po pokoju, próbując się uspokoić, ale nie wielu mu to pomogło. Usiadł na łóżku i położył łokcie na kolanach, usiłując poukładać w głowie ostatnie dni.  Śledzik i Astrid znaleźli smoka, ale szaty nie miał tyle szczęścia, choć pobojowisko i reakcja Szczerbatka wskazywało, że gad jest  w pobliżu. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego przestał szukać. Mimo złej pogody chciał iść do lasu i znaleźć przeklętego smoka. Ale Stoik zakazał wszystkim opuszczania wioski. Nie chciał ryzykować. Śledzik dokładnie opisał mu wygląd gada, który zgadzał się z opisem Astrid.
              Westchnął ciężko i wściekle uderzył w zagłówek łóżka. Był zły na siebie, że nie uwierzył blondynce. Od dłuższego czasu nie spędzali ze sobą czasu, nie licząc godzin w Akademii i na treningach. Kiedyś tak bardzo zależało mu na jej przytuleniu, spędzaniu z nią choć trochę czasu „sam na sam”, brakowało mu nawet zwykłej rozmowy na luzie. Zakochał się w niej,, ale to nic nie znaczyło, jeżeli nie mógł zdobyć się na szczere „przepraszam”. Nawet rzadko okazywał jej uczucia. Nienawidził, gdy ktokolwiek krzywdzi jego rodzinę czy przyjaciół, a tymczasem zranił osobę, na której cholernie mu zależało.
          Podniósł się gwałtownie z łózka i zszedł na dół, budząc swojego smoka. Czkawka narzucił na siebie kożuch i rzucił do ojca, który w najlepsze rozmawiał z Pyskaczem:
- Zaraz będę. Idę do Astrid- powiedział zdenerwowany. Kowal spojrzał na Stoika zdziwiony zachowaniem czeladnika. Ten tylko machnął ręką, pociągając kolejny łyk jaczego mleka.- Nie, Szczerbatek, zostajesz- smok prychnął i wrócił na górę, aby dokończyć przerwaną drzemkę.
Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, uderzyła go fala mroźnego powietrza, a śnieg od razu zaczął do niego przylegać. Chłopak zarzucił kaptur i rozejrzawszy się wokół, ruszył w kierunku domu swojej dziewczyny.
         Czkawka po kilku minutach marszu dotarł na miejsce. Zapukał głośno, ponieważ bał się, że zamieć zagłuszy wszystko. Drzwi otworzyła Eira, mama Astrid. Uśmiechnęła się przyjaźnie i zaprosiła do środka. W domu unosił się słodki zapach lawendy wymieszany z zapachem ziołowej herbaty. W kominku ogień tańczył dziko, dając ciepło. Chłopak zdjął kożuch i odłożył go na półkę stojącą przy drzwiach.
- Astrid, masz gościa!- Krzyknęła mama dziewczyny, ale blondynka nie pojawiła się- może idź do jej pokoju. Przez ten wiatr nic nie słychać!- Kobieta zaśmiała się i usiadła przy kominku, biorąc do ręki haft przedstawiający Wichurę.
         Czkawka wszedł powoli na górę, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Zapukał, po czym wszedł do środka. Astrid siedziała przy biurku i pochłonięta pracą nie słyszała nawet stukania metalowej nogi szatyna. Dopiero gdy chrząknął znacząco, odwróciła się lekko przestraszona.
- O, Czkawka, hej- powiedziała, odwracając się do niego- przyszedłeś się kłócić?
- Nie bądź taka, Astrid. Przyszedłem przeprosić…nie tylko za tego smoka- zrobił kilka niepewnych kroków do przodku, aż w końcu usiadł na brzegu łóżka. Rozejrzał się po pokoju. Wszędzie leżały papiery, ubrania, miecz i ulubiony topór blondynki. Nad łóżkiem i biurkiem wisiały rysunki siodeł, wszelakich ulepszeń, ale nie zabrakło portretów jej rodziny, Wichury, Berk. Czkawka przykuł uwagę na jeden z nich. Przedstawiał jego i Astrid, trzymających się za ręce. Jego oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawił się uśmiech.
- Wiem, że ostatnio nam nie szło najlepiej- zaczął niepewnie- szczerze mówiąc, w ogóle nam nie szło. I wina leży po mojej stronie…
- Czkawka…- powiedziała zaskoczona dziewczyna, ale szatyn przerwał jej.
- Poczekaj. Nie uwierzyłem ci, że widziałaś tego smoka…Sam nie wiem dlaczego ci nie uwierzyłem. Może dlatego, że ostatnio dużo się działo… Musiałem zastąpić ojca, Akademia została zniszczona i jeszcze ten atak zmiennoskrzydłych- westchnął i spojrzał na Astrid, która wpatrywała się w niego z zaskoczeniem- No i jestem wściekły, że nie spędzamy ze sobą czasu. Cały czas zajmuję się smokami, Akademią, a nawet kuźnią. Chyba zapomniałem kim dla mnie jesteś. A jesteś dla mnie… naprawdę ważna. I nie chcę, aby to się zmieniło. Przepraszam, Astrid.
Blondynka była zaskoczona. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Mimo że była na niego wściekła, nie potrafił dłużej się gniewać, choć zasłużył sobie. Patrzył na nią, licząc na jakąkolwiek reakcję. Nawet ulżyło by mu, gdyby rzuciła się na niego z pięściami. Dziewczyna wstała powoli. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- No... masz rację. Źle zrobiłeś. I naprawdę dziwię się, że nie próbowałeś mi pomóc- założyła ręce na klatkę piersiową- ale widzę, że zrozumiałeś.- Podeszła do niego w ramię.
- Co nie znaczy, że całkowicie mi przeszło- Astrid dłużej nie wytrzymała i pocałowała go w usta. Młodzi bardzo się za tym stęsknili, ponieważ nie oderwali się od siebie przez kilka minut.
- To co? Zaczniemy od nowa?- Uśmiechnął się, gdy dziewczyna pokiwała głową, śmiejąc się. Zbliżył się do niej i jeszcze raz pocałował. Gdy tylko usłyszeli kroki, przestali i cali czerwoni spojrzeli na drzwi od pokoju dziewczyny. Do środka wszedł mały straszliwiec. Czkawka uśmiechnął się i spojrzał na blondynkę, która głaskała małego smoka.
- Znalazłam go kilka dni temu w lesie. Był zaplątany w sieć- wzięła go na ręce i zaczęła głaskać. Maluch oblizał jej dłoń i zaczął układać się do drzemki.- jak tylko pogoda się uspokoi, przeszukamy Berk jeszcze raz i usuniemy pułapki.
Czkawka skinął głową. Wziął do ręki ołówek oraz kartkę i zaczął rysować Astrid trzymającą smoczka. 

-------------------------------------------------
Wiem, że rozdział jest zagmatwany i tak dalej, ale nie wiedziałam o czym dalej napisać. Na dodatek pisałam to opowiadanie na niemieckim i matmie, więc nie dziwię się, że jest dziwny. Chciałam zacząć pisać "od nowa", opisując właśnie relację między Czkawką a Astrid. Trzymajcie kciuki, aby następne nn były lepsze :)

środa, 11 marca 2015

Rozdział 6 "Wszystko zaczyna się psuć"


Szli już drugą godzinę w zupełnej ciszy a smoki wiernie dreptały za nimi. Nie mogli znaleźć żadnego śladu po tajemniczym smoku, co bardzo irytowało Astrid. Zaczęła się denerwować, że uznają ja za wariatkę, a przecież na własne oczy widziała tego smoka! Dlaczego nikt nie chce jej uwierzyć? Nawet Śledzik zaczynał tracić nadzieję. Miała szczerą nadzieję, że pomoże jej.
Zatrzymali się przy niewielkim urwisku, ponieważ ich uwagę przyciągnęły połamane drzewa i zadrapania na skałach. Śledzik podszedł i przejechał wierchem dłoni kamień.
- Pazury gada- szepnął. Astrid podeszła bliżej a wraz z nią Sztukamięs i Wichura. Przypatrywała się zadrapaniom po czym przeniosła wzrok na urwisko. Skrawek lasu wyglądał jak pobojowisko. Odetchnęła z ulgą i zeszła niżej, wzdłuż stromego zbocza. Na dole także leżały drzewa, porozrzucane kamienie, a trawa była wypalona. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wzięła głęboki wdech. Czuła, że tym razem uda się znaleźć smoka.
- Idziemy dalej. Może znajdziemy coś więcej- powiedziała stanowczym tonem i ruszyła naprzód.
- Wiesz, Astrid, robi się już ciemno. Jeżeli mamy znaleźć tego smoka, lepiej wróćmy jutro. Teraz nic nie zobaczymy- przyjaciel miał rację. Była już późna godzina, a oświetlenie, które mogły zapewnić Sztukamięs i Wichura nie wystarczyło aby zobaczyć cokolwiek w ciemnym lesie. Blondwłosa zatrzymała się i spojrzała zrezygnowana za siebie, gdzie stał chłopak i smoczyce. Westchnęła cicho. Wolnym krokiem szła w kierunku przyjaciół, gdy nagle znalazła się w powietrzu. Przestraszona zaczęła krzyczeć.  Poczuła jak silne łapy gada zaciskają pazury na jej wątłych ramionach. Uświadomiła sobie, że to ten sam smok, który zaatakował ją kilka dni temu.
- Śledzik, zrób coś!- Krzyknęła, szarpiąc się. Wichura nie czekała ani chwili dłużej i ruszyła na pomoc przyjaciółce a za nią otyły chłopak ze Sztukamięs. Astrid zdołała wyrwać jedną rękę po czym próbowała wyrwać drugą, lecz smok zacisnął pazury jeszcze mocniej, sprawiając ogromy ból. Wichura potraktowała nieprzyjaciela kolcami a Sztukamięs lawą. Smok zaczął oddalać się szybko wraz z przerażoną dziewczyną.
- Śledzik!- krzyknęła po raz kolejny. Wichura zawyła i ruszyła w pościg. Zaatakowała ogniem, na co wróg wypuścił blondwłosą. Astrid zaczęła spadać, a za nią ruszyła przyjaciółka. Złapała dziewczynę w swoje łapy i postawiła na ziemię. Wojowniczka nadal była w szoku. Nigdy wcześniej tak się nie bała. Siedziała na ziemi i ciężko oddychała. Po chwili dołączyli do nich Śledzik i Sztukamięs.
- Wszystko gra?- Zapytał chłopak i zszedł ze smoczycy. Podszedł do Astrid i pomógł jej wstać. Dziewczyna nadal była w szoku, ale uśmiechnęła się, teraz miała świadka, że tajemniczego smoka wcale nie wymyśliła.
- Tak, dzięki. Wracajmy do wioski- zrobiła kilka kółek ramionami i przetarła zaczerwienione miejsca.


Czkawka rozłożył mapę i zaznaczył kolejny krzyżyk. Szukali smoka od kilku godzin i z każdą minutą chłopak był bardziej zirytowany. Spojrzał przed siebie, gdzie rozpościerał się las. Pokręcił głową i wstał z ziemi , strzepując błoto ze spodni. Szczerbatek nie odstępował jeźdźca na krok. Było już ciemno, ale dzięki plazmie smoka było nieco jaśniej. Czkawka zwinął mapę i włożył do torby, która była przymocowana do Szczerbatka.
- To co, stary, wracamy?- zapytał i pogłaskał przyjaciela po głowie. Smok chicho zawarczał i szturchnął chłopaka do przodu.- Ej, co ty robisz?-Czkawka zrobił kilka kroków do przodu. Szczerbatek nadal go popychał. Doszli do niewielkiej skarpy, gdzie były ślady walki. Czkawka zmarszczył brwi i zsunął się ostrożnie na dół. Wokół rosło pełno drzew i różnego rodzaju krzewów, które były zniszczone. Wielkie skały wydawały się twarde, lecz one były pęknięte na pół.
- Co tu się stało?- Zapytał cicho. Szczerbatek warknął i obrócił się nerwowo. Widząc to Czkawka także się obrócił w stronę ciemności.- Chyba powinniśmy wracać. Jutro to zbadamy- wsiadł na smoka i wzbił się w powietrze.

Śledzik wyszedł z twierdzy, nadal czytając zapiski Borka. Wciągnięty w różne ciekawostki nie mógł się oderwać, gdy nagle potknął się i wpadł na nieznajomego. Po chwili okazało się, że tym nieznajomym był Czkawka.
- O cześć- przywitał się Śledzik.- Myślałem, że wszyscy śpią.
- Jak widać nie wszyscy- szatyn uśmiechnął się i przy pomocy przyjaciela wstał. Zauważył w rękach Śledzika księgę smoków i kilka kartek.- Co czytasz?
- Aa…takie różne…- Odparł , chowając rzeczy za plecy. Nastała chwila ciszy, którą przerywały oddechy jeźdźców. Śledzik lekko zaczerwienił się i powiedział:
- Wiesz, Czkawka, myślę, że powinieneś przeprosić Astrid- szatyn uniósł brew i spojrzał pytająco na Śledzika.
- Wydaje mi się, że nie mam za co ją przepraszać- powiedział łagodnie- ona myśli, że widziała jakiegoś nowego smoka, ale to niemożliwe. To był zmiennoskrzydły, po prostu przewidziało jej się, a po drugie byłem dzisiaj w lesie i niczego, oprócz małego pobojowiska, nie widziałem.
- Aha… No to się mylisz, bo ja i Astrid także byliśmy w lesie. I widzieliśmy go- odparł Śledzik i podszedł bliżej. Czkawka zamrugał kilkakrotnie i założył ręce na klatkę piersiową.
- Że tego smoka?
- Tak.
- Ale na pewno, przeci…-nie dokończył, ponieważ przerwał mu zirytowany kolega.
- Czkawka, nie utrudniaj. Sam kochasz okrywać nowe smoki, a nie wierzysz nam, że widzieliśmy potwora. Gdybyś chciał go zobaczyć przyjdź do mnie lub do Astrid, chociaż lepiej do mnie- powiedział oddalając się.
- Czemu?
- Powiedzmy, że jest wkurzona…
Leciała wysoko w chmurach delikatnie wyciągając rękę i muskając jedną  z nich. Chciała trochę odpocząć. Miała dosyć wszystkiego. Nie była już zła na Czkawkę, że jej nie uwierzył, była smutna. Tak dawno nie spędzali razem czasu, mimo że byli parą od ponad miesiąca. Uśmiechnęła się pod nosem, przypominając jak do tego doszło. Był Snoggletog. Czkawka od rana był zestresowany. Cały czas kręcił się wokół kuźni Pyskacza. W końcu nadszedł wieczór, a wszyscy Wikingowie byli już w twierdzy. Wspólnie śpiewali, tańczyli pili i jedli. Atmosfera była cudowna; dzieci biegały za smokami, aby móc nacieszyć się nimi, ponieważ nazajutrz gady odlatywały. Sala był przystrojona od kolorowych wstążek po udekorowany stół. W kilku miejscach porozwieszana była jemioła, a jej zapach otulił całe  pomieszczenie. Astrid szła powoli do środka, ubrana w ciepły kożuch i cieplejsze rękawiczki. Pod pachą niosła kilka prezentów. Jeden z nich upadł, a gdy schyliła się ktoś wpadł na nią z prędkością. Gdy wstała ujrzała rozbawionego Szczerbatka, za którym gonił Czkawka.
- Szczerbatek, oddawaj!- Krzyknął równie rozbawiony.- To nie dla ciebie, to dla…o cześć Astrid.- Chłopak po kilku chwilach zorientował się, że stoi koło nich blondynka.
- Cześć- uśmiechnęła się ciepło- wesołego Snoggletog’a!- chciała go przytulić, ale sterta prezentów nie pozwalała na to. Chłopak schylił się i podał paczkę, która wypadła Astrid-Dzięki.
Pobiegła w stronę okrągłego stołu i tam zostawiła prezenty. Nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy minę Czkawki, dla którego przygotowała coś specjalnego.
Nastała godzina świętowania. Stoik wygłosił krótkie przemówienie, po czym Wikingowie przekazywali sobie życzenia i prezenty. Blondwłosa dziewczyna rozglądała się, szukając przyjaciela. W ręku trzymała podłużną, starannie opakowaną paczkę.
Wyszła na zewnątrz i tam go zastała. Siedział ze Szczerbakiem i trząsł się. Mówił coś do niego. Astrid podeszła bliżej, by lepiej przysłuchać się rozmowie.
- A jeśli jej się nie spodoba?- zapytał zestresowany.- Może lepiej nie dawać jej tego?- Smok zawarczał cicho i położył głowę obok boku jeźdźca, chcąc dodać mu odwagi.- Jest najodważniejszą dziewczyną, pokonała tyle wrogów, a ja nie mam odwagi nawet dać jej prezentu…
Astrid z uśmiechem przysłuchiwała się monologu Czkawki i zaśmiała się cicho.
- Wiesz, zakochałem się w niej, kiedy skończyłem czternaście lat Astrid zamurowało. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- O kim mowa?- Czkawka podskoczył jak poparzony i z przerażeniem obejrzał się do tyłu.
- No pięknie…-mruknął cicho, patrząc na blondynkę.- A tak…gadamy sobie ze Szczerbatkiem…
- Wszystko słyszałam-powiedziała, śmiejąc się. Czkawka pocierał ręce ze zdenerwowania i zakaszlał.- Powiesz mi o kogo chodzi?- Usiadła obok niego i pogłaskała wielką głowę nocnej furii.
- Wiesz, może choć do środka?- Próbował zmienić temat i od razu poderwał się na nogi, ale Astrid powstrzymała go, łapiąc za koszulę i przyciągając  z powrotem na dół.
- Znam ją?- Spojrzał na przyjaciółkę i pokiwał głową. Brała pod uwagę to, że chodzi o nią. Zresztą domyślała się od pewnego czasu. Czkawka często się na nią patrzył i uśmiechał.
- Szpadka..?- Wymamrotała. Chłopak zaśmiał się nerwowo, ale zaprzeczył.- No to kto?- Szatyn przestał pocierać rękami i włożył je do głębokich kieszeni. Po chwili wziął głęboki oddech i cicho powiedział:
- Ty.

Astrid dobrze pamiętała ten dzień. Oboje byli nieco zaskoczeni, ale szczęśliwi. Dziewczyna nie rozumiała, dlaczego wszystko zaczyna się psuć. Może dlatego, że nie wiedzą, jak powinni się zaangażować? Zadawała sobie to pytanie, ale jedno było pewne: zakochała się w nim na zabój. Nie w pogromcy Smoków, synu wodza czy Wielkim Treserem Smoków. Zakochała się w nim, w CZKAWCE.
-----------------------
Wybaczcie, że od miesiąca nie dodałam żadnego rozdziału, ale miałam niewiele czasu i do tego brak dostępu do kompa. Mam nadzieję, że dam radę pisać jedną notkę tygodniowo. Jak zauważyliście, od dziś będę tytułować rozdziały :)

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 5 


      - Astrid, wstawaj jest prawie południe!- Powiedziała jej mama, wchodząc do pokoju. Dziewczyna mruknęła tylko i  zasłoniła się kołdrą.- Spóźniłaś się do Akademii.
- Wiem.- Mruknęła dziewczyna sennym głosem.
- Coś się stało? Nigdy nie spałaś do tak późnej pory.- Kobieta rozejrzała się wokół, oceniając pokój nastolatki, który był w opłakanym stanie. Wszędzie leżały rzeczy, różne książki, rysunki.
- Ręka mnie boli…- Powiedziała i odkryła się. Wyciągnęła dłoń i pokazała ranę, którą zadał smok. Eira przyjrzała się szramie i granatowemu kolorowi, który ją otaczał. Astrid nie przejmowała się tym. Mrugała sennie, ciągle ziewając.
- Ale się załatwiłaś...- Blondwłosa kobieta pociągnęła na dół córkę i odwinęła bandaż z zaschniętą krwią.
- Trochę poboli i przestanie.- Machnęła na to ręką i po raz kolejny ziewnęła. Usłyszała lekkie warknięcie a po chwili ujrzała Wichurę, która wsunęła pysk przez okno i przyglądała się ciekawie swej pani. Dziewczyna uśmiechnęła się. Już chciała wstać, ale powstrzymała ją Eira.
- A ty dokąd? Jeszcze nie skończyłam - Astrid usiadła zrezygnowana. Musiała trochę polatać ze swoim pupilem, aby nie wypaść z formy. Po chwili mama blondynki skończyła opatrywać ranę.- Dziwnie to wygląda. Znowu przecięłaś się toporem?
- Nie. Mały wypadek przy smokach.- Uśmiechnęła się lekko.
- Córcia, wiem, że umiesz obchodzić się ze smokami, ale pamiętaj, że to jednak smoki.  Nigdy nie wiadomo co im do łba strzeli.- Eira lubiła smoki, ale nie tak bardzo jak Astrid czy inny jeździec. Wolała zajmować się domem i zielarstwem niż tresować smoki. Uważała, że to strata czasu.
- Już mi to mówiłaś, mamo.- Blondynka chwyciła kosz ryb dla Wichurki i wyszła na zewnątrz. Smoczyca zamerdała wesoło ogonem i polizała swoją właścicielkę po czym zajęła się dorszami i tuńczykami. W tym czasie Astrid zajęła się przygotowywaniem siodła. Kiedy je chwyciła, zauważyła, że strzemię jest oderwane od paska.
- No pięknie. Jak to się stało?- Spojrzała smoczycę, jakby chciała usłyszeć od niej odpowiedź, lecz ta zajęta była śniadaniem. Nastolatka wzruszyła ramionami.- No cóż, muszę coś z tym zrobić.- Gdy Wichura skończyła jeść, Astrid zaniosła pusty kosz to domu, a chwilę później szła wraz z rozwalonym siodłem do Pyskacza.
- O, kogo ja widzę!- Krzyknął kowal, gdy tylko zobaczył zbliżającą się dziewczynę.
- Cześć, Pyskacz.- Przywitała się i rzuciła siodło na blat.
-  Co cię sprowadza?- Wiking skończył wybijać miecz i włożył go do zimnej wody.
- Mała usterka.- wskazała na siodło. Pyskacz podeszedł i dokładniej przyjrzał się zerwanemu paskowi.
- Da się zrobić. A czemu nie poprosisz Czkawki?
- Myślałam, że będzie u ciebie.
- Miał przyjść mi pomóc ale, jak widzisz, nie ma go.- Wziął siedzisko i poszedł do pracowni Czkawki, kiedy to tam chłopak projektował różne maszyny i wynalazki. Po chwili  na niebie pojawiła się czarna plamka, a po chwili przed kuźnią wylądował Szczerbatek z jeźdźcem na grzbiecie.
- O, cześć, Astrid- zawoał uśmiechnięty.- Czemu nie przyszłaś na trening?
- Cześć. Przyszłabym, ale zaspałam.- odwzajemniła uśmiech. Z wnętrza kuźni dało się usłyszeć śpiew Pyskacza.
-Aha...-mruknął.- A jak twoja ręka?- Pogłaskał smoka i wszedł do środka.
- Dobrze- Skłamała. Nie potrzebowała kolejnej gadaniny, że to jest niebezpieczne. Wojownicy nigdy nie narzekają, szczególnie kiedy chodzi o ich osoby. To oznaka słabości, a dziewczyna nie chciała tego po sobie pokazać. Szczerbatek zamachał ogonem i przewrócił kilka skrzyń z narzędziami. Jeźdźcy od razu zaczęli zbierać  przedmioty.- A co wy robiliście?
- Byliśmy w lesie- Od razu przed jej oczami pojawił się smok, który zaatakował ją kilka dni temu. - Niczego nie znaleźliśmy...-odchrząknął. Chciał mówić dalej, ale Astrid mu przerwała.
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ja sobie tego nie ubzdurałam, Czkawka. Ten smok nadal jest na Berk.- Spakowała rzeczy do pudełka i położyła je na prawowite miejsce. Chłopak uśmiechnął się słabo. - Ahh...nie wierzysz mi?
- Nie, to nie tak. Po prostu nie mamy dowodów na to, że ten smok w ogóle istnieje.- Odłożył ostatnie śrubki do drewnianej skrzynki.
Astrid przewróciła oczami. Nie rozumiała, dlaczego Czkawka jej nie uwierzył. Kto jak kto, ale powinien bardziej się postarać. Przecież on i Śledzik najbardziej kochają nowe gatunki. No i jest jego dziewczyną. Czy to, w takim razie, coś zmienia?
- Jeżeli nie chcesz mi pomóc to sama się tym zajmę.
-  Astrid...
- No i proszę! Siodełko jak nowe!- krzyknął uradowany efektem końcowym Pyskacz i wyszedł z pracowni.
- Dzięki.- Astrid uśmiechnęła się serdecznie i wzięła siodło.
- A kogo my tu mamy? Czkawka! Jak dobrze, w nagrodę dostaniesz podwójną robotę- powiedział kowal i zarzucił chłopakowi ubrudzony fartuch.- No, do roboty, synek.
- To ja może nie przeszkadzam. Narazie.- Rzuciła suchym tonem i odeszła.
- No super.- Powiedział.- I co ja mam zrobić?- zapytał Szczerbatka. Smok zawarczał przyjacielsko i podniósł głowę.

Do drzwi rozległo się pukanie. Śledzik, zaczytany w nowej książce nabytej od Johana, wstał niechętnie i poszedł otworzyć.
- Cześć.- Powiedział zaskoczony widokiem blondwłosej przyjaciółki.
-Hej, Śledzik, mam do ciebie prośbę.- Chłopak zaprosił ją do środka i usiedli koło stołu zawalonego od sterty książek, notesów i licznych zapisków.
- O co chodzi?
- O pewnego smoka. Kilka dni temu coś zaatakowało mnie w lesie i rozcięło dłoń- Śledzik od razu spojrzał na bandaż.- Czkawka mówi, że to zmiennoskrzydły, no bo nazajutrz musieliśmy wypędzać je z Berk, ale jestem pewna, że to coś jest o wiele większe.
- A możesz go opisać?- Wziął czystą kartkę, węglowy ołówek i zaczął notować. Dziewczyna z ożywieniem opowiadała, co się wydarzyło. Dokładnie opisała gada, na tyle ile pamiętała. Miała nadzieję, że przynajmniej Śledzik jej pomoże- Nic dziwnego, że Czkawka ci nie wierzy.
- Dzięki.- Powiedziała z sarkazmem, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Nie o to chodzi. Z opisu wynika, że są bardzo podobne...- zamyślił się na chwilę. Sztukamięs pochrapywała przy zgaszonym kominku i wydawało się, że lata przez sen.
- To co, pomożesz?
- Oczywiście, że pomogę!- Krzyknął z uśmiechem. Wiadomość, że spotka, opisze i zbada nowego smoka dawała mu wiele radości.- To kiedy wyruszamy?
- Dziś wieczorem? Przyjdę po ciebie.- Nie czekając na odpowiedź wyszła z chaty i udała się do Wichury, aby nadgonić zaległy trening.

Czkawka nadal siedział w kuźni Pyskacza i pomagał mu naprawiać zepsutą broń. Myślał nad tym, czy nie wybrać się jeszcze raz do lasu i nie zbadać każdego skrawka jeszcze raz. Nagle przypomniało mu się, że zapomniał poinformować ojca o ataku zmiennoskrzydłych. Dokończył ostatni topór i poleciał poszukać wodza.
Szczerbatek zawył donośnie i wylądował obok domu Pleśniaka, gdzie ojciec Czkawki dyskutował ze starym Wikingiem. Nastolatek poczekał chwilę, aż Stoik skończy rozmowę.
- Tato, masz chwilę?
- A coś się stało?- pogłaskał Czaszkochrupa po łbie.
- W zasadzie tak. Widzisz, niedawno były  zmiennoskrzydłe w lesie. Udało się je nam przepędzić, ale...-podrapał się po głowie.
- Ale co?
- Chodzi oto, że Astrid widziała innego smoka. Jestem pewien, że jej się po prostu przewidziało. Mówi, że był o wiele większy i silniejszy...- Stoik zmarszczył czoło.
- I mówisz mi to dopiero teraz?
- Zapomniałem, przepraszam, ale od ataku zmiennoskrzydłych patrolujemy okolice Berk i nic nie zauważyliśmy.- Stoik wsiadł na swojego smoka.
- No dobrze, skoro tak mówisz.- Czkawkę zatkało. Spodziewał się, że ojciec będzie wściekły, ale tym razem okazało się co innego.
- I co? Nie jesteś zły?
- A czemu miałbym być? Skoro mówisz, że nic podejrzanego się nie dzieje...A co z tym drugim smokiem?
-  Sam nie wiem. Astrid musiało się przewidzieć, ale na wszelki wypadek polecę do lasu i przeszukam go jeszcze raz.- Wsiadł na Szczerbatka i poleciał do domu zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Miał mieszane uczucia. Nawet sam nie wiedział, czy ten super- smok, o którym często wspominała Astrid naprawdę istnieje. Leciał do lasu, tylko po to aby dowieść, że dziewczyna widziała zmiennoskrzydłego.
--------------------------------------------------------


Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Od tygodnia nic nie dodałam, a weny jak nie było tak nie ma. Cóż, przynajmniej akcja "posuwa" się dalej. :)

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 4

Żeby odreagować, Astrid poleciała do lasu, aby wyżyć się na drzewach. Rzuciła mocno w pień wielkiego dęba z trudem wyciągając go z powrotem. Nie miała za złe ojcu, który najwidoczniej nie chce pogodzić się z przeszłością, ale nie rozumiała dlaczego nie chce. Przecież odcięcie się od okrutnych wydarzeń sprzed lat to jedyne wyjście aby poczuć się wolnym i szczęśliwym.
Pot spływał po jej czerwonej od wysiłku twarzy. Topór wydawał się coraz cięższy ale nie przestawała. Kilka mniejszych drzew zostały zniszczone przez wściekłą wojowniczkę. Kiedyś robiła to częściej, ale z czasem gdy spotykała się z Czkawką zrozumiała, że złe emocje nigdy nie mogą zapanować nad nią. Ale nie tym razem. Mimo że szatyn odmienił ją ona nadal pozostanie nieustraszoną wojowniczką z rodziny Hoffersonów.
Nagle coś się poruszyło. Dziewczyna ukucnęła i dokładnie rozejrzała się wokół. Niczego nie dostrzegła, Wichura także. Zaciskając topór ruszyła naprzód. Obawiając się, że mógł być to wróg uniosła broń w gotowości do walki. Po kilkunastu krokach zrezygnowała. Tłumaczyła się, że to halucynacje słuchowe od nieprzespanej nocy. Wichura niespokojnie poderwała się i podeszła bliżej swej pani.
- Coś tu jest- Mruknęła, widząc reakcję smoczycy.- Wichurka, idziemy.- Poleciła przyjaciółce i we dwie ruszyły ku szelestowi. Usłyszała przeraźliwy ryk a po chwili coś się na nią rzuciło. Śmiertnik nie czekał długo, od razu rzucił się na pomoc. Dziewczyna trzymając się za skaleczoną dłoń, krzyknęła za swoim smokiem. Wichura chwyciła blondwłosą w pysk i odfrunęła. Czerwony smok ryknął donośnie, lecz nie ruszył w pogoń. Astrid jeszcze raz obejrzała się za siebie. Gad zniknął.
Czkawka siedział przy Smoczej Księdze i uzupełniał wpisy na temat koszmarów ponocników., gdy usłyszał mocne pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło i szybkim krokiem podszedł do drzwi.
- Na Thora, co się stało?!- Krzyknął przerażony, zauważywszy Astrid z krwawiącą dłonią. Chwycił ją za ramię i zaprowadził do środka. Szczerbatek poderwał się do nich i wielkimi oczymy przypatrywał się blondynce. Dziewczyna zignorował pytanie i za pomocą Czkawki usiadła na drewnianym  fotelu.
- Ał!-Syknęła gdy chłopak obmywał ranę wodą.
- Jak to się stało?
- Byłam w lesie…nagle coś na mnie skoczyło. To był smok, ale nie mam pojęcia jaki. To chyba nowy gatunek. Ał!- Krzyknęła głośniej.
-  Przepraszam-Popatrzył na głęboka ranę dłoni. Zdjął rękawiczkę blondynki, a widok jeszcze bardziej go przeraził. Wokół długiej szramy zaczął pojawiać się granatowy kolor.- Szczerbatek, podaj ręcznik.- Smok skocznym krokiem chwycił w pysk wiszący nad ogniskiem biały materiał. Szatyn owinął rękę Astrid i zawiązał sznurkiem aby opatrunek aby nie ześlizgiwał się.
- Strasznie piecze…- Powiedziała cicho.
- Jeżeli nie przejdzie, pójdziemy do Gothi. To wygląda okropnie.- Dziewczyna machnęła zdrową ręką jakby odganiała muchę.
- Miałam gorsze przypadki.- Uśmiechnęła się słabo.
- Wiesz, że mogło wdać się zakażenie?- Chłopak zaczynał się martwić ciemnym kolorem wokół rany.  Astrid przewróciła oczami, ale schlebiało jej to, że Czkawka martwi się o nią.
- To nic wielkiego, ale pójdę do Gothi z samego rana, obiecuję.- Chłopak podniósł brew. Myślał, że Astrid zacznie się z nim kłócić. Spojrzał na lekko zakrwawiony ręcznik, po czym odchrząknął.
- Możesz opisać tego smoka?- Dziewczyna spuściła głowę, jakby w ten sposób próbowała przypomnieć sobie o ataku wielkiego gada.
- Był czerwony, miał łuski jak zmiennoskrzydłe, ale on był inny. Podobny- Przerwała na chwilę i nadal szukała w pamięci więcej szczegółów.- Miał dziwne oczy, całe czarne  i takie puste…A jego ryk ogłuszał. Gdyby nie Wichurka byłoby gorzej.
- Nie przypominam sobie żadnego smoka  o takim wyglądzie. Dziwne…- Czkawka podszedł do stołu, gdzie jeszcze przed chwilą uzupełniał Księgę. Zaczął przeglądać ją na nowo, każdą kartkę dokładnie przejrzał, ale niczego nie znalazł. Zatrzymał się na stronie poświęconej zmiennoskrzydłym.  Astrid podeszła do chłopaka.
- Nie, to nie był zmiennoskrzydły. Był znacznie większy…i potężniejszy.- Choć pokochała smoki ten okaz wydawał się jej groźniejszy od szeptozgona, a nawet od krzykozgona. A co najważniejsze stwarzał niebezpieczeństwo dla mieszkańców.
- Czyli to nowy gatunek…- Zamyślił się i odłożył Księgę. Astrid tylko przytaknęła, patrząc przestraszonymi oczami na Czkawkę.- Zajmiemy się tym jutro. A teraz odprowadzę cię do domu. Oby ten potwór nie zaatakował wioski…
Akademia wyglądała coraz lepiej, mimo że był to pierwszy dzień odbudowy. Za pomocą smoków wszystko idzie sprawniej. Lekcje smoczych jeźdźców odbywały się w najbliższym lesie. Chcąc nie chcąc musieli słuchać się zastępczego wodza.
Późnym popołudniem cała szóstka poszła do lasu, aby odszukać tajemniczego smoka.  Astrid i Czkawka nie powiedzieli w jakim celu tam idą, wiedzieli jaka będzie reakcja, a każda pomoc się przyda. Chłopak spakował kilka najpotrzebniejszych rzeczy, nie zapominając o traczy.
Szli powoli bacznie obserwując każdy zakątek lasu. Jedynie bliźniaki nie przejmowali się niczym i tukli siebie nawzajem.
- Możecie w końcu przestać?- Powiedział zirytowany Czkawka.- Nie jesteśmy tu dla rozrywki.
- Wiesz, Czkawka, nie powiedziałeś nam dlaczego tu jesteśmy…-zaczął Śledzik. Chłopak podrapał się zakłopotany po karku.
- Szukamy…eee…nowych gniazd…-powiedział tak cicho jak było to możliwe. Przyjaciel zmarszczył czoło, przypominając sobie, że nigdy wcześniej nie szukali żadnych smoczych leży.
-Aha, no to wszystko jasne.-odparł i uśmiechnął się pod nosem.
Czkawka ukradkiem zerkał na Astrid. Była dziwnie spokojna, jakby nie obchodziło jej to, że na Berk pojawił się nowy, bardzo groźny i nieznany smok. Szła równo z Wichurą i ewidentnie o czymś rozmyślała. Chłopak spojrzał na jej rękę. Nadal krwawiła.
Zamyślił się tak bardzo, że nie zauważył korzenia drzewa. Potknął się i spadł prosto na stromą górę. Stoczył się kilkanaście metrów, a gdyby nie Szczerbatek uderzyłby głową o skałę. Trzymając się za głowę, wstał powoli, a po pewnym czasie dobiegli pozostali.
- Nic ci nie jest?-zapytała Astrid.
- W porządku.- Uśmiechnął się i pogłaskał w podziękowaniu swojego smoka.
- Ej, kolego, to chyba…- Zaczął Mieczyk, ale przerwał mu Sączysmark drząc się w niebogłosy.
- Zmiennoskrzydły! Ognia, Hakokieł!- nakazał smokowi a po chwili ukazał się kula ognia, która trafiła w drzewo. Nie czekając ani chwili dłużej, jeźdźcy wsiedli na smoki i poderwali siędo góry.
- Nie widzę ich!-krzyknął Mieczyk.
- Może dlatego, że to są niewidzialne?- rzucił z sarkazmem Szpadka.
- Być może dlatego.-odparł całkiem poważnie bliźniak.
Astrid rozglądała się nerwowo za smokiem. Serce zaczęło szybciej bić, a rana coraz bardziej szczypać, jednak nie zwracała na to uwagi.
- Spokojnie, zaraz się pojawi…- powiedział Czkawka. Chłopak się nie mylił. Gdy smoki zaczęły warczeć i przygotowywać się do ataku, z lasu wyłoniły się plujące kwasem smoki. Jak szalone rzuciły się na jeźdźców. Na szczęście było ich zaledwie trzech. Jeden z nich rzucił się na Jota i Wyma, plując kwasem w ogon. Smok zawył z bólu i wściekle zaatakował. Hakokieł ruszył na pomoc, strzelił ogniem, powalając zmiennoskrzydłego na ziemię.
- Śledzik, leć po smoczy korzeń!- Krzyknął Czkawka. Otyłemu chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Sztukamięs błyskawicznie zawróciła, a po kilku minutach wróciła z korzeniem w paszczy. Tymczasem reszta jeźdźców trzymała swoje pupile trzymała dystans, mieli już dość rozwścieczonych smoków.
- Już niedługo, Sztusia.- Gronkiel leciał szybciej niż kiedykolwiek, a Śledzik z przerażeniem obracał się do tyłu. Zmiennoskrzydłe były bardzo blisko. Po kilku minutach jednego z najgorzszych lotów w życiu, smoczyca puściła korzeń do ocenau tuż przy wyspie groźnych gadów.
- No to mamy ich z głowy.- Odparł chłopak i pogłaskał Księżnisię.
Gdy dotarli na miejsce budowy Akademii rozmawiali o dzisiejszym ataku. Musieli mieć się na baczności, ponieważ nie byli pewni czy inne smoki nie zaatakują Berk. Czkawka odetchnął z ulgą, gdy tylko przypomniał sobie, że jego ojciec już jutro będzie w domu. Po dziesięciu minutach rozmowy, nastolatkowie rozeszli się do domów.
- To nie był zmiennoskrzydły.- Powiedziała Astrid gdy wolnym krokiem szła z Czkawką do domu. Chłopak wzruszył ramionami.
- Może jednak ci się przewidziało. Sama powiedziałaś, że ten smok jest podobny, no i było ciemno.
- Nie-Odparła stanowczo.-Takiego okropnego smoka się nie zapomina.
- Cóż…będziemy szukać- Powiedział spokojnie. Nie zbyt wierzył Astrid. Przecież była noc, a na dodatek ten „nowy” smok jest identyczny to plujących kwasem. Był przekonany, że Astrid widziała zmiennoskrzydłego. Spojrzał na nią. Ona również się nad tym zastanawiała.- Dobrze się czujesz?- Dziewczyna była rozpalona i ciężko oddychała, jakby walczyła o tlen.

- Jestem zmęczona-odparła- to do zobaczenia jutro.- Pocałowała go w policzek i szybkim krokiem wślizgnęła się do domu.
-------------------------------------------------------------
I jak wyszło? Szczerze, to nie jestem zadowolona. Ten rozdział jest jakoś zagmatwany i dziwny, ale dodałam bo szkoda było usuwać, a  nuż widelec się spodoba :). Pozdrawiam czytelników :D